Koronawirus dzień 26-37 Coś starego, coś nowego

Ostatnie kilkanaście dni zlewało się w jeden ciąg. Rząd i minister zdrowia najpierw wprowadził nam wszystkim duże ograniczenia, między innymi obowiązek noszenia cały czas maseczek zakrywających usta i nos. To te same maseczki, z których ten sam minister zdrowia śmiał się w radio kilka tygodni wcześniej, twierdząc, że nic nie dają. No, ale teraz są niezbędne i ratujące życia. Poza tym, matury i egzaminy 8-klasistów zostały odwołane z terminów majowych i odłożone na bliżej nieokreśloną przyszłość. Wydłużono zakaz przemieszczania się bez konkretnej, ważnej przyczyny i gromadzenia się osób w grupach więcej niż 5 w kościołach. Wydłużono ograniczenia w sklepach i punktach usługowych, wydłużono zamknięcie żłobków, szkół i przedszkoli. Nadal nie wolno chodzić do lasów, parków, na place zabaw, do restauracji i w wiele innych miejsc. Młodzież nadal miała szlaban na wychodzenie z domu. I to wszystko premier Morawiecki i minister zdrowia Szumowski ogłosili 9 kwietnia.

W międzyczasie, 10 kwietnia odnotowaliśmy dziesiątą rocznicę katastrofy smoleńskiej. Zaraz po konferencji prasowej zapowiadającej kolejne ograniczenia (9 kwietnia!) na Placu Piłsudskiego w Warszawie, pod dziwacznym pomnikiem „smoleńskim” pojawiła się wierchuszka Prawa i Sprawiedliwości z byłym premierem Jarosławem Kaczyńskim na czele. Składali wieńce w asyście wojska i policji. Zgromadzenie obejmowało znacznie więcej osób niż 2 lub 5 (gdybyśmy chcieli iść tropem kościelnym). Co więcej, żadna z tych osób nie nosiła maseczek! Nie zachowywali również 2-metrowej odległości od siebie. Nic więc dziwnego, że opinia publiczna się zbulwersowała. Przecież my od miesiąca siedzimy w domach, nasze wyjścia są kontrolowane przez policję, ludzie dostają mandaty za wyjście czy wyjazd samochodem „bez wyraźnej życiowej potrzeby” (patrz przykład mandatów na myjniach samochodowych!). A tu proszę! Można? Można! Policja usprawiedliwiała to przedziwne zgromadzenie… pełnieniem oficjalnych obowiązków służbowych! Szkoda, że nie jest zazwyczaj tak wyrozumiała dla przeciętnych Polaków…

Jakby tego było mało, „naczelnik” Jarosław Kaczyński nie poprzestał na wieńcach pod pomnikiem. O nie, pojechał na cmentarz odwiedzić kilka grobów, m.in. swojej matki. TVP nawet podało, że odwiedzonych w ten sposób nekropolii było więcej niż jedna. Czy to też było pełnienie obowiązków służbowych? Oczywiście, że nie! A mimo to, otworzono specjalnie dla niego cmentarze (czego odmawia się innym Polakom), pozwolono wjechać tam autem w otoczeniu ochroniarzy i wszelkiej maści pomocników. Można? Można!

Nic więc dziwnego, że trochę zaczynamy mieć dość. I że rząd, prąc do wyborów prezydenckich musiał zaproponować „nowe otwarcie”. Mój ulubiony duet Morawiecki-Szumowski ogłosił więc 16 kwietnia, że od 20 kwietnia wchodzimy w okres „nowej normalności” i odmrażania gospodarki. Czy aby na pewno?

Maseczki nadal będą obowiązkowe. Na pytania dziennikarzy minister zdrowia odparł z grobową miną, że do czasu wynalezienia szczepionki. Ale czy to znaczy, że będziemy mogli je zdjąć, jak w Brazylii albo w Rosji ktoś zarejestruje szczepionkę? Czy może do czasu realnego szczepienia Polaków? I czy szczepionka będzie obowiązkowa dla wszystkich w Polsce? Czy będzie bezpłatna? I przede wszystkim: czy przy chorobie, w której śmiertelność wynosi zaledwie kilka % i to w grupach najstarszych – jej podanie jest bezwzględnie konieczne??

Na pytanie, kiedy mniej więcej spodziewać się można szczepionki, ten sam minister, z równie grobową miną stwierdził, że może za rok, może za dwa lata. Zaraz? Czy przez dwa lata mamy biegać z maseczkami na twarzy, które według tego samego ministra nic nie dają pod względem zdrowotnym? I na jakich prognozach medycznych oparł się pan minister, wskazując, że maseczki będą obowiązkowe przez tak długi okres czasu? Tego niestety nie zdradził…

Co jeszcze w ramach „nowej normalności”? Od poniedziałku 20 kwietnia liczba osób w sklepach do 100 mkw zwiększy się z 3 osób na kasę do 4 osób na kasę. Szał by night, że tak powiem, bo teraz zakupy szybciej robi się w nocy, niż w dzień. Tak przy okazji – tuż przed Wielkanocą część dyskontów była otwarta całą dobę. Ponieważ nie uśmiechało nam się stać w kolejce w ciągu dnia, czekając godzinę, żeby w ogóle do niego wejść, zrobiłyśmy zakupy… o 4 nad ranem w sąsiednim Lidlu! I nie byłyśmy tam jedyne!

Wracając do sklepów – w placówkach powyżej 100 mkw, liczba klientów ma wynosić 1 osobę na 15 mkw. Konia z rzędem temu, kto mi powie z głowy, ile osób może teraz wejść do Carrefoura czy Auchan. Zapewne handlowcy to przeliczą, ale po raz pierwszy w życiu zastanawiam się w normalne dni robocze, kiedy opłaca mi się jechać do sklepu po zakupy i ile czasu będę stała w kolejce do wejścia. Dziwne czasy.

W ramach „nowej normalności” dostaliśmy jeszcze odejście od zakazu wchodzenia do lasów i parków (który był bezsensowny od samego początku, szczególnie wiosną, kiedy powinniśmy budować naszą odporność na świeżym powietrzu). Place zabaw jednak nadal mają być zamknięte. Nadal jednak mamy zachowywać dystans 2 metrów od siebie (nadal zatem mogę spać z mężem w jednym łóżku, ale na ulicy musimy trzymać się od siebie z daleka). Samodzielnie będą mogły się poruszać też osoby powyżej 13 roku życia (moja 12-letnia córka ma zatem dalej bana na chodzenie do piekarni za rogiem po poranne pieczywo). W kościołach może się pojawić 1 osoba na 15 mkw.

Gdzie w tym wszystkim odmrażanie gospodarki? Tego pan premier nie powiedział. Ale pokazał kolejne etapy znoszenia obostrzeń. W drugim etapie otwarte będą znowu sklepy budowlane w weekend (czyli de facto tylko w soboty) oraz otwarte będą hotele i miejsca noclegowe. Ponieważ nadal nie można się zasadniczo przemieszczać bez ważnego życiowego celu (uwaga na sypiące się mandaty od policji!), nie można organizować imprez masowych i zgromadzeń, a praca – jeśli to możliwe – ma być wykonywana zdalnie, hotelarze wiele nie zyskają. Ani na biznesie, ani na klientach przyjeżdżających na wypoczynek. No, ale rząd będzie mógł umyć ręce i powiedzieć: hej, przecież nie zabraniamy wam prowadzenia działalności! A że nie ma klientów, to cóż możemy…

W trzecim etapie mają być otwarte zakłady fryzjerskie i kosmetyczne oraz galerie handlowe z ograniczeniami (jakimi? nie wiadomo). Podobnie gastronomia. Pozwolą nam na organizację wydarzeń sportowych, ale do 50 osób i bez publiczności (czyli lobby piłkarskie dopięło swego – zawodnicy wrócą na murawę). Co ważne – w tym etapie do żłobków, przedszkoli i szkół w klasach 1-3. Ale! Mają mieć one zapewnioną tylko opiekę! To ma pozwolić rodzicom najmłodszych dzieci na powrót do pracy. Ja jednak czuję, że chodzi raczej o zaprzestanie wypłacania zasiłku opiekuńczego, żeby ulżyć trochę budżetowi państwa…

To jest zresztą szczególnie ciekawy wątek – czy to ma oznaczać, że nauczyciele mają zapewniać dzieciom opiekę w ramach nauczania początkowego od 7 do 16 (zakładając pracę rodziców na pełen etat), a popołudniu mają realizować dla tych dzieci zdalne nauczanie? Skoro w szkołach ma być tylko opieka, to kiedy dzieciaki będą się uczyć? Na drugiej, domowej zmianie?

Czwarty etap to otwieranie salonów masażu i solariów, umożliwienie działalności siłowni, klubów fitness, teatrów i domów kultury w nowym reżimie sanitarnym (aktorzy na scenie w maseczkach, a na widowni – jak w tramwajach – co drugie siedzenie wolne??).

Kiedy rozpoczniemy 2, 3 i 4 etap? Pan premier i minister zdrowia nie zdradzili. Może co tydzień, może co miesiąc. Kto wie. Wszystko ma zależeć od liczby zachorowań. Szkoda, że nie od liczby wyzdrowień, bo osób po przejściu koronawirusa, które szczęśliwie wróciły do zdrowia, przybywa z każdym dniem. No, ale łatwo nas – społeczeństwo – trzymać w ryzach strasząc niewidzialnym wirusiskiem, prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Post

Koronawirus – dzień 18 – 19 Kolejne ograniczenia

No i doczekaliśmy się kolejnych ograniczeń w naszym codziennym funkcjonowaniu. Premier i jego ministrowie mocno myśleli, jak ograniczyć nam jeszcze bardziej naszą aktywność i wymyślili. Niektóre rozwiązania wprawiają w prawdziwe

MEN szuka pracy

Ministerstwo Edukacji Narodowej z wielką pompą ogłosiło dzisiaj listę 24 zawodów „kluczowych do rozwoju państwa”. Według komunikatu ze strony MEN: „Prognoza jest uporządkowanym alfabetycznie wykazem zawodów szkolnictwa branżowego, dla których

Koronawirus – dzień 2 Szkoły i sklepy bez prawa wstępu

Zamknięcie szkół spowodowało ryzyko, że młodzież, zamiast zostać w domach, będzie i tak gromadzić się w miejscach publicznych. Pojawiły się więc sygnały ze strony rządu, że zamknięte będą nie tylko