Dzieje się

Jak zorganizować Halloween dla dzieci i nie dać się zwariować…

Gdzieś pomiędzy pracą, aktywnością społeczną i podróżowaniem nadszedł magiczny czas przygotowania imprezy urodzinowej dla mojej własnej córeczki. 8 lat to nie przelewki, a i wymagania są coraz większe. Weronika urodziła się 31 października, co dodatkowo utrudnia nam zwykle organizowanie urodzin, bowiem dzień przez 1. listopada zwykle wszyscy potencjalni goście wyjeżdżają „na groby”. W tym roku zatem urodziny zorganizowaliśmy tydzień wcześniej i wykorzystaliśmy Halloween jako motyw przewodni zabawy. A że impreza odbywała się w domu, zaś do ugoszczenia mieliśmy w sumie 8 dziewczynek wyzwanie nabrało realnych kształtów. Jak sobie poradziliśmy? Systemowo i z ogromną pasją 🙂

lista zadańZanim rozpoczęliśmy organizację imprezy, przygotowaliśmy szczegółowy plan. Zasada była jedna – Weronika miała zaangażować się w niemal każdy aspekt organizacji. Pierwszy wkład wniosła w rozpisywanie planu. Uwzględniłyśmy w nim takie kategorie jak nazwiska gości, jedzenie, konkursy, ozdoby, stroje i oczywiście pojemną kategorię „inne”. Dzięki tej liście mogliśmy planować kolejne elementy – kompletowanie dekoracji, składników poszczególnych potraw, czy podziału nagród za poszczególne konkurencje.

20151024_145052Razem z Weroniką przyjęliśmy zasadę, że za udział w konkurencjach każda z uczestniczek będzie dostawać drobne nagrody – małe batoniki albo żelki pakowane w paczuszki (takie zestawy imprezowe są dostępne w sklepach spożywczych). Za wygrane konkurencje będą dostawać również nagrody rzeczowe – kolorowe gumki do zmazywania, pierścionki i bransoletki z plastiku czy śmieszne okulary. To również można łatwo dostać w sklepach z zabawkami. Kiedy miałyśmy już zakupione nagrody, na planie dokonałyśmy podziału gier i zabaw – ile z nich będzie drużynowych i w jakiej konfiguracji (2 drużyny po 4 osoby, 4 dwuosobowe lub zabawy indywidualne), a następnie przypisałyśmy do nich nagrody. Dzięki nim miałam pewność, że nie będzie wpadki z ich podziałem.

20151024_145129Kolejny element planowania to oczywiście jedzenie. Kto by pomyślał, że obrane mandarynki z ogonkami z zielonych żelków mogą udawać dynie, a jogurt z musem brzoskwiniowym, posypanym zmielonymi ciastkami, ozdobionymi żelkami – robale wychodzące z ziemi? To potrawy tak łatwe do przygotowania, że spokojnie poradziłyby sobie z nimi młodsze dzieci. Za to efekt – genialny. Korzystałyśmy też z Halloweenowych smakołyków z Lidla i zaproponowałyśmy również muffiny, które zawsze świetnie się sprawdzają na takich imprezach.
Tort to osobna sprawa – wróciłam do pomysłu z pierwszych urodzin Weroniki, zresztą na jej wyraźną prośbę. Upiekłam tort – lalkę, przełożyłam kremem i owocami, a wierzch udekorowałam barwioną masą marcepanową. Proste i efektowne. Na dodatek – świeże i smaczne.

20151024_205807Ostatnia rzecz z planu to ozdoby. Tu Weronika wykazała się szczególną inwencją twórczą – z rolek po papierze toaletowym przygotowała sama nietoperze, a na ścianach znalazły się wycięte z papieru i pomalowane przez nią dynie. Dołożyliśmy kilka serpentyn, balony i kupione gotowe „pajęczyny” (choć te ostatnie okazały się lekkim niewypałem i nie polecam takich gotowych produktów).

Zaproponowane zabawy spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem wszystkich gości. Najpierw rozruszaliśmy dziewczynki grą w przeciwieństwa – miały odpowiadać całą gromadą słowa przeciwne do wypowiadanych. Jeśli słyszały „tak”, miały mówić „nie”. „Czarne” – „białe”, „kot” – „pies”. Najwięcej śmiechu było, kiedy dostawały konfigurację „tak – nie – biały – pies” i zaczynały się gubić. To gra podpatrzona przez nas na występach Grupy Improwizacyjnej „Pod Pretekstem”, która świetnie sprawdziła się również dla dzieciaków.

20151024_172606Kolejną zabawą były „bobsleje”. Dziewczynki usiadły w dwóch drużynach jedna za drugą, oplotły się nogami i rękami, a następnie bez użycia rąk musiały przemieścić się całą grupą z punktu A do punktu B. „Bobsleje” ciągle się rozpadały wśród krzyków i śmiechów.
Potem bawiły się w „małego, biednego koteczka” – siedziały w kółku, jedna z nich udawała koteczka, wybierała sobie spośród zebranych swoją „panią” i miała za zadanie tak miauczeć i się łasić, żeby ją rozśmieszyć. Oczywiście śmiech reszty grupy nie pomagał w utrzymaniu powagi „pani” i szybko następowała zmiana „koteczka”. Kot przewijał się jako motyw zabaw również w innej konkurencji – Weronika przygotowała wcześniej sylwetkę kota, którą powiesiłyśmy na ścianie. Dziewczynki dostały do ozdobienia ogony, a następnie z zakrytymi szalikiem oczami miały przyczepić kotu na ścianie ogon. Niektóre szły w całkiem inną stronę, ale generalnie nieźle trafiały. 🙂

20151024_205636Przed urodzinami przygotowaliśmy również balony, do których wsadziłam karteczki z zadaniami. Każda z uczestniczek przekłuwała balon igłą i musiała wykonać wylosowane zadanie. Zaśpiewać piosenkę, zrobić gwiazdę, skakać na jednej nodze dookoła pokoju, powiedzieć wierszyk i inne proste, ale angażujące grupę zadania. Czuć było ogromne podekscytowanie tym, co która wylosuje i co ją czeka.

Sporą część czasu zajęły nam zabawy drużynowe – dziewczynki dostały m.in. identyczne zestawy kartek A4 z kostkami domino i układały je na czas. Kiedy już pierwsza drużyna skończyła i przerwaliśmy czas układania, okazało się, że drużyna w którymś momencie zrobiła błąd, czas został ponownie uruchomiony i… wygrała druga drużyna. Drużynowo ścigały się 20151024_175838również przez „bagno” – te same kartki, które wykorzystaliśmy w grze domino, ale zmniejszone o połowę, posłużyły jako tratwa ratunkowa przed wpadnięciem do bagna (oparciem stopy o dywan). Można było stać tylko na 1 kartce, drugą trzeba było przekładać z tyłu na przód i tak dotrzeć do suchego lądu, czyli końca dywanu. Piski, kibicowanie koleżanek z drużyny gwarantowały świetną zabawę. Która „wpadała do bagna” – schodziła na bok, a na koniec policzyliśmy, ile zawodniczek z każdej drużyny przeszło suchą stopą na ląd i w ten sposób wyłoniliśmy zwycięzców.
20151024_165744Ciekawym eksperymentem były drużynowe kalambury z pokazywaniem. W jednej drużynie grały 4 dziewczynki: trzy wychodziły do drugiego pokoju, a jedna zostawała i otrzymywała hasło do pokazania. Zaproponowaliśmy im pokazanie „Królewna Śnieżka zjada jabłko i zasypia” oraz „Czerwony Kapturek zbiera kwiaty na łące”. Kolejno wchodziła druga zawodniczka i pierwsza pokazywała jej hasło. Następnie bez potwierdzenia na głos druga zawodniczka musiała pokazać to, co zrozumiała trzeciej, a trzecia czwartej. Potem kolejno (od końca) mówiły, jakie było hasło. Drużyna Kapturka niestety przegrała, ale to pokazało im, jak ważny jest wysiłek każdego członka zespołu.

20151024_205716Zaproponowaliśmy też zabawy związane bezpośrednio z Halloween – nieśmiertelną „mumię”, czyli owijanie koleżanki papierem toaletowym na czas (choć tu najwięcej zabawy sprawiło rozwalanie papieru i podrzucanie ścinków do góry po zakończonej konkurencji :P) i pudło z obrzydliwościami. Do przygotowanego kartonu z wyciętymi otworami po bokach wsadzałam po kolei włochatego pająka – zabawkę, kisiel, krem, mąkę, roztopionego batona (wmawiałam dziewczynkom, że to kocia kupa), piszczącego kreta – zabawkę, żelki – robale i gumową zabawkę z kolcami. Było trochę strachu i dużo śmiechu.

A na koniec zorganizowaliśmy zabawę w Masterchefa. Do kubeczków trafiło 10 składników: kiwi, jabłko, wiórki kokosowe, rzodkiewka, banan, gruszka, ogórek kiszony, śliwka, ziarna słonecznika, winogrona. Dziewczynki wchodziły po kolei do kuchni z zawiązanymi oczami i próbowały składników. Za odgadnięcie każdego dostawały po punkcie, a punkty sumowaliśmy na koniec. Tylko dwie z nich bezbłędnie odgadły wszystkie smaki. 2 odgadły 8/10, a reszta odnalazła mniej smaków. Te z wynikiem 10/10 i 8/10 dostały nagrody rzeczowe, a wszystkie – nagrody pocieszenia. Najśmieszniej było, kiedy te dziewczyny, które już skończyły zgadywać, „podpowiadały” zgadującym zawodniczkom („Teraz będzie śledź! A teraz cebula!”) 😀

Nie udało nam się wykorzystać wszystkich zaplanowanych gier i zabaw, choć urodziny trwały 4,5 godziny. Zrobiłyśmy ok. połowy planu – resztę przekładamy na „za rok”. A ja już dzisiaj wiem, że można zorganizować urodziny dla dziecka w domu bez wizji katastrofy towarzyskiej, meblarskiej czy porządkowej. Grunt – to zająć dzieciom czas i wciągnąć je do wspólnej aktywności. Razem z Weroniką zaczęłyśmy już myśleć, co przygotujemy na 9 urodziny. Będzie się działo! 😉

One thought on “Jak zorganizować Halloween dla dzieci i nie dać się zwariować…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *