Dzieje sięParlamentarne Pytania, Nieparlamentarne Odpowiedzi

Czy jesteś za tym, żeby Polacy byli zdrowi i szczęśliwi?

Polskę ogarnęło szaleństwo referendalne. No dobrze, uściślijmy – szaleństwo to opanowało polskich polityków. Skąd ta śmiała teza? Otóż od kilku dni wiemy już, że możemy mieć nie jedno, a dwa referenda. Oba równie wątpliwe pod względem prawnym i logicznym. Ot, taka zabawa polityków ze społeczeństwem.

 3d small people - complicated question

Referendum, jak wybory, powinno być świętem demokracji. Czymś wyjątkowym, co organizowane jest z ważnych dla wszystkich Polaków powodów. Tak zresztą istotę referendum określa Konstytucja RP. Tymczasem w ferworze wyborczej walki poprzedni prezydent Bronisław Komorowski, desperacko walcząc o kilka procent poparcia wyborców Pawła Kukiza, sięgnął po to narzędzie, żeby pokazać, że on również chce dać Polakom szansę zadecydować, czy chcą jednomandatowych okręgów wyborczych. I tym samym otworzył puszkę Pandory. Jego następca – obecny prezydent Andrzej Duda okazał się równie podatny na nastroje społeczne i presję wyborów. Postanowił dorzucić swoje 3 pytania, organizując „własne” referendum. Na bogato!

Przypatrzmy się przez chwilę pytaniom, na które we wrześniu i październiku będą mieli odpowiedzieć obywatele:

  1. Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem jednomandatowych  okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej?” – wprowadzenie JOW to hasło wyborcze Pawła Kukiza. Ważne dla jego zwolenników. Dla pozostałych Polaków? Nie wiadomo. W przestrzeni publicznej brak jest dyskusji o istocie JOW, ich konstrukcji (w różnych krajach stosowane są różne rozwiązania), sposobie organizacji takich wyborów. Co ciekawe, nawet jeśli 6 września Polacy zdecydują, że chcą JOW, ich wprowadzenie będzie możliwe dopiero za kolejne 4 lata. A do tej pory wiele może się zmienić.
    .
  2. Czy jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa?” – większość Polaków odpowie zapewne, że nie! Powszechne mniemanie społeczeństwa, wyrażane najczęściej głosami internautów na wszelkiej maści forach internetowych, wspomagane pełnymi oburzenia artykułami tabloidów, wskazuje na to, że Polacy generalnie uważają polityków za darmozjadów, złodziei i leni, którzy za nasze pieniądze jadają ośmiorniczki i latają za darmochę samolotami. Ewentualnie opłacają swoim szefom ochronę czy zatrudniają armię pociotków, krewnych i znajomych królika w biurach poselskich. Zlikwidujmy więc finansowanie partii z publicznych pieniędzy. Niech sami się troszczą o to, skąd wezmą kasę na działalność. Ale zaraz – czy wtedy nie wrócimy do systemu, w którym finansować ich będą różnego rodzaju firmy, lobbując po cichu za korzystnymi dla nich samych rozwiązaniami? Czy mamy pewność, że decyzje w Sejmie, Senacie, samorządach będą zapadały w sposób obiektywny, z uwzględnieniem w pierwszej kolejności interesów społeczeństwa? A może owi ukryci „udziałowcy” partii politycznych będą mieć wpływ na ustawy i uchwały? Nad tą kwestią trzeba się porządnie zastanowić. I tu – podobnie, jak przy pytaniu nr 1 – brak jest jakiejkolwiek merytorycznej dyskusji, argumentów eksperckich, które rozwiązanie jest lepsze.
    .
  3. Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem zasady ogólnej  rozstrzygania wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika?” – zaraz, czy taka zasada przypadkiem nie obowiązuje już w Polsce? A nawet jeśli uznamy, że nie, to jak ją skodyfikować? Referendum wszak ma być impulsem do zmiany (lub powstrzymania zmiany) prawa. Jak zapisać ustawowo taki postulat? Dla mnie to pytanie z gatunku „czy chcecie być zdrowi i szczęśliwi?”.

graficyNowo ogłoszone referendum, które według propozycji prezydenta Dudy miałoby się odbyć w tym samym dniu, co wybory parlamentarne, nie proponuje lepszych pytań. Powiedziałabym wręcz, że pytania są sformułowane jeszcze bardziej niedbale.

  1. Czy jest Pan/Pani za obniżeniem wieku emerytalnego i powiązaniem uprawnień emerytalnych ze stażem pracy?” – ależ oczywiście, że tak! Ale zaraz – do jakiej granicy obniżamy wiek emerytalny? 60, 50 czy może 40 lat to według pytania dobry wiek na przejście na emeryturę? Ile lat stażu pracy muszę mieć, żeby na emeryturę przejść? 20, 30, 40? I czy to dotyczy wyłącznie stażu pracy na umowę o pracę (lata składkowe), czy również tak zwanych umów „śmieciowych”? Za czym właściwie Polacy mają się opowiedzieć? Odpowiedzi, projektów ustaw, rozwiązań, wyliczeń, analiz – brak.
    .
  2. Czy jest Pan/Pani za utrzymaniem dotychczasowego systemu funkcjonowania Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe?” – co oznacza „utrzymanie dotychczasowego systemu funkcjonowania”? Chodzi o liczbę oddziałów, stan zatrudnienia kadry Lasów (nie zwolnimy ani jednego leśnika!), liczbę wycinanych drzew, obowiązek sadzenia nowych? Czy może o tę mityczną prywatyzację, która według obowiązujących przepisów jest zabroniona? Konia z rzędem temu, kto wie, za czym (lub przeciw czemu) mamy zagłosować!
    .
  3. Czy jest Pan/Pani za zniesieniem obowiązku szkolnego sześciolatków i przywróceniem obowiązku szkolnego od 7. roku życia?” – to bodaj jedyne sensownie sformułowane pytanie z całej puli. Nie oznacza to jednak, że powinniśmy przejść nad nim bezrefleksyjnie do porządku dziennego. Bo jeśli faktycznie Polacy uznają, że robimy reformę edukacji poprzez odwrócenie dopiero co wprowadzonej (i de facto zakończonej w tym roku) reformy, czy ktokolwiek zadał sobie pytanie, co taka zmiana oznaczać będzie dla szkół i dzieci? Otóż trzeba będzie na nowo przygotować podstawę programową, podręczniki i co ciekawsze – w systemie edukacji będziemy mieć lukę jednego rocznika! W tym roku bowiem do szkół idą wszystkie 6-latki i odroczone 7-latki. Za rok – przy założeniu, że obowiązek szkolny znów obowiązywać będzie od 7. roku życia – nie będzie prawie żadnych 7-latków, bo te będą szły do drugiej klasy! Pytania referendalnego całkowicie bym nie przekreślała, ale ponownie – brakuje tu głębszej dyskusji, analizy, oceny proponowanych rozwiązań. Są za to emocje, nerwy i wzajemne obrażanie się zwolenników i przeciwników obu systemów edukacji.

1 pytaniePytania to jednej aspekt referendów. Drugi to organizacja. W pierwszej chwili, gdy usłyszałam, że referendum ma odbyć się tego samego dnia, co wybory parlamentarne, pomyślałam, że to dobry pomysł. Że będzie taniej i sprawniej. Ale zaraz zaczęły pojawiać się argumenty, że referendum w Polsce trwa w godzinach 6-22, wybory zaś 7-21. Jeśli te same komisje mają wydawać karty i do głosowania w wyborach, i do głosowania w referendum, robi się zamieszanie. Pojawiły się pytania o listy wyborców, na których podpisujemy się tylko raz pobierając kartę – jak policzyć frekwencję w referendum, jak policzyć wydane karty do tego odrębnego głosowania? I dlaczego Polacy muszą się deklarować, czy są za czy przeciw referendum poprzez oficjalne odmówienie pobrania karty? Gdzie tu tajność głosowania?
Dobrym pomysłem byłyby odrębne komisje referendalne, no ale przecież miało być taniej! Ja osobiście już współczuję członkom obwodowych komisji wyborczych, którzy będą musieli zliczać nie tylko głosy oddane na posłów i senatorów, ale tej samej nocy policzyć jeszcze frekwencję, liczbę głosów ważnych i wyniki referendum. A wszystko pod presją podejrzeń o oszustwa wyborcze i fałszowanie wyników.

Co w całej referendalnej historii jest najśmieszniejsze? Że to, jak odpowiemy 6 września i 25 października nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Nawet jeśli w obu przypadkach frekwencja przekroczy 50%, a głosy zostaną uznane za ważne, żaden przepis nie obliguje Sejmu i Senatu do wprowadzenia danych rozwiązań w życie. Posłowie i senatorowie mogą dyskutować o danym rozwiązaniu, poudawać nawet, że coś w tej sprawie robią, przygotować projekt ustawy czy rozporządzenia, a potem zamknąć go w sejmowej „zamrażarce” na całe lata. Nie ma żadnych konsekwencji prawnych wobec posłów i senatorów z tego tytułu. Co więcej, przy tak źle skonstruowanych pytaniach tuż po referendum będziemy mieć kolejny festiwal kłótni i sporów. Bo jedna strona sceny politycznej będzie chciała emerytur w wieku 50 lat, druga w wieku 60. Jedni będą optowali za JOW w systemie brytyjskim, inni – australijskim. Każde zagadnienie poruszane w pytaniach referendalnych jest złożone i wymaga analizy. My zaś – zamiast mądrego rządzenia państwem – mamy zaoferowany plebiscyt na poziomie badania opinii publicznej. Czy aby na pewno o to powinno chodzić?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *