Biegasz? Pomagasz!

medal

I Szczeciński Marsz-o-bieg już za nami. Na Jasnych Błoniach pojawiło się dzisiaj prawe 400 osób (w tym 35 dzieci!), żeby biegać albo maszerować. Dlaczego? Ponieważ za każdy kilometr sponsor przekazywał pieniądze na rzecz Zachodniopomorskiego Hospicjum dla Dzieci i Dorosłych. Razem z Weroniką postanowiłyśmy dołączyć do zawodników i dołożyć swoje kilometry 🙂

maszerujemy

Impreza zorganizowana była dość dobrze. Pakiety startowe można było odbierać już od czwartku w siedzibie Hufca ZHP. W tym samym miejscu można też było w sobotę oddać swoje rzeczy do depozytu – każdy worek, reklamówka czy torba były odpowiednio oznakowane numerami zawodników i złożone w bezpiecznym miejscu. Jedyny mankament, na który narzekała część startujących pań to fakt, że nie zorganizowano żadnej szatni, gdzie mogłyby się przebrać na osobności.

IMG_1268

20 minut przed startem organizatorzy przeprowadzili rozgrzewkę, a potem – w samo południe – zawodnicy ruszyli wokół Jasnych Błoni. Trasa była dobrze wytyczona taśmami, a organizatorzy namawiali, żeby osoby maszerujące zajmowali prawą część trasy, zaś osoby biegające – lewą. Momentami wszystko wszystkim się mieszało, ale ponieważ to była impreza charytatywna, nikt się nie gniewał, ani nie denerwował.

IMG_1276

Około 200 metrów za linią startu harcerze rozdawali wodę i czekoladę. W tym samym miejscu dzieci mogły dostać pieczątkę za każde pokonane okrążenie. A każde okrążenie to prawie kilometr! Dużo ludzi biegło albo maszerowało z dziećmi w wózkach. Moimi osobistymi faworytami byli Konrad i Asia Frontczak, którzy zjawili się na imprezie z dwójką dzieci. Mała Ela dzielnie biegała obok wózka, w którym leżał najmłodszy dziedzic rodziny. Od czasu do czasu Ela trafiała na barana do taty i wtedy śpiewała, wyznaczając nam rytm do chodzenia. Z taką pomocniczką maszerowało się raźniej i weselej 😀

IMG_1280

Weronika też dawała sobie świetnie radę. Dołączyła do mnie już po 2-godzinnym treningu gimnastyki i pokonała 4 kilometry! Ja sama straciłam w pewnym momencie rachubę i nie wiem, ile w końcu okrążeń udało mi się zrobić – 8 czy 9. I gdyby nie obtarta pięta, pewnie jeszcze dałybyśmy radę zrobić kółeczko albo dwa 🙂

Po zakończeniu biegu wzmocniłyśmy się jeszcze grochówką, a na sam koniec skorzystałyśmy z masażu łydek, który spowodował, że całe zmęczenie w nogach stało się mglistym wspomnieniem. Cała impreza bardzo nam się podobała i mam nadzieję, że niedługo będziemy mogły wziąć udział w podobnych wydarzeniach. I jeśli będzie taka możliwość – znów pomóc. Bo o tę pomoc najbardziej chodzi 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *