Dzieje się

PiS czyli Pamięć (wybiórcza) i Strategia (wyborcza)

foto: rmf24.pl
foto: rmf24.pl

Staram się ostatnio pozostawać bardzo spokojna i wyrozumiała. Jest lato, ciepło, sezon ogórkowy i na dodatek kampania wyborcza. Wszystko rozumiem. Ale dzisiaj ze zdumieniem przeczytałam tekst w Gazecie Wyborczej, jakoby politycy szczecińskiego Prawa i Sprawiedliwości zawsze troszczyli się o pracowników miejskiej samorządówki. No i witki mi opadły…

Ja rozumiem, że pamięć ludzka bywa wybiórcza. Przyjmuję do wiadomości, że przed wyborami przyjmuje się różne strategie wyborcze, wmawiając ludziom – śladem niedoścignionego Prezesa – że białe nie jest białe i takie tam… Ale żeby naprawdę sądzić, że szczecinianie nabiorą się na tanie chwyty i populistyczne hasełka na 2 miesiące przed wyborami, podczas gdy przez lata robiło się wiele, żeby zlekceważyć pracę mieszkańców i zasłużyć na poklepanie po plecach przez uwielbianego prezydenta? Serio?

Radni PiS zorganizowali dzisiaj konferencję prasową, na której radośnie obwieścili, że jak wygrają wybory, a ich kandydat zostanie prezydentem, to pracownicy magistratu, oświaty publicznej, ZUKu, MOPRu i kilku innych instytucji dostaną podwyżki. 650 zł brutto jednorazowej „rekompensaty” przegłosowanej w lipcu br. to początek, teraz trzeba zwiększyć wynagrodzenia. Przekonują przy tym, że to nie jest żadna kiełbasa wyborcza, bo mówią o tym teraz, a nie 2 tygodnie przed wyborami. Poza tym, dopiero teraz dogadali się ze związkami zawodowymi. Prawie bym uwierzyła w tę dobrą wolę i troskę o pracowników, gdyby nie…

No właśnie, gdyby nie moje własne doświadczenia i historia, którą przerabialiśmy w 2012 r. Wtedy to prezydent Krzystek, wraz ze swoim zastępcą Krzysztofem Soską zaplanowali likwidację przedszkoli, powołanie 4 przedszkoli matek i kilkudziesięciu filii. Zaplanowano wtedy szerokie zwolnienia kadry obsługującej przedszkola – aż o 40 etatów. I wtedy radni PiS nie sprzeciwiali się tym pomysłom. Na szczęście plan nie wszedł w życie, ale w czerwcu gruchnęła kolejna wiadomość, że będą zwolnienia w całej kadrze niepedagogicznej, włącznie z osobami, które zajmują się bezpośrednio dziećmi. Pamiętam do dziś lipcowe posiedzenie Komisji Budżetowej Rady Miasta, kiedy jako Stowarzyszenie Rodzice dla Szczecina wraz z przedstawicielami związków zawodowych tłumaczyliśmy radnym, jaka jest prawdziwa skala owych „redukcji”, jak bardzo negatywnie wpłynie to na poziom bezpieczeństwa i jakości opieki w przedszkolach. Co wtedy pisał radny Marek Duklanowski na swoim blogu?

Wczoraj na briefingu zastępca prezydenta Krzysztof Soska pokazał dane. Okazuje się, że w przedszkolach ubędzie łącznie 18 etatów. Zamiast 1120 będzie 1102. Spadek o 1,61 procenta. Niewiele. Dodatkowo, niewiele zważywszy jednocześnie na burzę, jaką usiłowano rozpętać. Warto przy tym wspomnieć o równoległym spadku ilości dzieci w przedszkolach. Oto wskutek zmniejszenia liczebności w grupach w systemie przedszkolnym ubędzie nam ponad trzy i pół setki dzieci. Z ilości 7558 dzieci zostanie 7204. Spadek o 4,68%.

Co z tego? Ano to, że okazuje się, że etatów w przedszkolach ubywa mniej niż dzieci. Grupka protestujących uznała, całkiem zresztą słusznie, że jeśli maleje ilość osób zajmujących się dziećmi, to może dziać się gorzej. Bo gdyby faktycznie, przykładowo, w grupie dajmy na to setki dzieci zamiast 10 etatów, miało zostać 8, to znaczyłoby, że będzie trudniej ogarnąć całą grupę dzieciaczków. Niestety nie wzięli pod uwagę spadku ilości dzieci. Jak to się mówi, gdzieś dzwoni, ale gdzie? Częściowo bowiem rację mieli. Okazuje się, że gdybyśmy policzyli ilość dzieci na jeden etat przedszkolny – w zakończonym obecnie roku przedszkolnym i w tym, który zacznie się niebawem, to widzimy zależność zupełnie odwrotną niż tę, o której mówiono. Ilość etatów na dziecko, czy też na setkę dzieci rośnie! Albo odwrotnie rzecz ujmując – spada ilość dzieci na jednego opiekuna. Konkret? Proszę bardzo! Do tej pory mieliśmy 6,75 dziecka na jednego opiekuna, a będziemy mieć 6,54. Kosmetyczna zmiana? Zapewne. Ważny jednak kierunek – idzie ku lepszemu!

Raz jeszcze to podkreślmy. Idzie ku lepszemu!

Nieważne, że liczby etatów w przedszkolach nie przelicza się na liczbę dzieci, ale na liczbę oddziałów – czyli grup. Dodatkowo, w tamtym okresie zmniejszono liczbę dzieci w grupach, co spowodowało zafałszowanie danych o proporcjach liczby pracowników do liczby dzieci. Radny Duklanowski kolejnego dnia brnął dalej:

Ale dowiaduję się ciekawych rzeczy. Oto gośćmi są ludzie występujący na wspólnych konferencjach ze szczecińską kieszonkową opozycją, czyli radną niezrzeszoną, która znana jest z tego, że jej dziesięcioletni udział w polityce wiąże się z beznamiętnym krytykowaniem i potępianiem w czambuł. Takie jej zaplecze, „bajpasiki” jak sama ich określa. I oto zaperzony pan zaczyna jakimś takim podniesionym gniewnym głosem zarzucać kłamstwo Sosce, że się nie zna, nie wie, o czym mówi i że przede wszystkim nie ma racji. I nie słucha żadnych argumentów, bo przecież sam wie. Lepiej wie, a jakże. Zawsze mi się wydawało (chyba faktycznie – wydawało), że to urząd powinien mieć kompletne dane, że to urząd dysponuje informacjami wydaje dyspozycje, zarządza. A tu nie, przygodny człowiek mówi, że on wie. Wie lepiej naturalnie. Nic, pusty śmiech. I oto właśnie likwidacja etatów to kilkadziesiąt osób zatrudnionych mniej, zgliszcza, pomór, koniec.

Prezydent wstaje, wychodzi, minęły prawie dwie godziny, a spieszy się na umówione spotkanie. Dwadzieścia minut nie mogę doczekać się dopuszczenia do głosu, bo pulchny człowieczek nadaje. Trajkocze i trajkocze, zarzuca kłamstwa, odsądza od czci i wiary.

W końcu stojącemu już Sosce zadaję pytanie: to gdzie są te zwolnienia. W administracji – odpowiada. I wychodzi.

Nie będę komentować stylu wypowiedzi i poziomu kultury pana radnego, bo koń jaki jest – każdy widzi. Ale najistotniejsze jest to, że zwolnienia zaplanowano i to w znacznym zakresie, czego Marek Duklanowski – wbrew oczywistym faktom i obiektywnym danych – nie potrafił zrozumieć i przyjąć do wiadomości. Zamiast choć przez chwilę zastanowić się, napisał jeszcze w tym samym wpisie:

Po spotkaniu rozmawialiśmy w kilka osób z przedstawicielami związków i Panem Kuratorem Kopciem, że był moment, kiedy Prezydent widząc, że i tak oszczędności trzeba będzie szukać, zaproponował pewne rozwiązanie polegające na redukcji etatów niepedagogicznych już pół roku wcześniej. Chodziło wtedy o redukcje etatów zupełnie niezwiązanych z dziećmi. Nikt nie mówił wtedy o woźnych oddziałowych, nikt nie mówił o pomocach nauczycieli. Oszczędności nie miały w ogóle dotknąć, nic a nic, ba! nawet otrzeć się o jakąkolwiek tematykę edukacyjna, opiekuńczą, wychowawczą… Restrukturyzacja w dziedzinie back-office’u. Połączenie księgowości, intendentów. Realne oszczędności. Bezbolesne dla rodziców i dzieci. Wtedy najgłośniej zaprotestowała Platforma Obywatelska. Wtedy najgłośniej zaprotestowali ludzie, którzy stanowią dzisiaj zaplecze radnej Jacyny-Witt. Tak sobie myślę, że dziś pęd do redukcji coraz wyższych wydatków wszedł w ten rejon, który jest dużo bardziej wrażliwy w funkcjonowaniu przedszkoli i opieki nad dziećmi, niż byłoby to, gdyby ostrze cięć sięgnęło tam, gdzie miało sięgnąć. Wtedy jednak głośne protesty spowodowały cofnięcie zamysłu. Dzisiaj zamysł wrócił. Bo musiał wrócić. Czy mam rację? Nie wiem. Boję się jednak pomyśleć, co byłoby, gdyby tak rzeczywiście było. Czy wtedy ci, którzy nie chcieli centralizacji pewnych rozwiązań, wewnętrznego outsource’owania back-office’u. wezmą odpowiedzialność na siebie?

Zaraz, zaraz. 2 lata temu tak ochoczo chciał zwalniać miejskich pracowników. Tak bardzo troszczył się o budżet miasta, tak lekceważył rolę i znaczenie kadry samorządowej, uważając, że zwolnienia nie będą miały znaczenia dla oświaty i opieki. A dziś? A dziś mówi o proponowanych przez swoją partię podwyżkach wynagrodzeń:

Przy dwumiliardowym budżecie Szczecina to nie jest dużo. To kwestia priorytetów w zarządzaniu miastem. Jeśli można dorzucić siedem milionów na centrum żeglarskie, to tym bardziej trzeba znaleźć pieniądze na godziwe wynagrodzenia pięciu tysięcy ludzi. Mniej więcej tyle pracuje w miejskich jednostkach.

Cóż, kiedyś zwolnienia nie były problemem, bo pracownicy oświaty oznaczali wydatki. Dzisiaj portfele tych samych pracowników znajdują się na sztandarach państwa radnych. Wzruszający jest ta troska radnych PiSu z radnym Duklanowskim na czele o los pracowników samorządówki. Naprawdę. Szkoda tylko, że objawia się ona wyłącznie przed wyborami…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *