Czyja jest oświata?

Obecnie toczy się ciekawa dyskusja pomiędzy Ministerstwem Edukacji Narodowej a samorządowcami. Ci ostatni zarzucają Ministerstwu, że nie przekazuje dość pieniędzy, żeby wdrażać kolejne reformy i pokrywać bieżące wydatki w oświacie. A tych nie brakuje.

Doszło nawet do tego, że za ostatnią – dyskusyjną – reformę przywrócenia 8-klasowych podstawówek, likwidacji gimnazjów i wprowadzenia 4-letniego liceum włodarze poszczególnych miast zapowiedzieli pozew zbiorowy. Podstawowym żądaniem jest zwrot środków za zmiany w oświacie, wymuszone pomysłami minister Anny Zalewskiej. Minister Zalewska opuściła resort na rzecz Europarlamentu, a na jej miejsce przyszedł Dariusz Piontkowski.

Wydawało się, że nowe otwarcie w MEN będzie szansą na poprawę relacji z samorządami. Niestety, pozytywnych zmian nie widać, a nowy minister zdaje się być jeszcze bardziej ortodoksyjny i uparty w uzasadnianiu, że reforma to wyczekiwany przez społeczeństwo sukces.

Tam, gdzie są pieniądze, są też emocje. Ostatnie wzbudziły pomysły podziału 1 MILIARDA zł subwencji oświatowej. Do pomysłów MEN samorządowcy zgłosili wiele uwag i zastrzeżeń. I przy okazji tej dyskusji, która jest dość rozległa merytorycznie, w trakcie konferencji prasowej 8 sierpnia 2019 r. minister Piontkowski wydał dość kuriozalne oświadczenie:

Zgodnie z polskim prawem te zdania powinny być finansowane z dochodów łącznych samorządów. Na te dochody oprócz subwencji i dotacji składają się także dochody własne, w tym udział w podatkach publicznych, takich jak PIT czy CIT.


Co to oznacza w praktyce? Że jak trzeba płacić, to samorządy muszą się dokładać. Bo oświata, w rozumieniu ministra to zadanie samorządów. I pozostaje tylko pytanie – skoro samorządy są „właścicielem” oświaty, który ma za nią płacić z własnych źródeł, dlaczego nie mogą decydować samodzielnie o tym, w jaki sposób ona funkcjonuje? Dlaczego muszą ślepo realizować pomysły MEN i ciągle zmieniać siatki szkół, przesuwać dzieci i nauczycieli pomiędzy klasami, rodzajami szkół czy rocznikami? Dlaczego nie mogą powiedzieć: „Wprowadziliśmy 6-latki do pierwszej klasy i teraz taki system będziemy kontynuować przez kolejne lata, bo to nasze zadanie i nasza decyzja”?

Ot i tyle jeśli chodzi o odpowiedzialność oraz ponoszenie konsekwencji własnych reformatorskich pomysłów…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *