Michelle Obama – sama słodycz

Biografia Michelle Obamy, byłej Pierwszej Damy USA, wydawała się niezwykle ciekawą pozycją w kategorii życiorysów osób znanych i lubianych. No właśnie, wydawała się. Michelle przeprowadza nas przez swoje dzieciństwo, młodość, związek z Barakiem – początkowo ambitnym i piekielnie pracowitym działaczem społecznym, a docelowo – przywódcą wolnego świata, by dojść do relacji z życia najważniejszej kobiety w Ameryce, a może i na świecie.

Jaki jest to obraz? Słodki, cukierkowy, nudny aż do mdłości. Wydaje się, że w życiu Michelle wszyscy są jednoznacznie określeni. Rodzice – dzielni, pracowici, wyrozumiali i motywujący. Brat – popularny, mądry, wysportowany, chluba i duma rodziny. Barack – wielka miłość, napędzany potrzebami zmieniania świata, ambitny, rozchwytywany i charyzmatyczny. Współpracownicy – inspirujący, napędzający pozytywnymi emocjami, kompetentni i sprawni organizacyjnie. W życiu Michelle nie ma naprawdę trudnych spraw, nie ma czarnych charakterów. Jedyne negatywne emocje w życiu Michelle to poczucie pustki i bezsensu w pracy prawniczki wielkiej kancelarii prawnej. Bo czymże jest przecież dobra pensja i poczucie stabilności życiowej w obliczu chęci wspierania biednych, wykluczonych i potrzebujących?

Życie z Barakiem to sielanka. Wprawdzie Michelle przemyca gdzieniegdzie żal, że rola lidera i senatora stanowego spowodowała, że prawie nigdy go nie było w domu, ale cóż. Był tak charyzmatyczny i potrzebny gdzie indziej, że należy mu wybaczyć. Lekiem na nieobecność męża jest.. zapisanie się na siłownię przez samą Michelle. Do wad najpierw narzeczonego, a potem męża przyszła Pierwsza Dama zaliczyła jedynie bałaganiarstwo w jego gabinecie oraz… porozrzucane w domu skarpetki. Prawda, że miło? 😉

I tak przez całą biografię… Działalność w Białym Domu to we wspomnieniach Michelle głównie obecność obsługi w życiu prywatnym, problemy z założeniem przy_biało_domowego ogródka warzywnego oraz ewentualne wpadki w postaci złamania etykiety podczas dotknięcia ręką królowej Elżbiety II czy niewłaściwego doboru stroju w czasie publicznych spotkań. O wpływie i efektach działalności tak ważnej kobiety na prawo, zachowania społeczne, sytuację potrzebujących jest niewiele. Od czasu do czasu pomiędzy wierszami można wyczytać, że ten ogródek był po to, aby zmontować wielką akcję zmiany nawyków żywieniowych i jakości jedzenia w Stanach, a wsparcie ze strony Pierwszej Damy najbardziej miały odczuć rodziny wojskowych ze względu na ich specyficzną sytuację. Ale w biografii to nie wybrzmiewa w odpowiedni sposób. Wręcz przeciwnie – Michelle jak dobra uczennica w szkole stoi nieśmiało z boku, wskazując, że to nie ona, że to sztab innych osób wszystko załatwiał, a ona właściwie to się tylko życzliwie przyglądała i wspierała. Bo przewodzi w życiu pary prezydenckiej tylko Barak. To on jest liderem, pociągającym tłumy. Michelle – jakby nie było, inteligentna i świetnie wykształcona prawniczka – pokazuje się światu trochę jak żona ze Stepford. Ładna, miła, dobrze ubrana wysoka pani, która wspiera, pomaga, ale nie stoi na czele i nawet tego nie chce.

Czy warto sięgnąć po tę pozycję? Jeśli nie macie nic innego do czytania, można spróbować przez nią przebrnąć. Ja czytałam ją na raty w czasie podróży pociągiem, kiedy nie było nic innego do robienia albo czytania. Książka nie potrafiła mnie wciągnąć na tyle, żebym chciała powiedzieć kilkaset razy “jeszcze tylko jedna strona i idę spać!”, jak przy wielu naprawdę dobrych pozycjach. A szkoda, bo życiorys tak ważnej osoby, jaką jest Pierwsza Dama USA współczesnych nam czasów, może być wciągający i inspirujący. Ten – jest tylko słodki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *