Dzieje się

FIOł na całego!

fio logo

Dla wielu działaczy społecznych ostatnie tygodnie oznaczały wytężoną pracę i absolutne szaleństwo. Dokładnie tydzień temu (21 stycznia) zakończył się nabór ofert do tegorocznej edycji Funduszu Inicjatyw Obywatelskich, czyli FIO. I już dziś można śmiało powiedzieć, że Polskę ogarnął prawdziwy FIOł działań społecznych. A może to objaw wzmożonej grantozy?

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, które zarządza FIO, przez ostatnie dni publikowało przeróżne zestawienia i dane statystyczne na temat tegorocznej edycji. Warto się im bliżej przyjrzeć i wyciągnąć wnioski.

terminy składania ofert

W tym roku Ministerstwo szacowało zainteresowanie konkursem na poziomie podobnym do ubiegłorocznego – czyli ok. 4200 ofert. Tymczasem na konkurs złożono… aż 5653 wnioski! Skąd taka liczba? W mojej ocenie powodów jest kilka. Przede wszystkim, FIO robi się coraz popularniejsze. Mówi się o tym programie coraz więcej, informacje stają się coraz powszechniejsze. Sama dokładałam cierpliwie cegiełki do wzrostu zainteresowania tym programem, prowadząc przez ostatnie miesiące szkolenia, na których omawialiśmy założenia programu i możliwości pozyskania środków. Mam też wrażenie, że coraz więcej projektów wokół nas samych jest realizowanych z FIO i częściej dostrzegamy istnienie tego Funduszu. W efekcie – u coraz większej liczby organizacji pojawia się myśl: dlaczego by nie spróbować? I składają wnioski… Co również istotne, w tym roku mamy lukę w pozyskiwaniu środków unijnych. Stare programy już się właściwie pozamykały, nowe jeszcze nie ruszyły. Organizacje zatem próbują szczęścia w pozyskaniu środków na swoje działania właśnie w programie rządowym FIO. I ostatnia kwestia, która pewnie dodatkowo przyczyniła się do wzrostu liczby ofert: wydłużenie terminu naboru aż o 2 dodatkowe dni. Obrazuje to świetnie kolejny wykres:

liczba ofert w dniach

Ostatnie dni naboru – 17-19 stycznia – pokazały, że jako społeczeństwo mamy dziwną przypadłość zabierania się do pracy  „na ostatnią chwilę”. Nabór trwał 40 dni. To sporo, nawet biorąc pod uwagę fakt, że w międzyczasie były Święta. Ofertę można było spokojnie przygotować przed okresem świątecznym i tuż po nim. Ale jak widać, od 8 do 31 grudnia wpłynęło zaledwie… 16 ofert. Kolejne dni to kilka, czasem kilkanaście ofert dziennie. I nagle, od 14 stycznia, zatem na 6 dni przed „godziną 0”, zaczyna się robić gorąco. 14 stycznia to 123 wnioski, 15 stycznia już dwa razy więcej, 16 stycznia wniosków pojawia się prawie 500 w ciągu jednego dnia. W sobotę 17 stycznia wpłynęło tych wniosków nieco mniej, bo tylko 208, ale już od niedzieli zaczęła się nerwówka. Śledziłam pilnie wpisy na Facebooku, gdzie funkcjonuje grupa FIO – konkurs dla NGO. I widziałam, że dyskusje trwały całą noc, a ludzie niestrudzenie – na kilkanaście godzin przed zakończeniem naboru – naraz próbowali przesłać przez Generator wniosków swoje oferty. W poniedziałek do systemu wpłynęło już 2792 ofert! Natężenie ruchu ofert w systemie widać na kolejnym wykresie:

liczba zatwierdzanych ofert

Pomiędzy niedzielą a poniedziałkiem co godzinę wpływało i zatwierdzanych było kilkadziesiąt, a następnie kilkaset kolejnych ofert. Skutkiem takiego szturmu oferentów na ostatnią chwilę była… awaria Generatora. Niektórym użytkownikom system chodził, ale bardzo wolno, niektórych zupełnie wyrzucał i nie pozwalał zapisywać danych albo wysyłać oferty. Kilka tysięcy osób, pracujących na Generatorze naraz spowodowało niemal całkowite jego zawieszenie. Efekt? Ministerstwo na chwilę wyłączyło Generator, „podniosło” system i… przedłużyło o 2 dni termin naboru.

Z jednej strony myślę, że gdyby nie te kilka tysięcy osób, które koniecznie chciały/musiały wysyłać ofertę na ostatnią chwilę, system pewnie działałby sprawniej i nie trzeba by było przedłużać naboru. Na FB pojawiły się zresztą pretensje niektórych osób, które skarżyły się na nierówność traktowania. Spędziłyby bowiem bezsenne noce w ostatni weekend konkursu usiłując przepchnąć wniosek przez system, a tu MPiPS daje „drugą szansę” tym co spali 😉 Trochę rozumiem to rozgoryczenie. Ale jednocześnie rozumiem też decyzję MPiPS – Generator powinien tak działać, żeby mógł sprawnie przyjmować wnioski, niezależnie od liczby użytkowników. Skoro załamał się pod naporem oferentów, oznacza to, że nie został przygotowany w sposób właściwy. Stąd decyzja o przedłużeniu terminu naboru wydaje się być jak najbardziej słuszna. Na drugim slajdzie zresztą Ministerstwo pokazało, że 20 i 21 stycznia wpłynęło dodatkowo jeszcze 983 oferty. Do tego należałoby pewnie doliczyć jeszcze część z 2792 ofert, złożonych 19 stycznia po godzinie 16. Jednym słowem, MPiPS mocno przysłużył się wnioskodawcom swoją decyzją…

środki do dotacji

Duże zainteresowanie i wpływ większej liczby ofert ma też niewątpliwie tę negatywną stronę. Na slajdzie powyżej możecie zobaczyć, jaka jest proporcja wnioskowanej kwoty dotacji do kwoty środków przeznaczonych na realizację projektów. Ta druga wartość (pomarańczowa belka) jest nieco niższa w tym roku, ponieważ odliczono kwoty na Priorytet I (oferenci wybrani w ubiegłym roku dysponować będą środkami do roku przyszłego, zatem w tym roku nie było naboru na operatorów małych grantów). Mimo to, łączna wartość wnioskowanej dotacji mocno wzrosła. To oznacza oczywiście większą konkurencję w ocenie i w dostępności do środków.

oferty w priorytetach

Najtrudniej będą mieć chyba oferenci, składający projekty jednoroczne w Priorytecie 2. Tam wpłynęło najwięcej propozycji. Najmniej wniosków złożono w Priorytecie 4 na projekty dwuletnie. Taki rozkład liczby wniosków wynika też częściowo z faktu, że w Priorytecie 2 znajduje się najwięcej działań, które można zrealizować. Katalog możliwych do realizacji zadań w Priorytecie 3 i 4 jest już znacząco mniejszy. Wybór będzie tym trudniejszy, że z każdym kolejnym rokiem przybywa profesjonalnie napisanych i wartościowych merytorycznie ofert. Eksperci nie mają łatwego zadania z oceną, kiedy tak wiele ciekawych i potrzebnych inicjatyw zgłaszanych jest do konkursu.

Dane przedstawione przez Ministerstwo nakłaniają do jeszcze jednej – ważnej refleksji. Czy tak duża liczba wniosków oznacza, że jesteśmy coraz bardziej profesjonalnym społeczeństwem obywatelskim? Coraz lepiej radzimy sobie z aplikowaniem o środki? Czy może wręcz przeciwnie – pokazuje, że organizacje pozarządowe coraz mocniej uzależniają się od środków zewnętrznych i coraz trudniej działać im bez wsparcia pieniędzy z samorządu, rządu albo Unii Europejskiej? Obawiam się, że to drugie zjawisko może stawać się coraz powszechniejsze. Prowadząc szkolenia często spotykałam się z pytaniem: „Kiedy będą pieniądze z Unii? Bo samorząd nie daje, a nam organizacja się rozpada, ludzie bez pieniędzy nie chcą pracować! Potrzebujemy nowych projektów!”.

Rozumiem oczywiście, że mało kto pracuje zupełnie za darmo. Bo życie kosztuje, a profesjonalną pracę trzeba cenić. Ale z drugiej strony – wiele osób z działalności społecznej zwyczajnie żyje. Więc ta profesjonalizacja działań NGO idzie – niestety – w stronę traktowania aktywności społecznej w kategoriach normalnej pracy. Czy to nie zabija ducha społecznictwa? Czy nie wypacza idei aktywności oddolnej, dobrowolnej, prowadzonej dla większego dobra? No bo co to za społecznik, który pracuje tylko od 8 do 16 albo taki, który odchodzi, jeśli w danej organizacji kończy się grant i nie ma za co finansować działań?

Organizacje przyzwyczajając się do korzystania ze środków od samorządu, rządu i UE zatracają też naturalny instynkt i potrzebę szukania innych sposobów zdobywania pieniędzy na swoje działania. Rzadziej szukają sponsorów, mniej chętnie sięgają po narzędzia typu zbiórki, wolontariat czy nieodpłatna współpraca z innymi podmiotami w celu ograniczania wydatków. Bo prościej jest napisać wniosek, pokryć z grantu wszystkie wydatki i nie prosić się nikogo o pomoc. Tylko co, jeśli kurek ze środkami zewnętrznymi się zakręci albo inne organizacje zgarną dotacje? Jak z tego wybrną „społecznicy”?

One thought on “FIOł na całego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *