Dzieje się

Kto ma łatwiej, kto ma trudniej?

równoważni

Wczoraj w TVP Szczecin w ramach projektu „Równo-Ważni” odbyła się ciekawa debata na temat sytuacji kobiet i mężczyzn na rynku pracy. A konkretniej rzecz biorąc, na temat tego, kto ma gorzej, a kto lepiej. Przy tej okazji zostałam poproszona kilkanaście dni temu o nagranie wywiadu dla TVP Szczecin, w trakcie którego odniosłam się do tego tematu. Dlaczego? Bo kwestiami rynku pracy zajmuję się na co dzień zawodowo, przygotowując badania i analizy, żeby m.in. wspomóc proces planowania podziału środków unijnych.

Komu jest zatem łatwiej, a komu jest trudniej na rynku pracy w naszym województwie? Jeżeli rozpatrujemy to pytanie pod względem płci – zdecydowanie gorzej mają kobiety. I to te młode, które chcą mieć lub mają małe dzieci, a także te starsze – tuż przed emeryturą. O tym mówią dane statystyczne i liczne badania. Dlaczego tak jest?

foto: mamdziecko.interia.pl
foto: mamdziecko.interia.pl

Młode kobiety to według wielu badań potencjalny kłopot dla pracodawców. Bo będą chciały mieć dzieci, zajdą w ciążę, trzeba będzie płacić za zwolnienie, potem za urlop macierzyński. Tak, oczywiście, część tych kosztów przejmuje na siebie ZUS. Ale i tak trzeba przyjąć kogoś na zastępstwo, szkolić czy przygotowywać do wykonywania pracy nową osobę, a to kosztuje. Czas i pieniądze.

Co jeszcze? Dziecko w pojęciu wielu pracodawców = kłopoty. Bo choruje i matka bierze zwolnienie. Bo taka matka nie zostanie po godzinach, żeby pracować, tylko myśli o tym, żeby już wyjść po dziecko i odebrać je od niani/ze żłobka/przedszkola/szkoły (niepotrzebne skreślić). Bo jest przez to mniej dyspozycyjna i mniej zaangażowana. Jakoś tak się przyjęło w Polsce, że dziecko rodzi się tylko kobiecie. Nie kobiecie i mężczyźnie, ale właśnie kobiecie. Mężczyzna, który ma dzieci – według badań – postrzegany jest jako lepszy pracownik. Bo jest bardziej ustabilizowany życiowo, ma pewnie kredyt hipoteczny (albo przymierza się do niego), żeby zapewnić rodzinie mieszkanie. Jest potencjalnym żywicielem rodziny, nie porzuci więc pracy tak szybko i lekko, jak singiel bez zobowiązań! A kobieta? Kobieta = dziecko = kłopoty dla pracodawcy.
Takie schematyczne myślenie prowadzi również do nieciekawych sytuacji, kiedy mężczyzna, który chce zaopiekować się chorym dzieckiem i wziąć z tego tytułu L4, słyszy od szefa albo szefowej „a to dziecko nie ma matki?!”. Bo zajmowanie się dzieckiem to – stereotypowo w Polsce – problem kobiet.

foto: www.theguardian.com

Paradoksalnie, przedłużenie urlopu macierzyńskiego nie poprawia sytuacji kobiet na rynku pracy. Sama przeżyłam krótki, zaledwie 4-miesięczny urlop macierzyński i z tej perspektywy uważam, że to strasznie krótko dla rodzica i dziecka. Ale znam też doskonale realia prowadzenia w Polsce działalności gospodarczej. W naszym województwie nie dominują zaś wcale duże zakłady pracy, ale właśnie firmy małe. Te zatrudniające kilku – kilkunastu pracowników, których trudno jest zastąpić w razie nieobecności. I przypisywanie odpowiedzialności za dzieci kobietom powoduje właśnie w takich przypadkach ich gorszą pozycję zawodową. Zaś wydłużony urlop macierzyński przyczynia się do zwiększenia czasu absencji pracownic.

Czy jest rozwiązanie takiej sytuacji? Mnie podoba się model szwedzki. Obowiązkowy urlop rodzicielski brany równo po połowie przez matkę i przez ojca dziecka. Wtedy w świadomości pracodawcy pracownik z dzieckiem nie ma płci, bo każda płeć ma takie same prawa i obowiązki. Proste? Ale nie w Polsce. Bo mamy zbyt silnie zakorzeniony kult Matki – Polki, która często sama nie dopuszcza ojca dziecka do zajmowania się potomstwem. Bo ona zrobi lepiej, bo facet zajmujący się dzieckiem jest niemęski, a kobieta nie zajmująca się dzieckiem – wyrodną matką. I jak tu poprawić sytuację młodych kobiet?

foto: www.fggam.org

Drugą grupą w trudnej sytuacji są panie zbliżające się do zakończenia aktywności zawodowej. Jeszcze nie są pełnymi seniorkami, ale już nie tak atrakcyjnymi pracownikami. Bo zaraz pójdą na emeryturę, nie będą się dalej rozwijać zawodowo. Często pracodawcy uważają, że nie nadążają one za nowinkami technicznymi i technologicznymi, a skoro już kończą aktywność zawodową, to nie warto w nie inwestować. W Polsce dopiero wypracowujemy sobie modele wykorzystywania tzw. srebrnej gospodarki (silver economy), opartej właśnie na sile doświadczenia i zalet wieku seniorów. Jaka jest zatem sytuacja kobiet w wieku tuż_przed_emeryturą? Jeśli stracą pracę, trudno jest im znaleźć nową. Wskaźnik aktywności zawodowej kobiet w wieku 50+ jest dramatycznie niski. Również w porównaniu z mężczyznami w tym wieku. A jakie są oczekiwania społeczne i stereotypy? Że taka kobieta zajmie się wnukami, albo starszymi członkami rodziny. Że będzie pełnić funkcje opiekuńcze. Nikt nie oczekuje zajmowania się rodzicami – staruszkami przez mężczyzn. Ale kobiety – opiekunki to już naturalne zjawisko, prawda?

Między innymi o tym mówiłam w wywiadzie dla TVP Szczecin. W samej debacie zaś wzięli udział inni specjaliści od gospodarki i rynku pracy, którzy również dzielili się swoimi refleksjami na temat sytuacji kobiet i mężczyzn na rynku pracy. Warto posłuchać i powyciągać wnioski. Całość można obejrzeć TUTAJ. Zapraszam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *