Dzieje się

Kij w mrowisko?

www.dumblittleman.com

Stowarzyszenie Rodzice dla Szczecina ma możliwość wyrażania głosu rodziców w miesięczniku pedagogicznym Dialogi. Jest to dla nas fantastyczna okazja, żeby napisać raz w miesiącu, co rodziców boli, jak postrzegają oświatową rzeczywistość i co jest ważne w edukacji właśnie z rodzicielskiego punktu widzenia.

Najnowszy numer Dialogów dotyczy tematyki języków obcych. Temat dla mnie ważny i bliski. Sama znam biegle język angielski i niemiecki. Uczyłam się ich różnym systemem – języka angielskiego na poważnie zaczęłam się uczyć (jak na dzisiejsze warunki) dość późno, bo chyba dopiero ok. 7 klasy szkoły podstawowej. Rodzice zapisali mnie na kurs językowy, szybko złapałam bakcyla i od tamtej pory chłonęłam ten język, najczęściej jednak poza szkołą – na własną rękę. Potrafiłam godzinami siedzieć nad ćwiczeniami językowymi, tłumaczyć teksty, czytać książki w tym języku.

W międzyczasie pojawił się język niemiecki. Był już w podstawówce, ale jakoś tak niemrawo. W liceum dostałam się do klasy humanistycznej, gdzie uczyłam się tego języka 6 godzin w tygodniu, w grupie kilkunastoosobowej. Raj do nauki języka obcego. 😀 W efekcie maturę zdawałam już z samych języków, a na studia (oprócz politologii) spokojnie dostałam się na filologię angielską. Ale taki system nauki pokazał mi możliwości i różnice w edukacyjnej rzeczywistości.

Dzisiaj sama mam dziecko w wieku, w którym standardowo dzieci zaczynają uczyć się języków. Napisałam więc na potrzeby Dialogów, co myślę o dzisiejszym nauczaniu języków obcych w przedszkolach i szkołach:

Ile znasz języków, tyle razy jesteś człowiekiem

Już kilkaset lat temu ta mądra prawda, wygłoszona przez J.W. Goethego, znana była powszechnie. W dzisiejszych czasach, kiedy świat globalizuje się coraz bardziej, znajomość języków obcych nie jest już wyborem, a koniecznością. Zatem uczymy się języków już od najmłodszych lat. Ale czy „uczymy się” znaczy również „umiemy”?

Znajomość języków obcych coraz częściej wymagana jest w pracy. Czasem wymóg ten jest formalnością, ale też coraz częściej w wielu profesjach języki obce są faktycznie wykorzystywane. Powinniśmy zatem zapewnić możliwość nauki takich języków już od najwcześniejszych lat. Tyle teorii. A jak jest w praktyce?

Część rodziców uważa, że dzieci powinny poznawać słówka i zwroty już od przedszkola. Stąd tak wielkie poruszenie, kiedy rząd zablokował możliwość prowadzenia prywatnych zajęć językowych w przedszkolach. Znaczna część rodziców uważała (i pewnie nadal uważa), że im wcześniej dziecko „osłucha” się z językiem tym lepiej. Specjaliści z zakresu dydaktyki języków obcych wskazują jednak, że owszem – umysł dziecka już na etapie przedszkolnym i wczesnoszkolnym jest najbardziej chłonny, ale też jest to okres, kiedy znaczna część dzieci nie jest w stanie nauczyć się języka w sposób aktywny. Dzieci na tym etapie rozwoju są świetnymi naśladowcami. Powtórzą wszystko (tak jak chętnie powtarzają przekleństwa wypowiadane przez dorosłych!), ale powtórzą biernie. Potrafią wyrecytować poszczególne słówka, ale samodzielne ułożenie z nich zdań i przeprowadzenie prawdziwej konwersacji jest już dużym problemem. Umiejętność taka pojawia się znacznie później, wraz z rozwojem możliwości intelektualnych ucznia. Rodzice odpytując przedszkolaka z kolorów, alfabetu czy cyferek cieszą się, że dziecko „zna” język obcy. Ale gdyby takim dzieciom kazać rzeczywiście rozmawiać w obcym języku (nawet przy użyciu poznanego słownictwa), większość z nich by sobie nie poradziła.

Czy zatem powinniśmy zrewidować nasze podejście do procesu nauki języków obcych? I tak, i nie. Wykorzystanie chłonności umysłów dzieci jest ogromną szansą. Ale największą bolączką dydaktyki w publicznej oświacie jest dzisiaj jakość nauczania języków. Przysłowie mówi, że tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Nawet najlepszy lektor, najwspanialszy dydaktyk nie jest w stanie efektywnie nauczyć języka, kiedy musi pracować w 25 – 30 osobowej klasie, dwa razy w tygodniu przez 45 minut. W przedszkolu tak mała częstotliwość nauczania powoduje, że dzieci szybko zapominają słów, których się już nauczyły. Taka ich natura, że pamięć mają w tym wieku świetną, ale krótką. W przypadku szkoły podstawowej nauczyciel musi podzielić 45 minut pomiędzy kwestie organizacyjne (sprawdzanie obecności, prac domowych, sprawdziany), a wyłożenie nowego tematu. Na faktyczną pracę w zakresie mówienia i pisania konkretnych uczniów pozostaje więc niewiele czasu. Odpowiedzmy sobie szczerze na pytanie: ile razy – w tak licznej klasie lub grupie, przy tak ograniczonym czasie – poszczególne dzieci mają możliwość powiedzenia czegokolwiek w obcym języku? Raz w ciągu lekcji? To już sukces.

Możemy pudrować rzeczywistość i głosić wszem i wobec, że w tym przedszkolu dzieci uczą się języka niemieckiego, a w tamtej szkole włoskiego i angielskiego. Możemy starać się rozszerzać ofertę edukacyjną o dodatkowy – drugi, czasem nawet i trzeci język obcy. Ale jeśli nadal nauka ta opierać się będzie na systemie 2 lekcji tygodniowo, w zbyt licznych klasach, pozostaniemy przy rezultacie: „uczę się języka”, zamiast uzyskać efekt: „znam język obcy”. Prywatne szkoły, w tym szkoły językowe, już dawno zrozumiały wymogi dydaktyki językowej i organizują grupy małe, maksymalnie 12-15 osobowe. Tylko nieliczne szkoły publiczne proponują naukę języka w takich grupach i rozszerzonym zakresie godzinowym. Te szkoły wypuszczą absolwentów z praktyczną znajomością języka. Absolwenci pozostałych szkół, które z braku środków realizować mogą tylko podstawowy zakres takiej nauki przy standardowej liczebności klas, będą słyszeć od pracodawców, że praca jest – tylko kandydaci nie są do niej przygotowani, bo nie znają języka. Więc de facto będzie im trudniej odnaleźć się na rynku pracy.

Bezrobocie wśród młodych Polaków osiąga coraz wyższy pułap. Skoro sami pracodawcy wskazują na znaczenie języków obcych, powinniśmy zacząć traktować ich naukę zdecydowanie bardziej priorytetowo, zamiast zadowalać się tym, że nasze pociechy dwa razy w tygodniu chodzą na lekcje języka obcego. Powinniśmy bardziej zdecydowanie i powszechnie postawić na jakość, bo w przypadku języków obcych ma to szczególne znaczenie. Wtedy może „uczę się” będzie mieć bezpośrednie przełożenie na „umiem”.

Cały nowy numer Dialogów znajdziecie w wersji elektronicznej tutaj:

Dialogi nr 4/14

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *