Dramat hrabiny

Długo nosiłam się z zamiarem sięgnięcia po klasykę autorstwa Józefa Ignacego Kraszewskiego. Chodzi oczywiście o wydaną po raz pierwszy w 1873 r. powieść „Hrabina Kosel”. Wydawało mi się, że powieść napisana 150 lat temu nie może być ciekawa i warta czytania w obecnych czasach. I to założenie okazało się dużym błędem.

„Hrabina Kosel” to niezwykle barwna i ciekawa opowieść o Annie von Hoym, prawdziwej postaci z czasów przełomu XVII i XVIII wieku. Jej postać odcisnęła swoje piętno na historii Europy środkowej, bowiem zdobyła niezwykle silną pozycję na ówczesnym drezdeńskim dworze, będąc faworytą (czyli kochanką) króla Augusta II Mocnego. A ten król był nie tylko elektorem saskim, ale również królem Polski. Więc z naszego punktu widzenia postać hrabiny powinna mieć znaczenie.

August II Mocny poznał Annę, kiedy była jeszcze żoną jego dworzanina. Podobno była tak piękną kobietą, że król – za jej aprobatą – rozwiódł ją z mężem, nadał tytuł hrabiny Cosel i uczynił oficjalną kochanką. Miał ich wcześniej dużo więcej, a i po Annie nie żałował sobie obecności niewieściej, ale Anna była wyjątkowa. Nie tylko urodziła mu troje dzieci, ale wymogła na nim pisemną deklarację, że po śmierci oficjalnej królowej August ożeni się właśnie z nią. I tym samym rościła sobie prawo do miana prawdziwej żony króla. Kiedy stosunki między kochankami przestały się układać, Anna wzięła czynny udział w spisku przeciw królowi. Uciekła potem do Berlina, ale przewieziono ją z powrotem do Saksonii i tam już – więziona – przeżyła kolejnie niemal 50 lat. Zmarła w wieku 85 lat, na trwałe zapisując się w pamięci ówczesnych dworzan i ich potomnych.

Szczęśliwie dla nas, postać Anny von Hoym sportretował dość wiernie Kraszewski w swojej powieści historycznej „Hrabina Kosel”. Dzięki temu wiemy, że Anna w związek z królem weszła świadomie, z pełnym poczuciem korzyści i ryzyk z niego wynikających. Kraszewski odmalował ją jako kobietę pełną sprzeczności – początkowo wydaje się być ona bardzo silna psychicznie, świadoma swoich zalet, ale też w miarę skromna. Jednocześnie potrafi świetnie zabiezpieczyć swoje interesy – nie przebywając na stałe na dworze królewskim wie doskonale, jakich środków użyć, aby uniknąć losu wcześniejszych faworyt. Stąd pomysł z pisemną deklaracją o ożenku. Z kolei potem Anna jawi się jako osoba oschła, wyniosła, pomiatająca i gardząca ludźmi, nawet tymi, którzy jako nieliczni chcą jej pomóc. Nie potrafi pogodzić się ze swoim losem. Szantażuje króla, choć wie, że przyniesie jej to tylko kłopoty. Nie chce przyjąć pomocy od wiernego jej sługi, na zimno kalkulując, kogo może wykorzystać zamiast niego (tym samym skazując na śmieć rozkochanego w niej żołnierza). I z jednej strony na chłodno potrafi planować swoje działania, a z drugiej – rzuca oskarżeniami wobec monarchy na prawo i lewo, zapamiętując się w swoich żalach i poczuciu bycia zdradzoną.

Czy hrabina Cosel jest postacią tragiczną? Po części na pewno. Miała być zabawką w rękach dworzan i króla. Miała służyć do zapewnienia przyjemności kapryśnemu monarsze i dostępu do jego ucha dla urzędników królewskich. Kiedy próbowała sama kierować swoim losem, wpływać na kochanka swoimi własnymi decyzjami, opierać się „ręcznemu sterowaniu”, została strącona w niebyt, a królowi szybko podsunięto kolejną, bardziej bezmyślną faworytę. I tu pojawia się druga twarz Anny – bardziej wyrachowana, zdecydowana, silna. Czy źle skończyła? Mogła zapewne lepiej, bowiem długo więziona była w trudnych warunkach na zamku w Stolpen. Ale po śmierci Augusta, kiedy posłaniec przekazał jej informację o uwolnieniu, ona wolała na zamku pozostać, mimo, że warunki do życia nie były tam łatwe. To wskazuje ponownie, że znów była panią samej siebie i ostatecznie – chyba zwyciężyła.

Warto zwrócić uwagę na film (i serial) nakręcony o hrabinie Cosel w 1968 r. Oddaje on ducha powieści Kraszewskiego, ale niestety mocno skraca i spłyca całą historię. W powieści istotną rolę odgrywa Rajmund Zaklika, polski szlachcic, który w pierwszej części opowieści jest swego rodzaju stalkerem Anny, po to by w drugiej części przeistoczyć się w jej jedynego stałego, zakochanego po uszy obrońcę i wybawiciela. W serialu nazywany jest jedynie „Polakiem” i jego rola ogranicza się do ciągłych pojedynków na szable w imieniu Anny. Jest też bardziej pewny siebie i nieco cwaniaczkowaty. W oryginalnej opowieści był zupełnie innym charakterem. Film skraca też mocno akcję, ale to można zrozumieć, jako że dla widza kolejne ucieczki i powroty hrabiny do miejsca uwięzienia mogą nie być specjalnie atrakcyjne wizualnie.

Po powieść Kraszewskiego na pewno warto sięgnąć. Można zastanowić się nad rolą kobiet w życiu publicznym, ich prawie do samostanowienia, ich sile oraz podejmowanych wyborach. Od Anny Cosel wiele można się nauczyć, a Kraszewski z wdziękiem i polotem przeprowadzi nas przez jej życie i przy okazji całą ówczesną epokę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *