Dzieje się

Basenowe „lanie wody”

foto: Cezary Aszkiełowicz, Agencja Gazeta
foto: Cezary Aszkiełowicz, Agencja Gazeta

Po wczorajszych wyczynach na basenie dwóch lokalnych polityków – Artura Szałbawki i Urszuli Pańki, a także po lekturze tekstu kandydata PiS w wyborach prezydenckich, ogłoszonego na jego profilu na FB, uznałam, że warto w tej kwestii zabrać głos. Bo albo panu Arturowi coś się chyba pomyliło, albo żyje w jakiejś innej rzeczywistości niż większość szczecińskich rodziców. Wmawianie nam, że nauka pływania jest ważna i dzięki temu, że pan Artur popływał sobie w basenie rodzice szybko zapiszą swoje dzieci na zajęcia z pływania – jest jakimś gorzkim żartem i pomyłką. Znakomita większość rodziców doskonale zdaje sobie sprawę z zalet basenu, ale… nie stać ich na komercyjne lekcje, a w szkołach takich możliwości jest obecnie tyle co kot napłakał. Napisałam więc komentarz w tej sprawie do Gazety Wyborczej, która ów tekst dzisiaj opublikowała. Oryginał zamieszczam poniżej:

Basenowe lanie wody

W ubiegłym tygodniu prezydencką kampanię wyborczą w Szczecinie usiłował ubarwić pan Artur Szałabawka, kandydat PiS na to stanowisko. „Rzucił” on wyzwanie innym kandydatom do wyścigu pływackiego na 200 metrów. Na początku trudno było powiedzieć, jaki miałby być cel owego wyścigu. Jednak ów cel szybko wyjaśnił sam kandydat już po zakończeniu tych specyficznych „zawodów” – czym wprawił mnie w niemałe zdumienie.

Pan Artur Szałabawka po wyjściu z basenu oświadczył zebranym mediom, a następnie powtórzył to na swoim oficjalnym profilu na portalu Facebook, iż: „Problem wad postawy u dzieci i młodzieży, krzywych kręgosłupów jest bardzo poważny i każda promocja zdrowia (tym razem pływanie) jest ważna. Jeśli naszą akcją zachęciliśmy pięćdziesięciu rodziców do tego, żeby poszli ze swoimi pociechami na basen, albo wysłali na naukę pływania, to już mamy sukces.”
Zastanowiło mnie jednak to, dlaczego ten przekaz nie ma ciągu dalszego? Dlaczego pan Szałabawka nie odniósł się do faktu, że obecnie przy szkołach podstawowych mamy dramatycznie małą liczbę basenów? Dlaczego nie wspomniał o tym, że z finansowanego przez Miasto programu nauki pływania korzysta jedynie kilka procent dzieci – co wynika właśnie z faktu braku wystarczającej liczby basenów? O tej kwestii dyskutowaliśmy na łamach Gazety Wyborczej w lipcu tego roku. Nawoływałam wtedy do rozważenia możliwości budowy przyszkolnych basenów. Nie aquaparków czy fikuśnych i kosztownych rwących rzek, jak proponowali niektórzy kandydaci do władz miasta, tylko zwykłych szkolnych basenów. Jak widać – niestety nawoływałam nadaremno.

Pan Artur Szałabawka chwali się zachęcaniem rodziców do posyłania dzieci na naukę pływania, ale nie wspomina już o tym, że koszt takiej nauki w szkółkach komercyjnych (a takich w Szczecinie jest dość sporo) stanowi dla wielu rodziców blokadę nie do przejścia. Szkoda więc, że pan Szałabawka nie odniósł się do twardych faktów i nie zaproponował jakichkolwiek działań, żeby faktycznie umożliwić wszystkim szczecińskim uczniom naukę pływania. Kandydatowi na prezydenta nie tylko wolno, ale wręcz wypada przy okazji takiej akcji proponować nowe rozwiązania!

Myślę, że to miło, iż kandydat PiS na prezydenta popływał sobie w basenie i jest zadowolony z wykonanego – w swoim mniemaniu – dobrego uczynku. Szkoda tylko, że to taki dobry uczynek „na pokaz”, za którym nic więcej nie idzie. Nie przekłada się na nowe rozwiązania, ani nawet na plany owych rozwiązań. W efekcie mamy więc basenowe „lanie wody”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *