Dzieje się

Pracownik czy przedsiębiorca?

Rząd postawił sobie za zadanie wprowadzenie zmian w życiu osób pracujących w naszym kraju. Nad zmianami w Kodeksie Pracy pilnie pracuje Komisja Kodyfikacyjna Prawa Pracy i co jakiś czas zaskakuje nas nowymi pomysłami. A to chce skracać wymiar urlopu pracowniczego, a to majstruje przy urlopach na żądanie i aktywności w czasie urlopu, a to z kolei planuje zmiany w rodzajach umów. I tym ostatnim tematem mocno się zaniepokoiłam, bowiem dotyczy on całej rzeszy Polaków, w tym – mnie osobiście.

Dzisiaj możemy pracować na umowę o pracę (etatową), umowę cywilno – prawną (zlecenie lub o dzieło), a także prowadzić własną działalność gospodarczą. O szczególnych rodzajach zatrudnienia, takich jak kontrakty menadżerskie czy inne formy umów nie będę pisać, bo niepokojące zmiany dotyczą zasadniczo tych przywołanych wcześniej. Według planowanych zmian umowy cywilno – prawne zostaną zlikwidowane, zaś praca dzielić się będzie na etatową i nieetatową. Nieetatowa to dzisiejsza umowa zlecenie. Pojawiła się również propozycja, aby osoby, które dotychczas pracowały na podstawie umów cywilno – prawnych, jeśli nie przejdą na etat, zakładały działalność gospodarczą. Zatrudnienie nieetatowe bowiem ma dotyczyć wyłącznie osób, które pracują do 16 godzin w tygodniu.

Równolegle toczą się prace nad zmianami w obrębie przepisów dotyczących przedsiębiorców. Pojawi się możliwość prowadzenia tzw. działalności nierejestrowanej. W skrócie: jeśli nasz dochód nie przekroczy 1050 zł miesięcznie (połowa minimalnego wynagrodzenia), nie musimy rejestrować działalności. Jeśli dochód będzie wyższy, działalność już zakładamy.

Dlaczego takie rozwiązanie może okazać się problematyczne? Bowiem w Polsce funkcjonuje całkiem spora rzesza osób pracujących na umowach cywilno – prawnych, którzy nie są w stanie określić z góry, ile godzin przepracują i ile dochodu osiągną w danym miesiącu. Są to artyści, dziennikarze, nauczyciele i korepetytorzy, osoby świadczące domowe usługi pielęgnacji (manicure, fryzjer domowy), budowlańcy, opiekunowie, nianie, a także wiele innych profesji. Mnie osobiście taka zmiana może dotyczyć, bowiem od lat oceniam wnioski o dofinansowanie w różnych programach i funduszach. I w praktyce sprawa robi się mocno skomplikowana.

Przez lata wnioski oceniałam w oparciu o umowy zlecenie/o dzieło. Nigdy nie wiem, ile wniosków w danym roku dostanę do oceny. Wiele zależy od liczby składanych aplikacji, moich możliwości przerobowych (nie muszę się przecież zgłaszać do każdej Komisji Oceny), dostępności innych ekspertów czy oceniających, chęci danej instytucji do zatrudnienia mnie w roli oceniającego, wreszcie proponowanej kwoty wynagrodzenia i czasu jego wypłacania. W różnych latach różnie się to układało. Były okresy, kiedy nad wnioskami siedziałam nocami i weekendami, a zleceń było sporo. Były też lata, kiedy nabory nie odbywały się (na przykład w zeszłym roku nie mieliśmy naboru do Funduszu Inicjatyw Obywatelskich) albo liczba wniosków dramatycznie spadała (widać różnicę pomiędzy poprzednim okresem programowania, gdy w Programie Operacyjnym Kapitał Ludzki aplikacji było całe mnóstwo, a tą unijną „7-latką”, gdy trudniejsze i ambitniejsze warunki realizacji projektów zniechęcają wnioskodawców). Czasem zgłaszałam się do danej Komisji, ale wniosków była ograniczona liczba, ekspertów sporo i w losowaniu nie byłam wybierana do oceny. Za każdym razem więc jest to ruletka.

Podobnie jest np. z korepetytorami – czasem mają zleceń na pęczki (bo zbliżają się egzaminy lub koniec semestru czy roku i oceny trzeba „wyciągać”), a czasem jest posucha. Dziennikarz może cieszyć się dużym zapotrzebowaniem na swoje materiały, a potem redakcje mogą mieć inne, ciekawsze oferty czy ciąć koszty i nie kupować danego dzieła. Pan hydraulik, murator czy elektryk w niektórych okresach biega z budowy na budowę, nie nadążając ze zleceniami, a w niektórych – nie pracuje wcale. Pracownicy sezonowi (na przykład w gastronomii) potrafią zarobić w sezonie spore pieniądze, korzystając z nich przez okres jesienno – zimowy. Ot, takie „uroki” życia freelancerów.

Jak zatem zmiany w przepisach mogą wpłynąć na pracowniczą aktywność? Zleceniodawcy będą musieli zatrudnić takie osoby na etacie – a to rodzi koszty stałe pracy. Dostaniemy więc mniej pieniędzy „do ręki”. Nie każdy też może być zatrudniony na kilku etatach równocześnie, a nawet jeśli mu się to uda – to dlaczego z każdego miałby odprowadzać kolejną składkę ubezpieczeniową? Możemy rejestrować działalność gospodarczą – ale ta wiąże się również z opłacaniem składki ZUS, ewentualnymi kosztami prowadzenia księgowości i obowiązkami sprawozdawczymi do rozmaitych urzędów. Możemy wreszcie uznać, że korzystamy z dobrodziejstw działalności nierejestrowanej. Ale w moim przypadku jest to trudne, bowiem mimo wykonywania oceny na przełomie kilku miesięcy wynagrodzenie zwykle dostaję hurtem, kiedy dany zleceniodawca zakończy cały proces oceny i zbiorczo wypłaca należność. A wtedy mogę się pożegnać z warunkiem nieprzekraczania 1050 zł dochodu miesięcznie. Innymi słowy, za pracę wykonywaną dorywczo w okresie styczeń – marzec wynagrodzenie dostanę w lipcu (zdarzało się!) i przekroczę limit miesięczny.

Czy specjaliści pracujący nad zmianami w KP przewidzieli takie problemy? Pewnie nie. Zakładam, że chcą dobrze, żeby ograniczyć nadużywanie umów cywilno-prawnych czy zmuszania pracowników do zakładania działalności, choć ci powinni być pracownikami etatowymi. Tak, to jest ogromny problem na naszym rynku pracy. Ale przy okazji tych dobrych chęci możemy uzyskać efekt przeciwstawny – część „freelancerów” przejdzie do szarej strefy. Oficjalnie zarabiać będą mniej niż połowę minimalnego wynagrodzenia, reszta pójdzie „pod stołem” i bez podatku. Część – tak jak ja – zapewne zaprzestanie wykonywania dodatkowej pracy. Przez to zmniejszą się również dochody państwa z tytułu odprowadzanych do tej pory podatków. Czy uda się to zrekompensować większą liczbą pracowników etatowych? Wątpię.

2 thoughts on “Pracownik czy przedsiębiorca?

  1. Działalność nierejestrowana – jak będzie wyglądać płacenie podatku z takiej działalności ?

    1. Tego zapewne Komisja Kodyfikacyjna nie ustaliła. Z ostatniego wywiadu z wiceprzewodniczącą KK wynika, że oni w ogóle wielu rzeczy nie ustalili, robili „projekt projektu” i liczyli, że Komisja Wspólna wyprostuje wszelkie błędy i wypaczenia.

      ” „Prof. Monika Gładoch, wiceprzewodnicząca Komisji Kodyfikacyjnej: To jest rewolucja robiona przez grupę partyzantów nieuzbrojonych w żadną amunicję. Czas jest bardzo krótki. Nie mamy narzędzi eksperckich oraz żadnych badań rynku pracy, które by odpowiadały, ile wprowadzenie tych zmian będzie kosztowało.

      Przepraszam, czy ja dobrze rozumiem: Komisja Kodyfikacyjna nie dysponuje wyliczeniami kosztów, jakimiś ocenami skutków regulacji?

      Zgadza się. Nie dysponujemy żadnymi wyliczeniami.

      Jak można debatować nad kształtem ustawy, która ma ogromny wpływ na kształt gospodarki całego kraju, nie wiedząc, jakie skutki finansowe przyniosą rozwiązania?

      Po pierwsze – Komisji wyznaczono bardzo krótki czas na przygotowanie projektów dwóch ustaw. Do tego nie wyposażono jej w żadne fundusze, które by można przeznaczyć na analizy finansowe. Co więcej, odnoszę wrażenie, że Komisja wychodzi z założenia, że nawet jeśli projekt będzie wadliwy, to nic złego się nie stanie, bo błędy poprawią inni, na przykład Rada Dialogu Społecznego (RDS). Coraz częściej słyszę głosy, że nawet jeśli na tym etapie są niedociągnięcia, to partnerzy społeczni będą dokonywać korekt – jak gdyby wypowiadający te słowa zapomnieli, że projekt ma swoją doniosłość – i będzie oceniamy jako projekt, a nie jako zarys zmian!

      Powtórzę: to nie jest żaden zarys, lecz gotowy projekt. Zgodnie z rozporządzeniem do zadań Komisji należy opracowanie projektu ustawy – Kodeks pracy wraz z uzasadnieniem i projektu ustawy – Kodeks zbiorowego prawa pracy wraz z uzasadnieniem. Nie wolno się wycofywać z tego, co zostało zapisane i to jest kwestia odpowiedzialności.

      Odnoszę wrażenie, że nie jest pani dumna z tego, co się w tym dokumencie znalazło.

      Nie jestem dumna i nie będę popierać tego projektu. Niepokoi mnie przebieg prac Komisji i dokonywanie zmian w ostatniej chwili. Na kilka dni przed głosowaniem, zespół do spraw opracowania indywidualnego kodeksu pracy wprowadził istotne poprawki. To powoduje jeszcze większy chaos.

      Jak przebiegały prace Komisji?

      Początkowo konstruktywnie. Były głosowania i dyskusje. Niestety później następowały reasumpcje głosowań. Myślę, że specyfika pracy zmieniła się w ostatnich miesiącach i widać wyraźnie presję czasu i presję wywieraną przez polityków.

      Kto? Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej?

      Nie. Ministerstwo nie wywiera żadnej presji, wprost przeciwnie – resort się zupełnie od Komisji dystansuje, jak gdyby nie działała ona właśnie przy Ministerstwie Rodziny. Przypomnę, że przewodniczącym Komisji jest wiceminister tego resortu.

      Mamy dość specyficzną sytuację: Ministerstwo mówi: „to nie nasz projekt, tylko autorski projekt Komisji”. Członkowie zespołu mówią, że jak coś się nie uda, to w RDS poprawią, bo to jeszcze nie jest projekt, tylko zarys. A ja pytam, gdzie w tym wszystkim jest odpowiedzialność?

      Co najbardziej niepokoi panią w kształcie proponowanych przepisów?

      Państwo będzie przesądzało, że wszyscy mają mieć etat, bo to dla każdego najlepsze. Władza nakaże pracować prawie wyłącznie na umowę o pracę. Kto będzie chciał funkcjonować jako samozatrudniony, będzie musiał spełnić szereg warunków: mieć specjalistyczną wiedzę, umiejętności, unikalne narzędzia. Zespół właśnie dodał jeszcze jedną przesłankę: kto chce być samozatrudnionym, musi wykazać, że zarabia odpowiednio wysoką stawkę. W przeciwnym razie będzie się kwalifikował do etatu.

      Nazywajmy rzeczy po imieniu: dla mnie ten projekt to ubezwłasnowolnienie człowieka pracy. Zamykamy ludzi w wąskich ramach podstawy pracy i mówimy, co mu wolno, a czego nie. Podobno dla jego dobra.

      Na szczęście Komisja przyjęła nowy przepis, zgodnie z którym będzie można dorabiać w wymiarze do 32 godzin w miesiącu bez konieczności spełniania przesłanek wymaganych dla samozatrudnienia. W tym zakresie nie będzie istniało domniemanie stosunku pracy. To dobrze, bo członkowie Komisji wzięli pod uwagę, że taka furtka jest potrzebna.

      Czyje interesy realizuje projekt – pracodawców czy pracowników?

      To moim zdaniem źle zadane pytanie, bo polaryzuje stanowiska. Wszyscy uważają, że skoro w Komisji zasiadają przedstawiciele pracodawców i związków zawodowych, to każdy ciągnie w swoją stronę. Nie takie było założenie. Zakładałam, że to będzie racjonalny kodeks i tak do tego podchodziliśmy na początku. Były dyskusje merytoryczne, obie strony zgłaszały uwagi. Niestety, wspomniane przeze mnie zmiany do projektu nierzadko stanowiły odejście od wcześniejszych ustaleń zespołu.

      Z całą pewnością pracodawcom przybędzie obowiązków w zakresie rozwiązywania umów, a wybór podstawy zatrudnienia zostanie istotnie ograniczony. Pracownicy, w szczególności kobiety w ciąży, stracą na ochronie w przypadku nowych umów o pracę. Okres ich zatrudnienia nie wydłuży się do dnia porodu, jak jest obecnie.”

      Cały wywiad: https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/kodeks-pracy-prof-monika-gladoch-prawo-pracy,72,0,2400328.html?src01=6a4c8&src02=facebook_money

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *