Dzieje sięParlamentarne Pytania, Nieparlamentarne Odpowiedzi

Parlamentarne pytania, nieparlamentarne odpowiedzi

źródło: www.girlsgonestrong.com

Najważniejsza – z mojego punktu widzenia – w kampanii wyborczej jest merytoryka. Nie ośmieszanie przeciwników politycznych w reklamach, nie epatowanie męskimi narządami, meleksami, awanturami w samolotach i wielu innymi kompletnie nieznaczącymi dla normalnych ludzi przepychankami partyjnymi. Dlatego cieszy mnie każda aktywność obywatelska, która prowadzi do merytorycznej dyskusji. I wszystkie takie merytoryczne pytania, a także moje odpowiedzi będę zamieszczać tutaj, na blogu.

Wczoraj dostałam maila od studentek 3 roku pedagogiki US. Wysłały pytania dotyczące edukacji. Całość możecie przeczytać i ocenić. Zgadzacie się? Macie inne zdanie? Komentujcie, piszcie. Zmieńmy polityczną naparzankę w merytoryczną dyskusję. Pokażmy politykom, że jesteśmy mądrzejsi i nie dajemy się nabrać na polityczną papkę 😀

1. Co należy uczynić, aby zwiększyć szanse zawodowe młodych nauczycieli i zapewnić im godny byt?

W Polsce mamy do czynienia z dwoma niekorzystnymi z punktu widzenia oświaty zjawiskami:

  • przepełnieniem i wyżem demograficznym na poziomie szkół podstawowych
  • niżem demograficznym na poziomie gimnazjów i szkół średnich.

Trend ten będzie się zmieniał w kolejnych dziesięcioleciach – roczniki wyżowe za kilka lat przejdą na kolejne etapy edukacji. Ale problemy ze znalezieniem lub utrzymaniem pracy przez nauczycieli są tu i teraz. I na dzisiaj, aby zwiększyć szanse zawodowe – szczególnie młodych nauczycieli – powinni oni myśleć o większym zróżnicowaniu oferowanych szkołom umiejętności i kwalifikacji. Chodzi nie tylko o to, aby nauczyciel mógł specjalizować się w dwóch przedmiotach (miał kwalifikacje do nauczania np. historii i WOS lub biologii i chemii itp.), ale również o to, aby oferował pracodawcy rozwijanie oferty szkolnej o programy autorskie. Są w Polsce – nawet w naszym województwie (np. w Radowie Małym) – szkoły, w których nauczyciele nie prowadzą wyłącznie 1 przedmiotu, ale oferują dodatkowe programy rozwojowe (nie należy ich mylić z kółkami zainteresowań!) dla dzieci i młodzieży. Dzięki takim programom szkoły mogą zdobywać dodatkowe środki (granty, dotacje ze źródeł zewnętrznych), ale również oferować ich realizację w systemie bardziej komercyjnym (np. oferty Zielonej szkoły itp.). Dzięki temu nauczyciel ma lepszą pracę, więcej zajęć i tym samym szanse na większe wynagrodzenie, a szkoła ma ciekawszą, atrakcyjniejszą ofertę.
Druga część pytania o „godny byt” jest zbyt ogólna, aby można było na nią odpowiedzieć – dla jednego człowieka godny byt oznaczać będzie minimalną pensję bez korzystania z zasiłków, dla innego średnia krajowa będzie niewystarczająca. Każdy z nas ma swoje zobowiązania finansowe i trudno jest znaleźć jednoznaczną odpowiedź na hasło „godny byt”. Sądzę jednak, że powyższe pomysły sprawiłyby, że stopa życiowa na pewno uległaby poprawie.

2. W jaki sposób Polska i Unia Europejska mogą wyrównywać szanse edukacyjne osób z różnych środowisk?

Wyrównywanie szans edukacyjnych należy rozpoczynać już od najwcześniejszych lat. W Polsce problem pojawia się już na etapie edukacji przedszkolnej. Zgodnie z  założeniami Rady Europy „Państwa członkowskie powinny usunąć czynniki zniechęcające kobiety do uczestniczenia w rynku pracy i dążyć, uwzględniając popyt na usługi opiekuńcze dla dzieci i zgodnie z krajowymi wzorcami zapewniania opieki dla dzieci, do zapewnienia do roku 2010 opieki przynajmniej 90 procentom dzieci w przedziale od trzech lat do wieku objęcia powszechnym obowiązkiem nauczania oraz przynajmniej 33 procentom dzieci poniżej trzeciego roku życia”.

Tymczasem w Polsce wg danych GUS w 2012 r. zaledwie 71,6% dzieci w wieku 3-6 lat było objętych opieką przedszkolną. Na obszarach wiejskich sytuacja wygląda jeszcze gorzej, bo tam zaledwie 54,3% ma możliwość uczęszczania do przedszkoli. I tak rodzi się problem. Pogłębia się on jeszcze bardziej wraz z wiekiem dzieci i koniecznością uczęszczania do szkół na kolejnym etapie edukacji. Dzieci z obszarów wiejskich wielokrotnie zmuszane są do dojeżdżania do szkół w innych – większych miejscowościach, co przekłada się również na dostępność do zajęć dodatkowych, programów rozwojowych oraz infrastruktury szkolnej. W wyniku tych trudności problem rozwarstwienia edukacyjnego cały czas się pogłębia.

Organy unijne słusznie robią, że zmuszają państwa członkowskie do walki o lepszą edukację. Stąd wymogi stawiane przez Radę Europy w zakresie opieki przedszkolnej, które Polska powinna spełnić. Z pewnością, gdyby nie było takiego wymogu formalno – prawnego, państwa członkowskie dobrowolnie nie nałożyłyby na siebie takich wymagań. UE powinna zatem weryfikować i monitorować sytuację pod względem dostępu do edukacji w Polsce. Monitoring ten powinien skupić się teraz właśnie na obszarach wiejskich, bo tam dostrzegam największy problem. Sama Polska zaś, a właściwie rządzący – zarówno na szczeblu rządowym, jak i samorządowym – powinni przestać postrzegać edukację jako koszt, a zacząć ją traktować jako inwestycję. Zwiększenie środków finansowych, zaprzestanie likwidowania szkół, sztucznego zagęszczania klas, rozsądne gospodarowanie dostępnymi środkami (szkoły, a nie igrzyska!!!) to warunki bezwzględne, aby sytuacja w oświacie uległa poprawie.

3. Czy według Pani system boloński wymaga modyfikacji?

System boloński ma swoje wady i zalety. Jego niewątpliwą przewagą jest jego powszechność, co ułatwia studiowanie nie tylko w 1 kraju, ale w kilkudziesięciu różnych krajach. Z mojego punktu widzenia, przy dzisiejszej ofercie studiów komercyjnych i obniżającym się poziomie edukacji wyższej, podział studiów na 2 etapy nie jest najważniejszym problemem. Najtrudniejszą i najbardziej palącą dla studentów kwestią jest brak korelacji pomiędzy programami studiów, a oczekiwaniami i wymaganiami rynku pracy. Na studiach wciąż jest zbyt dużo suchej, niepotrzebnej często teorii (bo taki program oferują wykładowcy), a za mało jest wiedzy praktycznej, zajęć prowadzonych przez praktyków, przedmiotów rozwijających kompetencje kluczowe. Brakuje nacisku na pozyskiwanie kwalifikacji w zawodach, które są deficytowe na rynku pracy. I w tym aspekcie należy reformować szkolnictwo wyższe, a nie w aspekcie odchodzenia albo promowania systemu bolońskiego.

4. Jakie jest Pani stanowisko w sprawie obecnej dyskusji nad „kwestią gender” w polskich szkołach?

W mojej opinii „kwestia gender” nie istnieje w szkołach, tylko została sztucznie rozdmuchana na poziomie przedszkoli. Należy bardzo spokojnie podchodzić do tego tematu i rozróżnić próby edukowania seksualnego dzieci od kwestii nauczania tak fundamentalnych zasad, jak równość szans kobiet i mężczyzn. Co do tej ostatniej kwestii, chyba nikt nie ma wątpliwości, że poszanowanie praw człowieka, zapewnienie takich samych możliwości rozwoju, pracy i płacy czy niedyskryminowanie ze względu na płeć to zasady, które powinny nam przyświecać niezależnie od naszych wierzeń i przekonań religijno – społecznych. Dla mnie tym właśnie jest zasada gender. Od 10 lat pracuję przy funduszach unijnych (a to właśnie od jednego z takich projektów zaczęła się „kwestia gender” w edukacji). Należy pamiętać, iż zgodnie z wymaganiami unijnymi projekty, które muszą być zgodne z zasadą gender, dotyczą właśnie takich kwestii: postrzegania problemów społeczno – gospodarczo – edukacyjnych z uwzględnieniem płci, zapewniania równych szans rozwoju zarówno kobietom i mężczyznom. Tylko tyle i aż tyle. I chciałabym, żeby właśnie tego uczyły się dzieci w szkołach i przedszkolach. Wszelkie inne kwestie w temacie „gender” uważam za sztucznie tworzony problem, który fascynuje pewną grupę społeczną, ale wprowadza wiele złego do oświaty.

5. Jakie jest Pani stanowisko w sprawie standaryzacji oceniania postępów w nauce?

Standaryzacja oceniania postępów w nauce zabija indywidualność (zarówno ze strony inicjatywy uczniów, jak i podejścia nauczyciela do uczniów). Wyliczanie Edukacyjnej Wartości Dodanej nie wnosi nic szczególnego do codzienności funkcjonowania szkół, nie wpływa na rozwiązywanie ich bieżących problemów, zatem tak silne dążenie do ujednolicenia oceny jest niepotrzebne. Należy też podkreślić, że wielokrotnie słyszeliśmy już o dostosowywaniu poziomu egzaminów do możliwości uczniów. Dołączenie do tego powszechnej testo- i egzaminomanii, uczenia się „pod klucz” oceniam jako bardzo negatywne zjawisko. Uważam, że każdy uczeń powinien być wspierany w talentach i dziedzinach, w których jest naprawdę dobry. Takie podejście pobudzi kreatywność uczniów, wzmocni ich pewność siebie, nauczy podejścia proinnowacyjnego. Dzisiaj – wychowujemy średniaków, którzy według jednego „sznytu” muszą umieć wszystko tak samo według jednego poziomu. Wybitnych uczniów tłamsimy, słabych uczniów nie wzmacniamy. Jest takie powiedzenie – jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Uczeń, którego wtłacza się w standardowe schematy, nie będzie uczniem kreatywnym, chętnym do nauki i własnego rozwoju.

6. Jak można zwiększyć nakłady finansowe na edukację?

Aby zwiększyć nakłady finansowe na edukację, należy przede wszystkim przestać traktować ją jako koszt, a zacząć traktować jako inwestycję. Taka zmiana świadomościowa musi zaistnieć na poziomie samorządu i rządu. Niż demograficzny nie może być okazją do cięcia kosztów – powinien być okazją do zmniejszenia liczebności klas, zaoferowania bardziej rozbudowanego programu – jednym słowem: podniesienia jakości i rozbudowania oferty nauczania. Władze zaś powinny zacząć weryfikować wydatki, czy publiczne pieniądze idą na „igrzyska” (zbędne inwestycje, rozbuchane imprezy itp.) czy na „chleb” (wszystkie wydatki niezbędne dla mieszkańców – w tym edukacja, służba zdrowia, bezpieczeństwo, tworzenie miejsc pracy itp.). Mądrzy rządzący trzy razy obejrzą każdą publiczną złotówkę i zastanowią się, czy lepiej zorganizować godzinny koncert plenerowy, czy za te same środki zbudować salę gimnastyczną dla uczniów albo wyremontować dach przedszkola. Głupi rządzący będą cieszyć się, przecinając wstęgi i pozdrawiając mieszkańców ze sceny, a szkoły pozostawią przepełnione, problem braku miejsc dla dzieci w przedszkolach rozwiążą upychając dzieci w szkołach, zaś programy rozwojowe lub profilaktyczne będą bezlitośnie przez nich likwidowane. Pieniądze w publicznym budżecie są. Również na edukację. Tylko trzeba je mądrze wydatkować, a nie tracić na zbytki.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *