Dzieje się

Łapy precz od macicy!

fundacja mamy i taty

Od wczoraj po Internetach hula najgłupsza, najbardziej idiotyczna, wzmacniająca negatywne stereotypy, społecznie szkodliwa i zwyczajnie bezmyślna kampania reklamowa. Dodajmy – kampania społeczna. Prowadzona zresztą przez podmiot, który – o, zgrozo! – jest organizacją pożytku publicznego! Mowa o Fundacji Mamy i Taty oraz ich pomyśle „promowania” macierzyństwa. Myślałam, że widziałam już wszystko, ale okazuje się, że granice głupoty i złego smaku niektórzy potrafią nadal przesuwać jeszcze dalej…

andrzej fundacja

W czym rzecz? Otóż owa wspomniana powyżej Fundacja, która nota bene lubuje się w kontrowersyjnych i utrwalających krzywdzące stereotypy akcjach, postanowiła pokazać, jakie to kobiety są samolubne, bezmyślne i pozbawione uczuć. Podkreślmy – nie wszystkie kobiety, ale tylko te, które nie mają dzieci. Bo według Fundacji kobiety, które nie posiadają dzieci na pewno nie zostały matkami, bowiem myślały o doczesnych, hedonistycznych potrzebach: karierze, podróżach, kupowaniu/remontowaniu/wyposażaniu domu. No i przez to nie zdążyły być matkami. Mamona przesłoniła im oczy i serca, a teraz bidulki cierpią i rozpaczają nad pustym łonem i cichym domem.

Pomijam już fakt, że w kampanii „społecznej” Fundacja raczyła zapomnieć o tatusiach niedoszłych dzieci. Ani w filmie, ani w plakatach kampanijnych współsprawcy ewentualnych ciąż w ogóle się nie pojawiają. Być może według Fundacji kobiety owe dzieci mają mieć za pośrednictwem niepokalanego poczęcia? Abstrahując jednak od tego faktu i bazując na własnych doświadczeniach i wielu latach obserwacji, patrząc na taką kampanię chce mi się krzyczeć: łapy precz od naszych macic!

Jakim prawem ktokolwiek napiętnuje kobiety, bo nie mają dzieci? Jakim prawem ktokolwiek śmie oceniać je tylko na podstawie faktu posiadania/braku potomstwa? Dlaczego autorzy kampanii nie pomyśleli, że w ten sposób jeszcze bardziej zachęcają społeczeństwo do wtrącania się w nie swoje sprawy?

Od najwcześniejszych lat młodzi ludzie słyszą następujące pytania:

Masz już dziewczynę/chłopaka? Dlaczego nie?

albo:

Tak długo jesteście razem – kiedy ślub?

I jeszcze:

Jesteście już po ślubie? Cudownie! A kiedy dzidziuś?

Nie zapomnijmy o:

Och, jakie macie cudowne dzieciątko! Takie już duże! Czas na drugie! Na co jeszcze czekacie?

I tak w kółko Macieju… Oczekiwania, pretensje, społeczne potrzeby dobrotliwych ciotek-klotek, sąsiadek, poszczególnych członków bliższej i dalszej rodziny. Tymczasem decyzja o związku, małżeństwie, rozwijaniu rodziny powinna należeć tylko i wyłącznie do osób, które ten związek/małżeństwo/rodzinę tworzą! I jak tu tłumaczyć tym wszystkim wścibskim natrętom, zaglądającym nam pod kołdrę i pochylającym się z troską nad brzuchami, że TO NIE JEST ICH SPRAWA, kiedy przez media i Internet przetacza się taka kampania? Teraz to już te lepiej_wiedzące ciotki-klotki mają doskonałą amunicję:

Widziałaś Krysia? Kowalska spod trójki nadal nie ma dziecka. Pewnie tylko o karierze myśli. A w telewizorze to pokazywali takie jak ona. Oj, zobaczysz, za chwilę będzie płakać, egoistka jedna…

zdążyła zostać mamąA zatem: skoro jakaś organizacja społeczna ma ode mnie – jako od kobiety – pewne oczekiwania względem dzieci, ja również mam oczekiwania wobec tejże (i każdej innej) organizacji. Oczekuję większej wrażliwości społecznej. Oczekuję zrozumienia, że nie każda kobieta i nie każdy mężczyzna może/chce/powinien mieć dziecko i należy to uszanować. Oczekuję niewtrącania się w wolne wybory innych ludzi. Oczekuję szerokiego postrzegania kwestii rodzicielstwa, jako sprawy zarówno kobiety, jak i mężczyzny. Oczekuję wreszcie zrozumienia realiów współczesnego świata.

Bo realia bolą. I mówię to z własnego doświadczenia, jako matka. Mówię to również z licznych obserwacji znajomych, którzy mieli, mają lub będą mieli dziecko. Posiadanie potomstwa KOSZTUJE. Począwszy od ciąży, kiedy zdarza się kobiecie musieć pójść na L-4 i kiedy traci na tym finansowo. Albo kiedy traci pracę, bo urodziła dziecko lub po powrocie do pracy pracodawca przesuwa ją na gorsze stanowisko. Ewentualnie pracuje na umowę zlecenie – nie dlatego, że chce, ale dlatego, że nie ma innego wyjścia. I jak urodzi dziecko i się nim zajmuje, to de facto nie ma żadnego dochodu.

W realnym – nie kampanijnym – świecie kosztuje wózek, ubranka, pieluchy. Kosztuje żłobek – nawet ten samorządowy – albo niania. Kosztuje przedszkole. Kosztują zajęcia dodatkowe – czasem potrzebne, żeby dziecko dobrze się rozwijało (np. gimnastyka, kiedy dziecko ma krzywe nóżki). Kosztują ubrania i buty, z których dzieci wyrastają w zawrotnym tempie. Kosztuje wreszcie „darmowa” edukacja – podręczniki, plecaki, zeszyty, piórniki, czy wreszcie wszelkiej maści przybory szkolne albo te absurdalne mokre chusteczki, mydła, papier toaletowy, ręczniki papierowe i ryzy papieru ksero znoszone do szkoły czy przedszkola, bo oświata jest w stanie chronicznego niedoinwestowania. To wszystko, droga Fundacjo zajmująca się wspieraniem mamy i taty, nie bierze się z powietrza. To bierze się z zakupów, zakupy biorą się z pieniędzy, a pieniądze z pracy. Przestańcie więc może bajdurzyć o tym, jaka to praca zła, a macierzyństwo dobre! Przestańcie przeciwstawiać te dwa światy. Przestańcie piętnować naturalną chęć ludzi do osiągnięcia awansu społecznego lub utrzymania status quo w tej sprawie! Przestańcie wreszcie mówić nam, czy mamy stosować antykoncepcję, czy nie i w jakim wieku mamy mieć dzieci! To nie wasz interes!!!

Albo wiecie co? Mam inny pomysł! I inny apel – do wszystkich tych, którzy wspierają finansowo Fundację. Przestańmy wpłacać im pieniądze, które zamiast być skierowane na realną pomoc Mamie i Tacie, są wywalane na tak bezsensowne i krzywdzące społecznie kampanie! Jak informują media – koszt owej absurdalnej kampanii to ok. 200 – 300 tysięcy złotych. Może jak skończy się strumyczek finansowania dla takich pomysłów, nie będzie krzywdzenia niewinnych ludzi bezmyślnymi stereotypami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *