Dzieje się

Być kobietą, czyli muszę – mogę – chcę

źródło: www.sheknows.com

Przeczytałam dzisiaj takie oto zdanie:

– Moim zdaniem nie da się pogodzić dwóch ról: bycia świetną matką i bycia świetną pracownicą/przedsiębiorczynią – mówi Bogna Czałczyńska, szczecińska koordynatorka Kongresu Kobiet. – Na określonych etapach życia trzeba sobie coś odpuścić. Ale należy dążyć do tego, żeby dzieci miały rodziców, tzn. nie tylko matki, ale również ojców. My jesteśmy pod nieustającą, niedającą się ogarnąć presją: bycia dobrą, wyedukowaną w najnowszych trendach wychowawczych matką, bycia seksowną i szczupłą partnerką i robiącą karierę zawodową.

Bognę lubię i bacznie obserwuję to, co robi dla kobiet. Ale z tak postawionymi tezami zgodzić się po prostu nie mogę! Aż mnie zmroziło, że kobieta może sama wtłaczać inne kobiety w takie schematy… :/ Nie wiem, jak inne panie, ale moje doświadczenia są zgoła odmienne od tego, co przeczytałam. Otóż MOŻNA z powodzeniem pogodzić role zawodowe, rodzinne i społeczne. NIE TRZEBA z żadnej z tych ról rezygnować, umniejszać, poświęcać się w jednych zadaniach dla innych zadań. Ja sama od wielu lat funkcjonuję jako pracownik, fachowiec w swojej dziedzinie, od niemal 7 lat jestem mamą, a  dodatkowo od trzech lat działam bardzo aktywnie jako społecznik. Można? Można! 🙂

I kto w ogóle powiedział, że kobieta MUSI wybierać, czy być supermatką czy superpracownikiem??? Jutro – 26 lutego w Szczecinie odbędzie się konferencja pt. Superwoman na rynku pracy. Mądre i aktywne kobiety będą debatować o tym, jak ciężko jest pogodzić życie rodzinne z zawodowym. Pewnie też o tym, jak bardzo kobiety są ciemiężone. A ja zadaję sobie nieodmiennie pytanie, dlaczego mamy się w ogóle – jako kobiety – postrzegać w roli „super”? Czy nie możemy być Wystarczająco_Dobrymi_Matkami i Wystarczająco_Dobrymi_Pracownikami/Szefowymi? Czy każda z nas MUSI robić zawrotną karierę zawodową? A jeśli jej nie robi, to czy MUSI być koniecznie matką/boginią domowego ogniska, bez której świat się zawali? Czy miarą naszego znaczenia na świecie faktycznie jest stanowisko/służbowy laptop albo wyprasowane na kancik ściereczki kuchenne?

I dlaczego właściwie musimy? Dlaczego zakładamy, że w przypadku, gdy wtłacza nas się w pewne schematy i role, mamy z nimi wojować (za co szybciutko dostaniemy łatkę feministki) albo mamy się z nimi pogodzić i starać się im sprostać? Czy nie możemy tak po prostu mieć w nosie tego, co mówią inni i robić swoje? Gdybym dostawała złotówkę za każdym razem kiedy przy jakiejkolwiek aktywności słyszałam: „a gdzie dziecko? kto się nim zajmuje kiedy ty tu jesteś?” – byłabym dzisiaj bogatą rentierką na Seszelach 😛 Ale czy to, co inni myślą, ma mnie definiować? Nie! Nie musi i nie powinno!

 

różnica w zatrudnieniu K i M EU - źródło: Parlament Europejski

Kobiety mają w życiu trudniej z powodów biologicznych – to my rodzimy dzieci. Mężczyźni, póki co, nie mogą nas w tym zastąpić. Niestety, ma to wpływ na aktywność zawodową kobiet. Mędrcy z UE policzyli, że kobieta wraz z wzrostem liczby dzieci – powoli przestaje pracować. Wśród kobiet posiadających 3 pociechy pracuje niewiele ponad połowa. W przypadku mężczyzn tendencja jest odwrotna – na rynku pracy znajduje się więcej ojców z 2 dzieci niż bezdzietnych mężczyzn! To zjawisko widoczne jest w całej Unii Europejskiej. W większości krajów unijnych brakuje udogodnień dla matek, aby mogły one bezpiecznie wejść lub powrócić na rynek pracy. Pracodawcy boją się przerw związanych z ciążą, boją się zwolnień lekarskich na dziecko, bo dzisiaj liczy się zysk przedsiębiorcy, a nie bezpieczeństwo socjalne pracownika. Samorządy – przynajmniej w Polsce – nie pomagają. W ostatnich 20 latach na potęgę polikwidowały żłobki, przedszkola i szkoły. Dzisiaj do tych placówek ustawiają się kolejki chętnych. Zafundowanie rodzicom rocznego urlopu po urodzeniu dziecka jest działaniem doraźnym, tak jak „becikowe”. Bo na dłuższą metę nie decydujemy się na dzieci dla 1 roku swobodnego przebywania z nim w domu czy 1000 zł zapomogi. Jeśli więc mamy zwiększać dzietność, musimy zaproponować rodzicom wsparcie szersze i bardziej kompleksowe – system bezpiecznej i wysokiej jakości opieki żłobkowej, przedszkolnej i szkolnej. Przy niewielkich opłatach za te usługi. Wtedy kobiety będą miały poczucie bezpieczeństwa, że mogą urodzić dziecko i po pewnym czasie swobodnie wrócić do pracy – jeśli będą miały taką potrzebę (osobistą, ekonomiczną itp.). Bo co z tego, że dzisiaj klubików i prywatnych przedszkoli w bród, skoro kosztują często tak dużo, że ten powrót do pracy przy minimalnej pensji zwyczajnie się nie kalkuluje? I wtedy kobiety znowu MUSZĄ zostać w domu, z dziećmi.

Marzy mi się taki świat, w którym kobiety nie będą MUSIAŁY. Będą CHCIAŁY i będą MOGŁY – robić to, co akurat uznają za istotne. Że nie będą wtłaczane w schematy. I że będą potrafiły wraz ze swoimi mężami/partnerami/chłopakami wspólnie realizować swoje plany. Może moja córka doczeka takich czasów. Ja póki co – razem z mężem planuję, potem realizuję. I tylko czasem się nasłucham wyrzutów albo uwag ze strony co większych tradycjonalistów. Ale na szczęście to nie tradycjonaliści definiują moje życie, tylko ja sama. Oby w naszym życiu było jak najwięcej MOGĘ i CHCĘ, a jak najmniej MUSZĘ 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *