Pomniki, kłótnie i inne szaleństwa

foto: www.szczecin.blogx.pl
foto: www.szczecin.blogx.pl

Rada Miasta nie przestaje mnie zadziwiać. Co jakiś czas wypuści jakiegoś brzydkiego bąka, a potem uśmiecha się fałszywie i wmawia nam, jak to o nas dba. Często gęsto do brzydkiego bąka dorzuci jeszcze gniota prawnego i wtedy jest już całkiem zabawnie. Tak było i tym razem, w przypadku uchwały o postawieniu w Szczecinie pomnika prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Myślałam, że to będzie taka burza w szklance wody, ale ponieważ sprawa nabiera rumieńców, postanowiłam i ja pochylić się nad tematem.

sedina

Po głębokim zastanowieniu się i przemyśleniu sprawy pomnika L. Kaczyńskiego muszę powiedzieć, że ja generalnie jestem za. ALE tylko i wyłącznie pod warunkiem, że wszystkich pomysłodawców przeróżnych pomników traktować będziemy równo. Nie trzeba daleko sięgać pamięcią, aby przypomnieć sobie dwie podobne sprawy: przywrócenie pomnika Sediny i postawienie tablicy poświęconej patronowi ateistów – Kazimierzowi Łyszczyńskiemu.

Walka o Sedinę trwała dość długo. Co ciekawe, znalazłam w Internecie na stronie internetowej obecnej radnej PO Joanny Brodki bardzo interesującą deklarację Urzędu Miasta:

Odpowiedź na interpelację dot. pomnika Sediny

W odpowiedzi na pismo Biura Prezydenta Miasta z dnia 17 grudnia 2010 r. (znak:BPM/l/IŁ/0057/186/10) w sprawie interpelacji złożonej 14 grudnia 2010 r. przez Radnych Rady Miasta Szczecin: pp. Joannę. Bródkę, Arkadiusza Marchewkę i Marcina Palucha, dotyczącej odbudowy pomnika Sediny, uprzejmie informuję, że środki pozyskane przez Gminę Miasto Szczecin w ramach poddziałania 6.2.2. Zachowanie dziedzictwa kulturowego na obszarze metropolitalnym Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Zachodniopomorskiego na lata 2007 – 2013 przeznaczone zostały na odtworzenie historycznej kompozycji Placu Tobruckiego, należącego do jednych z najładniejszych wnętrz urbanistycznych Szczecina, a odtworzenie kompozycji rzeźbiarskiej Sediny jest jednym z elementów kompozycyjnych zagospodarowania placu i częścią planowanej inwestycji.

„Odtworzenie kompozycji rzeźbiarskiej Sediny” oczywiście nigdy nie doszło do skutku, bowiem Rada Miasta postanowiła zablokować tę inicjatywę i zdjąć z budżetu środki na odbudowę rzeźby. Wróbelki ćwierkają na mieście, że wszystko działo się za cichym przyzwoleniem prezydenta Piotra Krzystka,. Plac Tobrucki został więc odnowiony, zaś w miejscu Sediny nie ma już nawet kotwicy, o działającej fontannie nie wspominając. Pozostał pusty cokół, bo biedna Sedina boginią germańską była i tym właśnie naraziła się prawicowej części Rady Miasta. I nieważne były tysiące podpisów pod petycją o jej odbudowanie, nie istotne były liczne apele, zbiórki pieniędzy, potrzeba wyrażana przez mieszkańców. Nie i koniec. Nie będzie germańska bogini panoszyć się w naszym od dawien dawna polskim Szczecinie!

Jeszcze ciekawiej wyglądała sprawa tablicy upamiętniającej Kazimierza Łyszczyńskiego. W 2013 r. działacze Ogólnopolskiego Ruchu Ateistyczno – Lewicowego ORAL wystąpili z inicjatywą upamiętnienia swojego patrona w Szczecinie. Wszak Kazimierz Łyszczyński był ciekawą postacią historyczną, dla ateistów wręcz kultową. Zaproponowali więc pomnik, albo chociaż tablicę. I kilka lokalizacji, z których żadna ani urzędnikom, ani rajcom miejskim nie pasowała. Aleja Jana Pawła II – toż to się nie godzi (ateista i papież razem?! Toż to świętokradztwo!). Plac, na którym umieszczony jest pomnik Adama Mickiewicza (znanego ateisty) – również nie. Plac Grunwaldzki, plac Lotników, a może Aleja Kwiatowa? Na tę ostatnią magistrat przystał… o ile Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego się zgodzi. ZDiTM od 2013 r. nie może się zdecydować: zgodzić się, czy może wnieść sprzeciw. Co ciekawe, radni i w tej sprawie niechętni byli idei upamiętnienia Łyszczyńskiego. Ale nie mieli okazji ukręcić łba sprawie, bo postawienie tablicy na szczęście nie wymaga uchwały Rady Miasta. Jakież to szczęście, że zamiast zakazujących radnych mamy na straży dzielnych urzędników ZDiTM, którzy skutecznie topią całą sprawę w urzędniczej machinie!

Dopłynęliśmy wreszcie do teraźniejszości i wylądowaliśmy na mikroskopijnym skwerze im. Lecha Kaczyńskiego, tuż przy miejskim szalecie. To tu stanąć ma pomnik byłego prezydenta Polski. Pomiędzy dwiema ruchliwymi ulicami, zamiast palmy, która jeszcze niedawno miała być atrakcją tego miejsca. Nie będę pastwiła się nad pomysłem tej właśnie lokalizacji. Zwrócę za to uwagę na sposób procedowania całej sprawy. Radni Prawa i Sprawiedliwości na kilka dni przed sesją RM dokonali tak zwanej „wrzuty”, czym zaskoczyli niemal wszystkich, z radnymi innych partii włącznie. Przez kilka dni trwała burza medialna wokół całej sprawy, po czym nadszedł dzień głosowania. I co? Radni PiS zamknęli usta wszystkim oponentom, nie dopuszczając nawet do jakiejkolwiek dyskusji. Do przedstawienia argumentów za i przeciw. A ja, jako mieszkanka Szczecina, te argumenty „za” bardzo chciałabym usłyszeć. Bo mówienie o tym, że dzięki Lechowi Kaczyńskiemu mamy w Świnoujściu gazoport – jest nieporozumieniem. Po pierwsze dlatego, że gazoport jest właśnie w Świnoujściu, a nie Szczecinie, zatem pomnik należałoby stawiać tam, a nie tu. A po drugie dlatego, że doskonale pamiętam, jak wykuwała się idea samego gazoportu i jego lokalizacji, bo miałam okazję pracować wtedy przy części tej inwestycji. I jeśli komuś pomniki stawiać za to należy, to Rafałowi Wiecheckiemu z Ligii Polski Rodzin, który jako ówczesny Minister Gospodarki Morskiej zrobił wszystko, żeby to w naszym województwie ulokować tę inwestycję.

W całej sprawie wokół pomnika prezydenta Kaczyńskiego dzieją się rzeczy coraz dziwniejsze. Oto bowiem w sieci zaczyna krążyć wzór pisma do wojewody, podający merytoryczne argumenty, że owa uchwała – bez dyskusji przyjęta – jest niezgodna z prawem. Zaś przewodniczący Rady Miasta, który ma obowiązek reprezentować wszystkich mieszkańców miasta, przeciwników idei budowy pomnika nazywa szaleńcami. Pojawiają się liczne apele, w tym listy otwarte, nawołujące do zwołania referendum, czemu ochoczo przyklaskują niektórzy radni. Co ciekawe, referendum dotyczyć ma nie tylko budowy pomnika, ale również… budowy stadionu! Cyrk na kółkach…

Można by uznać, że cała sprawa pomnika prezydenta Lecha Kaczyńskiego to taki właśnie brzydki bąk Rady Miasta. Że to temat zastępczy, podobnie jak zmiana nazw ulic, zamawianie portretów byłych prezydentów miasta czy przyznawanie tytułów honorowych szczecinian. Wszystko, żeby tylko nie dyskutować o sytuacji społeczno – gospodarczej miasta, o bezrobociu, o niewielkiej w sumie liczbie inwestorów, którzy tworzyliby nowe miejsca pracy. O biedzie i wykluczeniu mieszkańców wielu dzielnic Szczecina. O trudnej sytuacji w oświacie, służbie zdrowia, transporcie. O przeciągających się inwestycjach miejskich i przepuszczaniu grubych milionów naszych złotówek przez palce. Bo to za trudne tematy. Trzeba by zebrać dane, zaproponować jakieś rozwiązania. Lepiej znaleźć temat zastępczy, ale nośny medialnie. Bo za pasem wybory. A wybory wygrywa się emocjami, a nie merytoryczną pracą…

Fot. Artur Getler, http://supernowosci24.pl/ktos-zdewastowal-pomnik-lecha-kaczynskiego/
Fot. Artur Getler, http://supernowosci24.pl/ktos-zdewastowal-pomnik-lecha-kaczynskiego/

Na koniec jeszcze jeden cytat od radnego PiS Marka Duklanowskiego. Na swoim blogu w 2012 r. odnosząc się do Sediny napisał tak:

Niech zwyciężają merytoryczne przesłanki, nie krzyk i obrażanie. Niech nad świadomą manipulacją zwycięża zawsze dobro wspólne naszej lokalnej szczecińskiej społeczności. Niech zwycięża Szczecin!

Piękne słowa, prawda? Tylko dlaczego trzy lata później już tak bardzo zapomniane przez pana radnego i jego kolegów? Bo chyba nie chodzi o to, aby pomnik postawić i potem patrzeć, jak jest niszczony w geście sprzeciwu? Tak jak działo się to w Dębicy...

Nie. Chodzi o wybory. I o markowanie pracy radnych. Tylko tyle i aż tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *