Dzieje się

Budżet bardziej osiedlowy, niż obywatelski?

Dzisiaj na blogu zebrało mi się na podsumowanie tegorocznego Szczecińskiego Budżetu Obywatelskiego. Wprawdzie spotkanie podsumowujące odbyło się już kilka tygodni temu, ale ja czekałam na dane z Urzędu Miasta, żeby wiedzę i owo podsumowanie uzupełnić.

Spotkanie podsumowujące tegoroczną edycję Budżetu było niezwykle ciekawe, bowiem dyskutowaliśmy, co zrobić z niewykorzystanymi środkami. Niemal w każdej dzielnicy zwyciężył jeden projekt, który konsumował lwią część puli, ale zawsze jakieś pieniądze zostawały. Szkoda byłoby więc ich nie wykorzystać. Dlatego na spotkaniu pojawili się autorzy projektów, które zajęły kolejne miejsca… i dyskusja z niektórymi z nich okazała się zadziwiająca.

W trakcie spotkania najpierw wysłuchaliśmy propozycji Prezydenta Miasta, Pana Piotra Krzystka, który ustami swojego zastępcy, Wiceprezydenta Michała Przepiery zadeklarował, iż realizowane będą wszystkie projekty, które zajęły drugie miejsce w głosowaniu. Jeśli środków z puli SBO zabraknie, Miasto dołoży brakujące środki. Ta propozycja spotkała się z początkową aprobatą, dopóki nie przemówili autorzy kolejnych projektów. Autorka projektu ze Śródmieścia, gdzie zwyciężyła modernizacja Alei Kwiatowej, a na drugim miejscu znalazło się zagospodarowanie Jeziora Rusałka, stwierdziła, że być może projekt dotyczący Alei nie będzie realizowany z uwagi na kwestie formalno – prawne, więc może lepiej zamienić go na projekt dotyczący Jeziora Rusałka i zrealizować tę inwestycję. Sprawa wydała się kuriozalna, bo po pierwsze – jak napisałam wcześniej – Prezydent Krzystek zadeklarował i tak realizację obu projektów, a po drugie – szokująca była chęć zamiany kolejności wygranych projektów. Ot tak, bo komuś wydaje się być to rozsądniejsze, ciekawsze, lepsze rozwiązanie. Na szczęście szybko zareagował Pan Wiceprezydent Przepiera, który wyraźnie podkreślił, że taką kolejność projektów wybrali szczecinianie i nie ma możliwości, aby ją dowolnie zmieniać.

baner_budzet_2016Jeszcze ciekawsza dyskusja była z autorami projektów z Prawobrzeża. Okazało się, że projekty, które uplasowały się na miejscu 2, 3 i 4 zostały zgłoszone przez jedną grupę osób – członków Rady Osiedla Podjuchy. I autorzy doszli między sobą do porozumienia, że nie chcą realizacji projektu z miejsca 2 i 3, wolą projekt z miejsca 4. Dlaczego? Ponieważ na 2 miejscu znalazł się projekt stanicy wodnej, której w przekonaniu osiedlowców nie da się zrobić za zgłoszoną kwotę. Na 3 miejscu znalazł się ciąg pieszo – rowerowy, który również został okrojony, żeby dopasować się do limitu kosztów w SBO, więc również nie ma sensu go budować. Na 4 zaś miejscu znalazł się Park Wolności, na który rzekomo mieszkańcy Podjuch czekają z niecierpliwością i według Rady Osiedla właśnie ten projekt jest dla mieszkańców najważniejszy.

Dyskusja była burzliwa. Niektórzy z zebranych uznawali, że skoro autorami wszystkich tych projektów jest jedna Rada Osiedla i ona, jako organ, wie najlepiej co mieszkańcom jest potrzebne, to powinni móc decydować o tym, który projekt będzie realizowany. Ja, podobnie jak wielu innych członków zespołu, byłam takiemu rozwiązaniu absolutnie przeciwna. Przypomniałam wszystkim, że SBO to Budżet Obywatelski, a nie Osiedlowy. Że o projektach, które mają zostać zrealizowane, decydują mieszkańcy, a nie Rady Osiedli. Że na stanicę mogli głosować również mieszkańcy innych dzielnic, widząc taką potrzebę w Szczecinie, więc Rada jednego osiedla nie powinna decydować o odrzuceniu takiego projektu. I wreszcie dlatego, że Rady mają swój własny budżet inwestycyjny i na dodatek większe możliwości pozyskiwania środków z Miasta. Podkreśliłam, że cenne jest zaangażowanie członków wszystkich Rad Osiedli w pozyskiwanie poparcia dla projektów w danej dzielnicy, ale przypomniałam też, że SBO jest narzędziem wszystkich mieszkańców. I dlatego w tym roku uszczelnione zostały zasady zbierania głosów, m.in. poprzez uniemożliwienie dysponowania kartami do głosowania czy ich zbierania w Radach Osiedla, żeby ów Budżet „odosiedlowić”. Dlaczego? Bo w ten sposób zniechęcamy niezrzeszonych nigdzie mieszkańców do składania własnych inicjatyw. Jak bowiem mają oni konkurować ze zorganizowaną i finansowaną ze środków Miasta strukturą?

Doszliśmy w tym miejscu do drażliwego punktu – okazuje się, że część Rad Osiedli nie wahała się użyć pieniędzy, które dostają z budżetu Miasta, na promocję „swoich” inwestycji w SBO. Drukowali ulotki, plakaty, gazetki, ogłoszenia, w których zachęcali do głosowania na konkretne, zgłoszone przez osiedlowców projekty. Zrozumiałabym wydawanie pieniędzy na promocję idei samego SBO, bez wskazywania konkretnych przedsięwzięć. Jednak wydawanie publicznych pieniędzy, do których nie mają dostępu inni wnioskodawcy, jest grą nie fair.

Co zadziwiające, przedstawiciele RO z Podjuch w ogóle nie widzieli w tym problemu. Ich przedstawiciel skomentował to nawet stwierdzeniem, że na ulotki wydali 300 zł i nic nie stoi na przeszkodzie, aby lepiej zorganizowani mieszkańcy również się zrzucili na taki wydatek. W sukurs przyszedł mi wtedy radny miejski, Pan Marek Duklanowski, który spytał przedstawiciela RO, czy te 300 zł wydali z własnej kieszeni. Bo jeśli nie, jeśli z miejskich środków, to rzeczywiście jest to nierówne traktowanie wnioskodawców.

W tej sprawie napisałam już po spotkaniu do Urzędu Miasta z wnioskiem o udzielenie informacji publicznej. Poprosiłam o pełne informacje, które Rady Osiedla wydały środki z Miasta na promocję SBO. Zrobiły to Rady Osiedla Bukowo, Drzetowo – Grabowo, Kijewo, Majowe, Podjuchy, Śródmieście – Północ i Żelechowa. W moim przekonaniu – o 7 Rad za dużo.

Informacje te przekazałam radnym z Komisji ds. Inicjatyw Społecznych. Zobaczymy, co z tym zrobią. Moim zdaniem, wydatki takie nie powinny być uznane. Jeśli chcemy mieć transparentny budżet i angażować mieszkańców w aktywność społeczną, musimy zapewnić wszystkim równe szanse. I albo każdy projektodawca dostanie z Miasta jakąś pulę pieniędzy na promocję, przy czym ta pula dla każdego jest równa, albo każdy płaci sam z własnej kieszeni. Takie półśrodki i niedopowiedzenia, z jakimi mamy do czynienia obecnie, prowadzić będą nieuchronnie do zniechęcenia mieszkańców.

SBOTo nie koniec zawirowań wokół SBO w relacji z Radami Osiedli. Otóż pod koniec tego tygodnia w internetowym wydaniu Kuriera Szczecińskiego pojawiła się niezwykle frapująca informacja, że Rada Osiedla Pomorzany złożyła protest u Prezydenta Krzystka, aby unieważnić wyniki głosowania. Dlaczego? Otóż Rada Osiedla wymyśliła sobie projekt budowy boiska. Projekt przeszedł formalną ocenę, z zastrzeżeniem, że na części wskazanego terenu przewidziany jest wybieg dla psów. Ale na pozostałej części boisko można budować. Wybieg dla psów, któremu – jak się okazuje – sprzeciwia się Rada Osiedla, to inicjatywa radnej miejskiej Pani Urszuli Pańki. Inicjatywa mocno zaawansowana w realizacji, bowiem w czasie głosowania na to miejsce wjechał już ciężki sprzęt, aby ów wybieg przygotować. I to było – zdaniem Rady Osiedla – przyczyną porażki ich projektu. W piśmie do Prezydenta skarżą się, że przez rozpoczęcie budowy wybiegu mieszkańcy nie wiedzieli, czy jest sens głosować na projekt dotyczący boiska. Bo może to być głos zmarnowany. W mojej osobistej opinii takie uzasadnienie jest lekko kuriozalne. O wybiegu dla psów wiedziała zarówno Rada Osiedla, jak i wszyscy zainteresowani. Wpychanie na siłę w tym miejscu częściowo „konkurencyjnej” inwestycji, będące być może próbą zablokowania budowy owego wybiegu, jest z punktu widzenia społecznego mocno wątpliwe. Ale z tym problemem również będą musieli się zmierzyć decydenci w Urzędzie Miasta. Nam pozostaje tylko czekać, trzymać rękę na pulsie i pilnować, aby SBO pozostał jednak bardziej Budżetem Obywatelskim, niż wyłącznie Osiedlowym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *