Dzieje się

Ale jak to?! Dlaczego?! Czyli o zdziwieniu urzędników :D

foto: www.e-sciany.pl

Miałam nie pisać o wiosennych porządkach na terenach miejskich, robionych przez samych mieszkańców. Dlatego, że obserwuję dyskusję na Facebooku na ten temat i wiem, jakie to budzi emocje. Najczęściej negatywne. Jedni mówią, że to obowiązek Miasta i mieszkańcy nie powinni wyręczać służb, którym płacimy z naszych podatków. Inni z kolei twierdzą, że śmieci nie biorą się znikąd i skoro ludzie śmiecą, to ludzie mogą posprzątać. Pewnie nie ci sami ludzie, ale zawsze…

Więc ja dziś nie o samym sprzątaniu. Zamiast tego, chciałam Wam opowiedzieć, jak trudno jest w naszym mieście takie obywatelskie sprzątanie we współpracy z Miastem zrobić 🙂

Mieszkam na Krzekowie, na terenie, gdzie są 2 małe bloki i mieszka w sumie 8 rodzin. Koło mojego domu jest duży plac. Miejski. Według planów służy na cele obronności miasta. Pomysł jest taki, żeby go zagospodarować na plac zabaw im. Misia Wojtka, ale póki co to puste pole z kilkoma drzewkami owocowymi i masą śmieci. Tu wala się butelka, tam cegłówki, tu i ówdzie papiery, płyty g-k, słoiki, opony – takie skromniejsze wysypisko śmieci. Otoczone zewsząd domami, ulicami itp. Nie na jakimś specjalnym odludziu. Takie miejsce, że co jakiś czas ktoś kolejny radośnie podrzuca różne inne rzeczy – a to trochę gruzu wysypie, a to latarnię (sic!) z rozwalającym się betonowym kręgiem podrzuci. Już sobie wyobraziliście otoczenie? Super 🙂

Próbowaliśmy załatwić problem wieloma ścieżkami – z wielką pomocą Rady Osiedla, Zarządcy naszej wspólnoty, kilku innych osób. Straż miejska była powiadamiana, pisma pisane, raz nawet odbyła się akcja sprzątania przez ZDiTM, który wysłał ludzi. Grupa dzielnych pracowników przyjechała i pracowała w pocie czoła. Wysprzątała…. nie tę działkę. Pomyliło im się i poszli 2 posesje dalej (z drugiej strony naszego bloku) na  prywatną działkę! 😛 Ok, super, jest czyściej. Ale ten plac miejski nadal w oczy kole. Nie mówię, że nigdy nic się tam nie działo, bo nawet raz przyjechał spychacz i wyrównał nam na zlecenie Urzędu teren (wcześniej były hałdy i taki księżycowy krajobraz). Ale problem śmieciowy pozostał.

Jako że jestem człowiekiem czynu, porozmawiałam z sąsiadami o tym problemie. Powiedziałam, że może sami wreszcie to uprzątniemy. Naradziliśmy się, sąsiedzi chętni do akcji, tylko nasze domowe worki są za słabe na ten kaliber śmieci. Obiecałam więc, że poproszę  Zakład Usług Komunalnych jakieś wsparcie. Zadzwoniłam więc do ZUK i odbyłam fascynującą rozmowę z panią urzędniczką, która przebiegała (bardzo mniej więcej) w tym stylu:

Ja: Dzień dobry, ja jestem mieszkanką ul. Żyznej. Tam jest taki plac miejski i są śmieci. Razem z sąsiadami chcemy go w czynie społecznym posprzątać, ale potrzebowalibyśmy od Państwa jakichś dużych, mocnych worków i potem wywózki tych śmieci. Bo firma wywożąca zabiera nam tylko to, w kubłach zmieścimy, więc nie upchniemy. Możemy to jakoś załatwić?

 

Pani urzędniczka: Chwileczkę, sprawdzę czyja to działka. Oj, program do ewidencji mi się nie włącza. Nie mogę sprawdzić, więc nie wiem czy możemy pomóc.

 

Ja (robiąc klasyczny facepalm): Proszę pani, ale to na 100% jest działka miejska.

 

Pani urzędniczka: Ale wie pani, ja muszę sprawdzić, czy to plac, czy na przykład pas ruchu drogowego. Bo jak pas ruchu drogowego, to nie my, tylko ZDiTM.

 

Ja: Ale to nie jest pas ruchu drogowego. To jest plac. Przeznaczony na obronność miasta. A póki co, takie małe wysypisko śmieci. Proszę mi wierzyć.

 

Pani urzędniczka: O, włączył mi się program. Chwileczkę, już sprawdzam…. Ale ja nie widzę tu takiego adresu. Mam inny – może to ten? Koło ulicy Żołnierskiej. Ale to prywatne jest, proszę pani!

 

Ja: Patrzy pani pewnie na działkę po drugiej stronie ulicy. Proszę się przesunąć mapką kawałek dalej, na drugą stronę Żołnierskiej. Plac jest miejski.

 

Pani urzędniczka: Ale ja go nie widzę.

 

Ja (w lekkiej już desperacji): Czy chce mi pani powiedzieć, że ponieważ pani nie widzi w komputerze terenu, to my go nie możemy sprzątać? I nie możecie nam pomóc?

 

Pani urzędniczka: Ale proszę pani, dlaczego Państwo w ogóle chcecie go sprzątać?! Przecież to się zleca w ramach robót interwencyjnych!

 

Ja (poziom desperacji niebezpiecznie wzrasta): Szanowna pani, nie chciałabym odbierać nikomu pracy i chleba – nawet w ramach robót interwencyjnych – ale my już wielokrotnie zgłaszaliśmy, że jest bałagan i ciągle ktoś nam coś tam podrzuca. I nie chcemy już czekać, chcemy posprzątać. Czy możecie nam Państwo dać jakieś mocniejsze worki i zapewnić wywózkę śmieci????

 

Pani urzędniczka: Chwileczkę, to ja poproszę kierowniczkę (albo dyrektorkę – już nie pamiętam 😛 ).

W tle usłyszałam, jak zaaferowanym głosem relacjonowała mniej więcej tak: „Dzwoni jakaś pani i mówi, że chcą sami sprzątać plac, a ja nie wiem o co chodzi…”

Ufffff………. Pani przełożona, której ponownie wyjaśniłam w czym rzecz, w cudowny sposób – bez programu komputerowego – ekspresowo skojarzyła, który to plac, znalazła worki (poprosiła tylko, żeby przyjechać i je z Ku Słońcu, gdzie jest ZUK odebrać) i obiecała w przyszłym tygodniu – jak najszybciej – zorganizować wywózkę. Można było? Można. Ale ta pierwsza rozmowa uświadomiła mi, jak bardzo Szczecin się podzielił. Jak bardzo uważamy, że jest Miasto, czyli ten mityczny twór: urzędnicy, władza, służby. I po drugiej stronie barykady cała reszta – czyli mieszkańcy. I jak daleka droga przed nami, żebyśmy mieli społeczeństwo w pełni obywatelskie, skoro załatwienie oddolnej – skromnej – inicjatywy obywatelskiej jest tak trudne. Ale optymistycznie i wiosennie ciągle wierzę, że kiedyś to się zmieni. Na lepsze 🙂

P.S. Rozmowa została odwzorowana z pamięci, bo nic nie nagrywałam. Bardziej chodzi o sens i absurd urzędniczych procedur (skądinąd trochę panią rozumiem, że pani nie chciałaby zlecać miejskich usług na prywatnej działce). Ale z tym, że program komputerowy mógłby zablokować dobrą inicjatywę mieszkańców, nie mogę się pogodzić.

P.S. 2 Panie urzędniczki z ZUK serdecznie pozdrawiam. Były bardzo grzeczne i miłe. Z całego ZUKu tylko program komputerowy nie bardzo chciał współpracować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *