Łacina matką języków

Lata temu, w liceum na profilu humanistycznym, mieliśmy okazję uczyć się języka łacińskiego. Obok języka polskiego, niemieckiego i angielskiego dyrekcja do planu lekcji dorzuciła nam bodaj od drugiej klasy dodatkowe godziny łaciny. Oczywiście, był lęk, że nie nauczymy się języka martwego. Ale okazało się, że rewelacyjny Pan Profesor Rutkowski przeprowadził nas śpiewająco przez meandry starożytności oraz gramatyki i słownictwa (pierwszym słowem, jakiego nas nauczył było „cervisia”, czyli „piwo”, czym „kupił” nas od razu!). Z czasem doceniłam znajomość tego języka przy nauce wszystkich języków obcych, z jakimi miałam do czynienia. Dlatego bardzo ucieszyłam się, kiedy przeczytałam kilka dni temu, że Ministerstwo Edukacji Narodowej przywróciło język łaciński do podstawy programowej na poziomie podstawowym. Jak się okazuje, moja radość była przedwczesna…

MEN postanowił włączyć nauczanie łaciny w pakiecie z kulturą antyczną, co samo w sobie nie jest złym rozwiązaniem. Nauka ma być realizowana tylko w liceach i technikach, co również jest zrozumiałe. Łacina nie jest również narzucana odgórnie, ale pozostaje w pakiecie przedmiotów do wyboru przez dyrektora wraz z filozofią, plastyką i muzyką. Zapewne wybór dyrektorski opierać się będzie bardziej na dostępności nauczycieli danego zakresu merytorycznego, a mniej – na potrzebach czy zainteresowaniach uczniów. Cóż, takie życie. Załóżmy jednak, że wybór padnie na język łaciński. Jak w praktyce będzie to wyglądać?

Nauka łaciny (lub pozostałych wymienionych przedmiotów) ma odbywać się wyłącznie w I klasie w wymiarze 1 godziny tygodniowo. O ile tę 1 godzinę jestem w stanie zrozumieć – uczniowie mają i tak sporo przedmiotów w swoim planie lekcji – o tyle założenie, że nauka odbywać się będzie wyłącznie przez rok trudno mi zrozumieć. Z mojej perspektywy i doświadczeń licealnych wynika, że to zbyt krótki czas, by nie tylko dobrze poznać uroki i zalety kultury antycznej, ale też zaznajomić się z samym językiem. Co równie niepokojące, Ministerstwo zupełnie inaczej postrzega nauczanie łaciny, niż by się wydawało.

Według komunikatu MEN:

„proponowana podstawa programowa zaleca kształcenie przede wszystkim umiejętności, a nie przekazywanie wiedzy deklaratywnej o języku i jego strukturze gramatycznej. Uczniowie mają zdobyć zdolność rozpoznawania i rozumienia wybranych, podstawowych form ekspresji językowej, nie zaś umiejętność odmieniania przez przypadki czy omawiania składni łacińskiej”.

I z tym nie mogę się zgodzić. Dlaczego? Bo „rozpoznawanie i rozumienie wybranych, podstawowych form ekspresji językowej” oznacza po prostu wkuwanie na pamięć łacińskich sentencji. Można? Można, oczywiście. Ale czy to wystarczy? Otóż nie.

Łacina jest matką wielu zachodnioeuropejskich języków nowożytnych. Nie tylko znacząca część słów ma swoje źródło w języku łacińskim, ale również gramatyka jest bezpośrednio „przekładalna” na języki współczesne. Nauczenie się odmiany słów łacińskich przez przypadki i czasy mocno przyspieszyło moją naukę zarówno języka niemieckiego, jak i francuskiego oraz hiszpańskiego. Do dzisiaj często, gdy szukam jakiegoś czasownika lub trafiam na nowe, nieznane słowo po angielsku lub niemiecku, przypomina mi się wersja łacińska i jest łatwiej zrozumieć, czy odmienić pożądany wyraz. To właśnie zawdzięczam łacinie. Język ten jest również przerażająco logiczny i poukładany, co pozwala włączyć nieco inne schematy myślenia przy tłumaczeniach i rozumieniu tekstów. Rok temu, przy okazji testu predyspozycji językowych, który Weronika przechodziła w naborze do klasy dwujęzycznej, miałam okazję pokazać jej, jak można tworzyć czy rozpoznawać słowa gramatycznie, bez znajomości języka. Układało się słowa jak kod komputerowy 😉

Zatem dzięki łacinie nie tylko poszerzamy horyzonty. Dzięki niej uczymy się tworzyć nowe słowa, uczymy się logiki za pośrednictwem deklinacji, a co najistotniejsze – mamy świetną podbudowę pod naukę języków nowożytnych. Dlatego trochę mi żal, że MEN proponuje coś dobrego dla uczniów, ale w tak ograniczonym wymiarze. Pociesza nieco, że furtką dla zainteresowanych jest nieco bardziej zaawansowany poziom nauki łaciny na poziomie rozszerzonym. Jednak jestem szalenie ciekawa, w ilu szkołach od przyszłego roku ta łacina faktycznie wejdzie, a w ilu dyrektorzy zdecydują się na prostszą i bezpieczniejszą muzykę lub plastykę. Bo filozofii jakoś nie wróżę dużej kariery w szkołach średnich na poziomie I klas…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Post

Czyja jest oświata?

Obecnie toczy się ciekawa dyskusja pomiędzy Ministerstwem Edukacji Narodowej a samorządowcami. Ci ostatni zarzucają Ministerstwu, że nie przekazuje dość pieniędzy, żeby wdrażać kolejne reformy i pokrywać bieżące wydatki w oświacie.

Koronawirus dzień 26-37 Coś starego, coś nowego

Ostatnie kilkanaście dni zlewało się w jeden ciąg. Rząd i minister zdrowia najpierw wprowadził nam wszystkim duże ograniczenia, między innymi obowiązek noszenia cały czas maseczek zakrywających usta i nos. To

Cesarka – konieczność czy wygoda?

Pod koniec grudnia 2019 r. w Głosie Szczecińskim pojawił się dość długi i ciekawy artykuł „Porodówki w Szczecinie podsumowują rok: Bez rekordu w Zdrojach„. Jest to dobrze napisany raport o