Wrzesień 19 2014

No to sobie posłodziliśmy…

logo Forum

Długo czekałam na to wydarzenie. Po raz pierwszy w Szczecinie zorganizowano z wielkim rozmachem Forum Oświatowe. Lista gości wyglądała imponująco – miała być m.in. Wiceminister Edukacji Narodowej Joanna Berdzik, autorka podręczników wydawnictwa Didasko Joanna Białobrzeska, Jarosław Szulski i Piotr Laskowski z Warszawy. Urząd Miasta, który organizował całe wydarzenie, zapraszał na stronie Portalu Edukacyjnegostarostów, prezydentów, burmistrzów, wójtów województwa zachodniopomorskiego, dyrektorzy szkół i placówek oświatowych, nauczycieli, uczniów, rodziców i innych przyjaciół oświaty„. Pełne spektrum osób w oświacie. Pięknie, prawda? No… niezupełnie.

fot. Sebastian Wołosz, GS
fot. Sebastian Wołosz, GS

Pierwszy zgrzyt poczułam, kiedy doszło do zgłaszania się na konferencję. Radek Majcher ze Stowarzyszenia Rodzice dla Szczecina, zaangażowany od lat w sprawy edukacji, członek Rad Rodziców, na maila z pytaniem o możliwość udziału… nie dostał odpowiedzi. Ostatecznie listy przy wejściu żadnej nie było, a i pustych miejsc pozostało całkiem sporo na sali Trafostacji, ale jeśli ktoś robi branżowe spotkanie, wypadałoby dać znać, czy będą miejsca. Bo wpychanie się na siłę nie jest fajne dla żadnej ze stron. Tak czy owak, niesmak pozostał.

A sama konferencja? Na sali dominowali dyrektorzy wszystkich szczecińskich placówek – przedszkoli, szkół podstawowych, gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych. Pani minister też była – na początku. Powiedziała, że MEN bardzo chętnie wysłucha uwag i dyskusji, co należy w oświacie poprawić. Po pewnym czasie już nie było jej widać na sali. W dyskusji na dwóch panelach, na których miałam okazję być, też jej nie widziałam.

Spotkanie otworzył pan prezydent Krzystek, który na slajdach pokazał założenia swojego planu Szczecin 2020 w zakresie oświaty. Jak się pewnie domyślacie – cud, miód i orzeszki. Zobaczyliśmy dane, które obrazowały nauczanie dwujęzyczne w Szczecinie. Okazuje się, że w systemie takim uczy się 1623 przedszkolaków, 2630 uczniów szkół podstawowych, 1055 gimnazjalistów i 333 uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Co nie pasuje w tym obrazku? Tak, dokładnie – im starsi uczniowie, tym mniej klas dwujęzycznych. Czy nie powinno być odwrotnie? Po co ładować pieniądze w dwujęzycznych przedszkolaków? Czy im naprawdę potrzeba takiej nauki? Zawsze wydawało mi się, że należy szczególną uwagę przykładać uczniów, którzy wkrótce wejdą na rynek pracy i to im najbardziej te języki powinny się przydać… No cóż, ale mamy piękny program.

Pan prezydent mówił też ładnie o programach matematycznych w siedmiu gimnazjach, o tworzeniu nowych klas zawodowych. I o tym, że „zaprogramował” szereg inwestycji na nowy okres środków unijnych o łącznej wartości 158 mln zł. Zapowiedział też, że Szczecin czeka budowa nowej podstawówki. Ale zaraz… czy jedna podstawówka nie stoi już czasem pusta w centrum miasta?

Kolejne wystąpienia należały do Joanny Białobrzeskiej, Jarosława Szulskiego i Piotra Lasowskiego. Pani Białobrzeska rozpoczęła od filmu ze śmiejącymi się niemowlakami. A potem całość wystąpienia utrzymała w tej konwencji – wysłuchaliśmy z uwagą, jak ważne jest pozytywne nastawienie nauczycieli i dyrektorów. Jak istotne są dobre relacje w szkole i nie uprzedzanie się do innych. Było bardzo miło i niespecjalnie konkretnie. Pan Szulski z kolei postawił tezę, że szkoła to taki średniowieczny folwark, w której jest pan (dyrektor albo urzędnik), nadzorca (nauczyciel) i chłop (uczeń). Te dwie pierwsze grupy rządzą i od ich widzimisię zależy dobro i rozwój ucznia. Wniosek – należy skończyć z tak rozumianym podziałem, przejść do współpracy – szczególnie z biznesem. Z takimi twierdzeniami polemizował z kolei pan Lasowski, który nie chciał zarządzania szkołą poprzez „nowoczesny management”, tylko budowania szkoły jako społeczności.

Po przerwie nastąpiła część „laurkowa”. Nauczyciele i dyrektorzy z różnych placówek przedstawiali zbiorcze prezentacje na temat świetnych programów realizowanych w szczecińskich placówkach. Bez wskazywania palcem, w której placówce co się realizuje. Jedni dyrektorzy przedstawiali, inni dyrektorzy słuchali. Ponownie było miło. Pewne kontrowersje wzbudziło wystąpienie pana dyrektora Cezarego Urbana, który twierdził, że gwarancją sukcesu w nauce matematyki jest dzielenie uczniów według ich rzeczywistych umiejętności w tym zakresie na grupy międzyklasowe. Usłyszałam komentarz od jednej z pań dyrektorek, że u niej w szkole dzieli się tak dzieci na językach, informatyce i że jakby chciała podzielić w ten sposób inne przedmioty, to sal nie starczy i dzieciaki będą kończyć lekcje po 18. Więc piękna teoria, ale rzeczywistość jednak skrzeczy.

Po części „laurkowej” uczestnicy zostali rozdzieleni według klucza – dyrektorzy z podstawówek i przedszkoli mieli debatować na temat: „6-latek w 1. klasie szkoły podstawowej (Za wysokie progi na 6-latka nogi?)”, dyrektorzy  gimnazjów w osobnej sali rozmawiali o temacie: „Zasadność funkcjonowania gimnazjów w polskim systemie oświatowym (Dlaczego warto zachować gimnazja?)”, zaś dyrektorzy ze szkół ponadgimnazjalnych zastanawiali się nad tematem: „System kształcenia w liceach ogólnokształcących (Ogólniak miniaturą akademii?)„. Ja byłam na dwóch panelach – rozpoczęłam od grupy „gimnazjalnej”. Debatę prowadził pan Konrad Wojtyła, który był świetnie przygotowany do dyskusji, przytaczał mnóstwo danych i zadawał pytania o zasadność istnienia gimnazjów. Niestety, dyrektorzy szybko próbowali sprowadzić go do roli „chłopca do bicia”. Czy spodziewaliście się, że którykolwiek nauczyciel albo dyrektor szkoły – szczególnie w obecności dyrektora Wydziału Oświaty – wstanie i powie: tak, w mojej szkole źle się dzieje…? Albo przyzna, że gimnazja to zły pomysł? Oczywiście, że nie. I tak właśnie przebiegała dyskusja – gimnazja są świetne, to tylko media wypaczają ich obraz. Rodzice nie chcą gimnazjów? Przecież wcale nie wiedzą, co się w szkołach dzieje, tylko naoglądali się tych głupich seriali na TVN i wiadomości i teraz sobie wyobrażają różne rzeczy. To nic, że kosz na głowie anglisty nie był chorym wymysłem scenarzysty, tylko autentycznym obrazem pewnego zjawiska. To przecież wina mediów, że gimnazjów się w Polsce nie lubi. Są nawet badania PISA, które mówią, że gimnazjaliści tacy mądrzy są. Hmmm… a czy fakt, że ci sami uczniowie nie radzili sobie już z wykonywaniem praktycznych zadań ma znaczenie? E, kto by się tam przejmował…

Przeniosłam się więc do głównej sali, gdzie pani Białobrzeska prowadziła debatę na temat 6-latków. A właściwie nie debatę, tylko kolejną część wystąpienia, bo głosy z sali zajęte były głównie rozmawianiem między sobą. Trochę dlatego, że pani Białobrzeska nie chciała używać mikrofonu i bardzo słabo było ją słychać, więc po pewnym czasie ludzie przestali się skupiać i zaczęli rozmawiać między sobą. Ale kto chciał, to usłyszał. Co stanowi problem w przypadku obniżenia wieku szkolnego? To, że 6-latki są niesamodzielne i nie potrafią się same przebrać na w-fie. I to, że mają problem z samodzielnym jedzeniem. No i to, że kadra szkolna i przedszkolna ma za dużo papierów do wypełniania. Pani Białobrzeska nawoływała do omijania przepisów, gdzie to tylko możliwe, bo papiery to nie koniec świata i nie najważniejsza rzecz w szkole. Zgadzam się z tym, że biurokracja nam się rozrasta – i to nie tylko w oświacie. Ale jednak wolałabym, żebyśmy dyskutowali jak ją ograniczyć i usprawnić, a nie jak przepisy omijać, na przykład poprzez sztuczne wpisywanie zajęć, które się de facto nie odbyły.

Spotkanie było grzeczne i poprawne. Aż do przesłodzenia. W szczecińskiej oświacie jest ładnie, miło, bezproblemowo. Rozwijamy się, idziemy do przodu, jest super. Szkoda tylko, że Forum Oświatowe odbyło się bez udziału pracowników niepedagogicznych, rodziców czy uczniów. Może oni powiedzieliby, jak wygląda szczecińska oświata z perspektywy praktyki i dnia codziennego, a nie dyrektorskiego czy prezydenckiego biurka.


Tagi: , , , ,
Copyright 2017. All rights reserved.

Opublikowano 19/09/2014 przez admin_dorota in category "Dzieje się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *