Dzieje się

Kolej na podróż

kolej

W ostatnich latach dużo podróżuję po Polsce. Głównie pociągami. Tymi regionalnymi, i tymi dalekobieżnymi. Nie da się ukryć – ja po prostu uwielbiam podróżować! Fascynuje mnie fakt, że wsiadam w pociąg w jednym końcu Polski, by po kilku godzinach znaleźć się w jej centrum albo nawet na drugim jej biegunie 😀 A jeszcze bardziej do kolei „pociąga” mnie ten dreszczyk emocji – co tym razem się wydarzy? Co mi się trafi w podróży? I mówię tu o standardzie, komforcie, jakości. Ten wpis postanowiłam więc poświęcić na podzielenie się z Wami większymi lub mniejszymi tajemnicami PeKaPe, które odkryłam w ostatnim czasie. Kto ma ochotę podróżować, może znajdzie coś dla siebie 🙂

foto: radioszczecin.pl
foto: radioszczecin.pl

Podróż rozpocznijmy od kupna biletu. Można na dworcu – na przykład „tymczasowym” w Szczecinie. Czego zdaje się nie wiedzieć większość podróżnych trafiających do tego szacownego budynku? Po pierwsze: aby kupić bilet (taki, którego nie da się wybrać w automacie) należy przyjechać na dworzec odpowiednio wcześniej. Często wystaję w kolejkach na tymże dworcu i nieodmiennie fascynuje mnie zbulwersowanie pasażerów, którzy pieklą się i miotają po hali (powinnam nazwać ją raczej „halką”, sądząc po jej rozmiarach). Klienci ci najpierw cichutko pojękują, potem coraz głośniej warczą, aby wreszcie zacząć miotać gromy, że oni zaraz mają pociąg, że nie zdążą, że co to za obsługa! A obsługa uwija się, jak może. Wcale nie siedzi i nie dłubie w nosie. Oni naprawdę starają się sprawnie załatwiać sprawy klientów, spełniając mnóstwo zachcianek (np. 4 miejsca w jednym przedziale, najlepiej wszystkie przy oknie, jeden ulgowy, drugi bezpłatny, trzeci seniora, czwarty „tam i z powrotem”, do tego bilecik dla pieska, za rower i z czterema przesiadkami po drodze, a wszystko w mega promocji! 😛 ). Kolejki do kas zawsze były, są i pewnie będą. Wielokrotnie zajeżdżałam na nasz dworzec o różnych porach dnia (i o 7 rano, i popołudniu, a raz nawet po powrocie z Warszawy o 22.30) i w 90% przypadków kolejki były. W podobnych kolejkach stałam w Warszawie, Poznaniu, Gdańsku, Lublinie czy Rzeszowie. Mimo otwarcia większości kas, liczba podróżnych i praca systemu zawsze tworzą kolejki. Więc, kochany podróżniku, kupuj bilet w automacie, Internecie – albo po prostu przyjedź wcześniej na dworzec. Po co tracić nerwy?

Drugą kwestią, o której część podróżnych w Szczecinie zdaje się nie wiedzieć, to fakt, że kasy ulokowane są w dwóch miejscach dworcowej halki. Dwie pierwsze widzimy już po wkroczeniu do budynku. 4 kolejne schowane są nieco za filarem. Jeśli stoi w nich kolejka, to można się zorientować, że one tam są. Ale często podchodziłam właśnie do nich, mając 2-3 puste kasy do dyspozycji, podczas gdy do kasy zaraz przy wejściu stał ogonek. Zdarzyło mi się nawet wychodząc powiedzieć na głos: proszę państwa, tam też są kasy, można podejść. Ale tylko nieliczni „ryzykowali”. Cóż, widocznie lubimy stać w kolejce i ponarzekać, zamiast próbować zmienić swoją sytuację 😉 Zapewniam, okienka za filarem nie gryzą.

poprostubilet

Gdzie jeżdżę najczęściej? Do Warszawy. Droga podróż, oj droga. Ale można sobie z tym czasem poradzić. Normalny bilet bez zniżek ze Szczecina do Warszawy pociągiem InterCity kosztuje ok. 120 – 130 zł. Ale można przejechać się nim za 69 zł, jeśli odpowiednio wcześniej kupi się bilet. Czasem warto się pospieszyć z zakupem, szczególnie jeśli wyjazd jest planowany i pewny. Podobne zniżki dostajemy na inne relacje. A jeśli zapragniemy jechać pociągiem sypialnym – polecam kupowanie na 30 dni przed odjazdem. Wtedy mamy duże szanse na dobre miejsce. Im bliżej daty wyjazdu, szanse nasze maleją i możemy wylądować w 6-osobowej kuszetce bez pościeli. Ok, zapytacie: co w tym złego? Ano nic. Można wziąć ze sobą śpiwór i podusię i podróżować tanią kuszetką, szczególnie jeśli zależy nam na tanim koszcie przejazdu. Ale nie zawsze chcemy tak podróżować, czasem zależy nam, aby wypocząć w nocnej podróży w nieco bardziej komfortowych warunkach. Jak radzą sobie podróżni, którzy nie mieli szczęścia dostania miejsca sypialnego? Dwojako: można tuż przed odjazdem pociągu podejść do konduktora wagonu sypialnego i spytać o miejsce. O dziwo, często jakieś się znajdzie. Wtedy kupujemy miejscówkę na miejscu, a nie w kasie. Jeśli mieliśmy wykupioną miejscówkę na inny przedział, w takiej sytuacji niestety tracimy kasę. Ale – po „dopłacie” zyskujemy większy komfort.
Jest też druga możliwość, którą niedawno przetestowałam. To sposób, który warto znać. Każdy pociąg z wagonem sypialnym ma swoją pulę tzw. miejsc poselskich. To miejsca sypialne, z góry zablokowane dla „wybrańców narodu” z Wiejskiej. Pytanie za 100 punktów: kto z Was widział ostatnio jakiegoś posła podróżującego pociągiem nocnym? Przecież oni latają samolotami! PKP ma tego świadomość i przez to oferuje „normalnym” klientom dodatkowe możliwości. Otóż jeśli nie będzie potwierdzenia skorzystania z takiego miejsca na 8 godzin przed odjazdem ze stacji początkowej (w naszym przypadku w relacji Sz-n – Warszawa stacją tą jest Świnoujście), PKP zwalnia te miejscówki. I tak oto można podejść do kasy na kilka godzin przed podróżą, aby kupić taką miejscówkę. Moją ostatnią podróż do Warszawy przejechałam w ten sposób całkowicie sama, w pustym 3-osobowym przedziale sypialnym. Pełen komfort i wygoda 😀

PKPCo jeszcze jest fascynującego w podróżach? Zawsze jak loterię traktuję przedział, do którego trafię. Ponieważ w podróży najczęściej korzystam w laptopa i komórki, potrzebuję prądu. W pociągu IC ze Szczecina do Warszawy jest taki magiczny wagon – nr 10 – w którym nie ma gniazdek… I zawsze w kasie, kiedy chcę miejsce w przedziale, pani sprzedaje mi miejsce właśnie tam. Fascynujące, prawda? Tyle wagonów do dyspozycji, setki miejsc. A tu ciągle wagon nr 10… 😛 Dlaczego tak? Pewności nie mam, ale wydaje mi się, że system sprzedaje miejsca częściowo dzieląc je między stacje pośrednie. Dlatego często w drodze powrotnej za Poznaniem w część przedziałów jest zapchana, a część – całkiem pusta. I tak oto magiczny wagon nr 10 przypisany jest do Szczecina…

Można oczywiście kupić miejscówkę na wagon bezprzedziałowy. I tu też jest loteria – czasem trafimy na czytaczy, oglądaczy filmów lub słuchaczy muzyki – na słuchaweczkach, dyskretnie, z pełną kulturą. A czasem trafimy na gadaczy. Ględzaczy wręcz, którzy wystukują numer zanim jeszcze drzwi wagonu się zamkną, gadając namiętnie przez całą podróż. W wagonie bezprzedziałowym nie uciekniemy przed ględzaczami. Będzie ich słychać nawet z 10 rzędów przed albo za nami. Ponieważ wysłuchiwanie o tym, co Krysia ugotowała wczoraj na obiad, albo dlaczego Zdzisiek to cham i łobuz nie jest specjalnie fascynujące, zazwyczaj uzbrajam się we własne słuchawki i sprzęt do oglądania albo słuchania. No, ale tu powracamy do kwestii dostępności gniazdek z prądem w pociągu…

Na co jeszcze warto zwrócić uwagę w pociągu? Na towarzystwo. Współpasażerów sobie nie wybieramy. Jechałam kiedyś z ekipą w tym samym przedziale – do Warszawy i z powrotem (tak, tak, to ten system przebrzydły tak miejscówki sprzedał). O ile w drodze do stolicy generalnie było spokojnie, o tyle w drodze powrotnej, tuż po wyruszeniu z Dworca Centralnego, na stoliczkach pojawił się „łyskacz” i cola na zapitkę. Usłyszałam zachętę: pani szanowna się z nami napije? Odmówiłam grzecznie i uciekłam się do sprawdzonego sposobu (słuchaweczki i film na laptopie). W okolicach Poznania towarzystwo miało już nieźle w czubie, w Krzyżu z przedziału waliło jak z gorzelni, a w Stargardzie państwo współpasażerowie nie bardzo już wiedzieli gdzie są…
Innym aspektem współpasażerów jest fakt, że każdy zna kogoś, kto zna kogoś. Szczególnie, że podróżujemy przedziałami przydzielonymi miastami. Koleżanka opowiadała mi kiedyś swoją pociągową historię: jechała w przedziale, w której pewne hoże dziewoje przez pewien czas obgadywały nieobecną osobę. Okazało się, że w tym samym przedziale jechała pani, która bardzo dobrze znała obgadywaną. Nie omieszkała głośno wyrazić swojej opinii o takim zachowaniu hożych dziewoi i szkalowaniu (w jej mniemaniu całkiem niesłusznym i niesprawiedliwym) swojej znajomej. Panienkom zrobiło się głupio, a niesmak pozostał.

Z regionalnym przydziałem miejsc w wagonach wiąże się jeszcze jedna tajemnica kolei – na niektórych trasach, mimo przydziału miejscówki, można swobodnie migrować w poszukiwaniu lepszych (czytaj: luźniejszych) przedziałów. Tak jest w drodze ze stolicy – ja tylko czekam, aż miniemy Poznań. Wtedy zabieram swoje rzeczy i zazwyczaj znajduję albo całkiem pusty przedział, albo taki, w którym są 1-2 osoby. I dosiadam się. Konduktorzy są zazwyczaj bardzo mili i nigdy nie robią z tego powodu problemu. Co więcej, sami proponują zamianę na lepsze warunki. Razu pewnego, kiedy wraz ze współpasażerką zaczęłyśmy przy kontroli biletów miauczeć, że w wagonie nie ma prądu, pan konduktor zaproponował nam przesiadkę do… wagonu I klasy! „Bo przecież musicie Panie podładować telefony, prawda?”. I tak oto prawie 3 godziny przejechałam w I klasie za cenę II klasy. 😀

Kolej da się lubić. Owszem, zdarzają się spóźnienia, bo śnieg, bo deszcz, upał, wiatr powalający na tory drzewa czy wypadek po drodze. Zdarza się też, że zimno albo że nie do końca tak czysto, jak byśmy chcieli. Ale mając w świadomości takie ewentualności warto wybrać połączenie z zapasem, zabrać ze sobą nawilżane chusteczki czy żel antybakteryjny i cieplejsze okrycie. Pewnych rzeczy nie zmienimy, możemy więc je zaakceptować i jak najlepiej przygotować się do podróży. Mam nadzieję, że tych kilka myśli na temat podróżowania koleją przyda się komuś w zapewnieniu większego komfortu jazdy. I że nabierzecie ochoty pojechać gdzieś dalej. Bo ja taką ochotę ciągle mam  🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *