Dzieje się

Kampania na bogato, czyli łapię się za głowę…

foto: Sebastian Wołosz mmszczecin.pl
foto: Sebastian Wołosz mmszczecin.pl

Na łamach Gazety Wyborczej od pewnego czasu toczy się publiczna dyskusja na temat budowy w Szczecinie aquaparku, tudzież centrów wodnych i rekreacyjnych. Swoje pomysły ogłosili już Piotr Krzystek, Małgorzata Jacyna – Witt i Dawid Krystek. Ponieważ sprawa dotyczy naszego miasta, a rozwój Szczecina jest dla mnie bardzo ważny, ja też postanowiłam zabrać w tej dyskusji głos.

Kiedy czytam coraz to nowsze pomysły na budowę centrów wodnych w Szczecinie prezentowane przez kandydatów na prezydenta naszego miasta, zaczynam się łapać za głowę. Obecnie urzędujący prezydent Piotr Krzystek najwyraźniej trzecią już kampanię wyborczą zamierza rozpocząć od obietnicy budowy Aquaparku za bagatela! – 200 milionów złotych. Obiecywał jego budowę na Gontynce już w 8 lat temu, 4 lata temu i teraz znów próbuje grać na tę samą nutę. Małgorzata Jacyna – Witt z kolei proponuje budowę 4 centrów rekreacyjnych, łącznie za „jedyne” 120 mln zł. Z kolei Dawid Krystek, chce rozbudowy SDS o rwące rzeki, strefę SPA i zjeżdżalnie – za 30 milionów zł.

Przede wszystkim należy podkreślić, że wszystkie te kwoty są całkowicie szacunkowe. Praktyka prowadzenia inwestycji przez prezydenta Krzystka pokazuje, że jeśli mówi on o 200 mln zł, należałoby zaplanować zapewne drugie tyle. Wielokrotnie bowiem byliśmy świadkami, kiedy planowane inwestycje miejskie w trakcie realizacji okazywały się być niedoszacowane, a wykonawcy wymagali znacznie większych nakładów. Przy budowie Arkonki zabrakło 5 mln zł, mariny na Wyspie Grodzkiej – póki co – 9 mln zł, zaś do hali widowisko – sportowej dołożono aż 50 mln zł. Pozostałe propozycje zaś są de facto „myśleniem życzeniowym” ich autorów, którzy rzucają kwotami bez jakichkolwiek kosztorysów inwestorskich. To nie jest niestety poważna dyskusja o rozwoju miasta.

Jeśli taką dyskusję chcielibyśmy prowadzić, musielibyśmy najpierw zacząć racjonalnie traktować budżet Szczecina. W tym roku zostanie lub już zostało oddanych do użytku cały szereg inwestycji kosztochłonnych, niekoniecznie przynoszących dochód Miastu. Wystarczy popatrzeć chociażby na Arkonkę, filharmonię, halę widowiskowo – sportową. W planach czekają nas jeszcze wydatki na konieczne remonty szkół i instytucje kultury, budowę szybkiego tramwaju czy Zakładu Unieszkodliwiania Odpadów. To tylko nieliczne pozycje w budżecie Miasta. Tymczasem planowane na ten rok dochody Miasta to 1 mld 837 mln zł. Zadłużenie Szczecina na koniec 2014 roku ma wynieść – według szacunków Skarbnika Miasta – aż 982 mln zł. Do tego zadłużenia należy doliczyć rosnące wydatki, również z tytułu utrzymania inwestycji kulturalno – sportowych, o których piszę powyżej. Przy tak ogromnym zadłużeniu i planowanym deficycie w budżecie miasta rzędu 125 mln zł, kandydaci na prezydenta Szczecina powinni planować oszczędności, szykować programy gospodarcze, pokazywać plany przyciągania inwestorów i tworzenia nowych miejsc pracy, a nie wydawać pieniądze szczecinian na kolejne kosztowne miejsca rozrywki i rekreacji.

Nawet jeśli sytuacja budżetowa Szczecina nie byłaby taka zła, należałoby się zastanowić, czy faktycznie powinniśmy budować Aquapark. Do myślenia powinny nam dać proste fakty – gdyby takie przedsięwzięcie było rentowne i opłacalne finansowo, do Urzędu Miasta już dziś stałyby kolejki chętnych prywatnych inwestorów, starających się o pozwolenie na budowę! Tych przedsiębiorców jednak nie widać, za to łatwo znaleźć informacje, które pokazują, że w całej Polsce takie centra wodne generują tylko koszty i zadłużenie dla gmin, nie potrafiąc się utrzymać z biletów. Dołóżmy do tego fakt, że w Szczecinie w 2013 r. odnotowano stopę bezrobocia na poziomie 10,6%. Do tego dochodzi cała rzesza tzw. osób biernych zawodowo – rencistów, emerytów, uczniów, rodziców na urlopach wychowawczych, których dochód nie pozwala często na korzystanie z miejsc rozrywki i rekreacji. Postawmy sobie zatem pytanie, czy budowanie centrów wodnych – niezależnie, czy będzie to jedno wielkie centrum, czy kilka mniejszych – ma sens z punktu widzenia możliwości finansowych mieszkańców Szczecina? Czy nie okaże się, że centra te będą świeciły pustkami, bo ludzi zwyczajnie nie będzie stać na korzystanie z oferty spa, brodzików czy zjeżdżalni?

Jeśli jednak uznamy, że stać nas na inwestycje w infrastrukturę wodną, wolałabym, aby Miasto zainwestowało w zwyczajne baseny przy szkołach. Bez rwących rzek, jacuzzi czy zjeżdżalni, za to z porządną infrastrukturą do nauki pływania. Dzisiaj baseny przy szkołach można policzyć na palcach jednej ręki. Program nauki pływania organizowany przez Miasto obejmuje zaledwie kilka procent uczniów szkół podstawowych. Reszta dzieci pozostawiona jest sama sobie. Zamożniejsze rodziny mogą sobie pozwolić na zajęcia prywatne, rodziny mniej uposażone nie mają takiej szansy. Dzieci nie uczą się więc jednej z niezwykle istotnych umiejętności – bezpiecznego zachowania się w wodzie. Budowa niewielkich basenów przy szkołach służących do nauki pływania, z możliwością odpłatnego korzystania z pływalni przez dorosłych w godzinach popołudniowych, jest jedyną racjonalną decyzją. Pod warunkiem, że zbilansujemy nasz miejski budżet.

Biorąc pod uwagę sytuację gospodarczą i finansową Szczecina i jego mieszkańców uważam, że pomysły prezentowane dotychczas przez poszczególnych kandydatów na prezydenta Szczecina są zwyczajnie niebezpieczne. No chyba, że potraktujemy je jako zwykłą kiełbaskę wyborczą, wtedy możemy spać spokojnie, bo jest szansa, że te plany nigdy się nie ziszczą. Ja jednak zawsze będę powtarzać hasło: „Liczy się gospodarka, głupcze!” i od osób zarządzających naszym miastem oczekiwać będę skupienia się na przede wszystkim na aspektach poprawy sytuacji gospodarczej miasta i – pośrednio – stanu finansów jego mieszkańców, a dopiero potem wydawania miejskich środków na niedochodowe inwestycje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *