Alternatywna rzeczywistość MEN

Od kilkunastu dni po polskich szkołach krąży list wysłany przez Panią Minister Annę Zalewską do rodziców. List ma na celu wyjaśniać cele MEN i uspokajać rodziców przy okazji wprowadzanej reformy edukacji. Tymczasem mnie nie tylko nie uspokoił, ale wręcz spowodował niejasne wrażenie, że ja – jako rodzic i pani minister mieszkamy na innych planetach edukacyjnych. A może pani minister dawno nie była w polskiej szkole?

Pani minister pisze do rodziców:

Dążymy do m.in.:
• zmniejszenia liczby dzieci w klasach,
• ograniczenia dwuzmianowości i konieczności dowożenia uczniów do szkół,
• wzmocnienia pozycji rodziców w szkole,
• dostępu do szerokopasmowego internetu do wszystkich szkół (wspólnie z Ministerstwem
Cyfryzacji).

Co ma wspólnego reforma ze zmniejszeniem liczby dzieci w klasach? Nie wiem. Nie znam nowych przepisów, które wymuszałyby zmniejszenie liczebności oddziałów szkolnych. Co do ograniczenia dwuzmianowości – to już ból głowy samorządów, które będą musiały sobie poradzić z nowymi siatkami szkół. Konieczność dowożenia uczniów do szkół – w sytuacji likwidacji części placówek (szczególnie na obszarach wiejskich) nie tylko może nie zostać ograniczona, ale wręcz przeciwnie – więcej dzieci będzie wożonych do odleglejszych placówek. Ale to jeszcze wielka niewiadoma. Dostęp do szerokopasmowego internetu? W wielu szkołach brakuje dobrego podstawowego sprzętu komputerowego, a internet – i to szerokopasmowy – znajduje się na odległym miejscu listy potrzeb polskiej szkoły.

Co jeszcze znajdujemy w liście?

Dziecko już od szkoły podstawowej będzie rozwijało umiejętności czytelnicze. Na lekcjach
nauczyciel będzie czytał wspólnie z uczniami. Dzieci nauczą się pracy zespołowej i kreatywności.
Przywrócimy znaczenie kształcenia przedmiotowego.

Czy dzieci nie czytają dzięki szkole? Jeśli już w ogóle czytają, to właśnie dzięki szkole. Obowiązkowe lektury, zapoznawanie się z materiałem na lekcjach i w domu, dodatkowe zajęcia w planie lekcji w zakresie pracy z lekturą – to codzienność w szkole. Ale może pani minister woli, żeby nauczyciel poświęcał czas na zajęciach na głośne odczytywanie książek? Wyobrażacie sobie takie odczytywanie tekstu przez nauczyciela w przypadku starszych klas? Ja uważam, że to jakiś absurd.

Praca zespołowa i kreatywność – to brzmi dumnie. Dobra zmiana? Otóż nie. Programy rozwojowe w szkołach, realizowane dzięki środkom unijnym i poza nimi, od lat obejmują ten zakres pracy z dziećmi. Moja córka w kilka dni temu na zajęciach z języka polskiego razem z klasą odbywała lekcję „kleksografii” przy okazji omawiania „Akademii Pana Kleksa”. Zajęcia w minigrupkach, ciekawe projekty, efekt rozwojowy murowany. Czy to, co zapowiada MEN, to jest zatem dobra zmiana? Nie, to tylko dobry „pijar” nijak mający się do rzeczywistości.

A znaczenie kształcenia przedmiotowego to już zupełna ciekawostka. Nie bardzo rozumiem, co pani minister miała na myśli – czy chodzi jej o znaczenie nauki języka ojczystego i historii (takie przedmioty w planie lekcji), czy może o przedmioty ścisłe? I kto im zabrał znaczenie? Dzięki córce funkcjonuję w systemie oświaty od lat i nie zauważyłam, żeby kształcenie przedmiotowe było jakoś specjalnie deprecjonowane… A może to tylko taki reklamowy bełkot w piśmie MEN? Sami tworzą problem i sami próbują go rozwiązać?

I dalej:

Położymy nacisk na naukę języków obcych, znajomość technologii informacyjno-komunikacyjnych i matematyki. Każdy uczeń w szkole otrzyma bezpłatny podręcznik i materiały ćwiczeniowe.

W nowej siatce godzin języki obce nie są jakoś znacznie uhonorowane. Ot, jest ich tyle, co zwykle. Nie bardzo wiem zatem, gdzie tu nowość. Podobnie z nauką tzw. TIK, czyli technologii informacyjno – komunikacyjnych czy matematyki. Nacisk pozostaje więc na poziomie deklaracji z listu. Co ciekawe – środki unijne z Regionalnych Programów Operacyjnych – zaplanowane już 3 lata temu – oferują wsparcie właśnie w opisanym w liście zakresie. Wiele szkół z nich korzysta. Czy to zatem dobra zmiana? Nie, to tylko powtórzenie tego, co już jest. No i oczywiście bezpłatne podręczniki i ćwiczenia – wszak już od dobrych kilku lat rodzice nie kupują podręczników i ćwiczeń, bo środki na to przeznacza rząd. Tej, czy poprzedniej opcji. Ponownie – rewolucji tu nie widzę.

No i jeszcze smaczek:

Zadbamy o cyberbezpieczeństwo. Dzieci dowiedzą się jak bezpiecznie poruszać się w sieci i czym różni się rzeczywistość wirtualna od realnego świata.

Może pani minister dawno nie przeglądała obecnie obowiązującej podstawy programowej, ale moje dziecko na zajęciach komputerowych takie treści zdążyło już kilkukrotnie przerobić, a jest dopiero w 4 klasie podstawówki. I jeszcze nieraz będzie się ich uczyć – zresztą słusznie, bo tego tematu nigdy dość. Jeśli zajrzymy do zapisów Regionalnych Programów Operacyjnych zobaczymy, że i Unia Europejska hojnie sypnęła groszem na takie zajęcia. No, ale przecież według MEN nie byłoby ich, gdyby nie dobra zmiana i reforma edukacji minister Zalewskiej.

Nad tematem zapewnień Ministerstwa o realnym powiązaniu szkół zawodowych z rynkiem pracy już pastwić się nie będę, bo specjaliści analizujący nową podstawę programową dla tych placówek dawno zauważyli, że oprócz nazwy i czasu kształcenia w samej podstawie nie zmieni się prawie nic. Ciekawa więc jestem, gdzie ta zapowiadana rewolucja.

Czy dla tak sformułowanych celów Ministerstwa opłaca się rozwalać cały polski system edukacji? W mojej opinii – nie. Jeśli faktycznie Ministerstwo Edukacji Narodowej chce zmieniać polską szkołę z jakiegoś powodu, wolałabym, żeby powiedziało nam prawdę o przyczynach rewolucji. A nie wmawiało, że wprowadza założenia i rozwiązania, które od lat z powodzeniem są realizowane.

Cały list Minister Anny Zalewskiej do rodziców znajdziecie tutaj:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *