Oczy szeroko zamknięte

W ubiegły weekend wybraliśmy się rodzinnie do Warszawy. Miała być wizyta w Centrum Nauki Kopernik, odwiedziny w największym w Polsce parku trampolin i karmienie wiewiórek w Łazienkach. Wiewiórki się pochowały, a na trampolinach najlepsze atrakcje akurat były wyłączone z użytkowania. Za to Kopernik jak zwykle nie zawiódł, bo spędziliśmy tam dobre 8 godzin. Ale największą atrakcją wyjazdu była… Niewidzialna Wystawa.

O Wystawie słyszałam już dawno, bywałam nawet w budynku, w którym się ona mieści. Nie miałam nigdy jednak czasu czy specjalnej determinacji, żeby tam pójść. Odbywałam już kilka szkoleń i warsztatów z zakresu wsparcia osób niepełnosprawnych i miałam m.in. okazję ćwiczyć chodzenie o lasce z zakrytymi oczami czy w specjalnych okularach/goglach symulujących różne dysfunkcje wzroku. Ale teraz byliśmy na wyjeździe rodzinnym, całkiem prywatnie i pomyślałam… dlaczego nie? To może być zupełnie nowe doświadczenie dla nas wszystkich, szczególnie dla prawie-nastoletniej Weroniki.

Jeszcze przed wyjazdem chciałam zarezerwować bilety na Wystawę, ale najlepsza dla nas opcja – bilet rodzinny – niestety nie jest dostępna on-line. Przyjechaliśmy więc „na czuja”, licząc na to, że wejście dostępne. Okazało się, że wystawa jest tak popularna, iż „od ręki” nie było miejsc. Mieliśmy jednak szczęście, bo pani nam zaproponowała wejście za 2 godziny, ponieważ zwolniło im się akurat kilka wejściówek. Co istotne, na jedną turę wchodzi tylko 8 osób. Wejścia są co ok. 15 minut, więc dość często. Ale też i zainteresowanie spore.

Co znajduje się dokładnie na Wystawie? Tego nie mogę zdradzić. Zakres wystawy jest stały i opisanie, co znajdziecie za drzwiami zepsułoby doświadczenie. Powiem tylko tyle, że wyszliśmy stamtąd bogatsi o nowe wrażenia – trochę większą pewność siebie (szczególnie w przypadku Weroniki, która stwierdziła, że już nie boi się żadnych stworów czających się w ciemności), trochę o większe współczucie i zrozumienie problemów osób niewidomych i niedowidzących. Trochę też bardziej doceniamy nasz obecny stan zdrowia. Co ważne, atmosfera na Wystawie jest niesamowita – obcy ludzie współpracują ze sobą, a przewodnicy gwarantują rewelacyjną opiekę i merytoryczne wsparcie. Czy mówiłam, że przewodnicy to osoby niewidome? Na Niewidzialnej Wystawie nie ma to znaczenia, bo warunki są takie, że wszyscy widzimy to samo – a raczej nie widzimy niczego.

Taka zupełna zmiana świata to praktyczne wejście w nową rzeczywistość, którego choć raz w życiu warto doświadczyć. Tak samo, jak warto choć raz usiąść na wózku inwalidzkim i przejechać się po ulicy, chodniku, spróbować wejść/wyjść z budynku ze schodami, standardowymi futrynami czy bramkami otwierającymi się w jedną stronę. W przypadku Niewidzialnej Wystawy zapewniona jest dodatkowo możliwość bezpośredniego porozmawiania z osobą niewidomą, wypytania jej o wszystkie nurtujące nas kwestie i wątpliwości. Ja na przykład dowiedziałam się, że tak popularne obecnie ścieżki naprowadzające osoby niewidome są dobre pod warunkiem, że zna się okolicę, którą się poruszamy. I że praktyka marketów zmieniania ustawienia produktów w alejkach dla osób widzących jest tylko drobną i chwilową niedogodnością, a dla niewidomych – ogromnym utrudnieniem. Zresztą samo robienie zakupów w markecie nie jest łatwe, bo jak bez czytnika odróżnić torebkę z galaretką wiśniową od pomarańczowej, albo puszkę z groszkiem od puszki z kukurydzą?

Niewidzialną Wystawę polecam z całego serca – warto pójść, doświadczyć, porozmawiać, zmienić na godzinę perspektywę – nomen omen – patrzenia na świat i żyć dalej z nieco większą świadomością potrzeb osób niewidomych. Wystawę znajdziecie w budynku Millennium Plaza przy al. Jerozolimskiej 123, a stronę internetową Wystawy znajdziecie TUTAJ. Naprawdę warto!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *