Dzieje sięParlamentarne Pytania, Nieparlamentarne Odpowiedzi

Rady Osiedli, czyli kilka słów o krytyce i cnocie

Mój ostatni tekst o Radach Osiedla wywołał małą burzę w lokalnym światku osiedlowych aktywistów. Co ciekawe – reakcje były skrajnie różne. Od epitetów o mojej „politycznej egzaltacji i chęci zwrócenia na siebie uwagi ogółu” (nota bene ten komentarz napisał pan, który następnie na spotkaniu w Urzędzie Miasta publicznie deklarował, jak bardzo docenia moją społeczną działalność), poprzez personalne wycieczki z pytaniami, ileż to ja nie zarabiam w swojej pracy zawodowej (choć nie potrafię zrozumieć, co to ma wspólnego z aktywnością społeczną), aż po maile, komentarze i wiadomości z głosami poparcia i podziękowaniami za napisanie wprost tego, co boli wielu członków Rad Osiedli. I zachętą do podjęcia publicznej dyskusji o tym, jak Rady powinny funkcjonować. Tak, tak, drodzy państwo. Tych ostatnich głosów – co bardzo mnie ucieszyło – było bardzo wiele. Okazuje się, że – jak mawiali starożytni – prawdziwa cnota krytyki się nie boi.

Logo_UM_Szczecin
źródło: www.szczecin.pl

Na razie zrobiliśmy pierwszy krok w poprawie sytuacji – 12 stycznia na posiedzeniu Komisji Inicjatyw Społecznych Rady Miasta  udało mi się przedstawić merytoryczne argumenty i przekonać radnych miejskich do zagłosowania za zakazem finansowania reklamy projektów w ramach SBO, składanych przez członków Rad Osiedli, z pieniędzy publicznych. To krok w dobrą stronę i za to wszystkim głosującym „za” serdecznie dziękuję. W trakcie spotkania Komisji apelowałam również o podjęcie szerokiej dyskusji na temat Rad. Nie o tym, czy są ważne i społecznie potrzebne. Ale o tym, jaka jest ich faktyczna rola i zadanie w „krwioobiegu” Miasta.

Jeśli chcemy aktywizować mieszkańców za pomocą i pośrednictwem Rad Osiedli, powinniśmy zadać sobie kilka ważkich pytań. Czy Rady Osiedli są „przedłużeniem” Rady Miasta i jej lokalnym odpowiednikiem, czy bardziej oddolnym organem pomocniczym dla urzędników? Mają decydować o tym, co dzieje się na terenie ich osiedli w sposób wiążący, czy może stanowić jedynie głos doradczy, miejsce zbierania opinii i przekazywania ich dalej, do Rady Miasta i Prezydenta? Czy powinny móc samodzielnie decydować o tym, jakie inicjatywy podejmują, czy jednak powinny być obłożone jakimiś obowiązkami w zakresie swojego działania? Dzisiaj niektóre Rady skupiają się na inwestycjach poprawiających bezpieczeństwo mieszkańców (np. przejściach dla pieszych, uspokajaniu ruchu, zapewnianiu oświetlenia i chodników), inne skupiają się na festynach kościelnych albo przyszkolnych, jeszcze inne za punkt honoru stawiają sobie zapewnienie miejsc pamięci (rond, cmentarzy, obelisków), a niektórym marzy się działalność na wielką skalę i budowa ogromnych parków czy miejsc rekreacji. Nie ma jednorodności w zadaniach Rad, co ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony – osiedla mają różną sytuację i zróżnicowane potrzeby. Z drugiej jednak strony, jeśli nadal to sami osiedlowcy będą kształtować swój zakres działań (zakres, a nie konkretne działania!), patrząc na powyższe przykłady, często będziemy mieć nierówny rozwój osiedli, co już dziś rodzi frustrację wielu mieszkańców.

Warto zadać sobie też pytanie, czy praca w RO jest faktycznie społeczna i tym samym bezpłatna, czy może powinna być wynagradzana (jak w Radzie Miasta) – oficjalnie, według ustalonych stawek? Być może to zlikwidowałoby zarzewie konfliktów w samych Radach? Z komentarzy i wiadomości, które otrzymałam, wynika jednoznacznie, że jest to często powód sporu wśród poszczególnych radnych. Bo jak ma się czuć członek Rady, który w dobrej wierze zrezygnował ze swojej diety, chcąc przeznaczyć te środki na działania na rzecz osiedla, a grupka członków tej samej Rady przyznaje te środki innemu członkowi? Moim zdaniem najlepsze rozwiązanie to takie, jakie proponowałam przy finansowaniu reklamy w SBO – albo pieniądze biorą wszyscy, albo nikt.

3d board meetingKolejny wątek wart zastanowienia to odpowiedzialność Rad. Dzisiaj często słyszymy od radnych osiedlowych: ale my nic nie możemy. I faktycznie, w świetle prawa Rady niewiele mogą. Ich stanowisko łatwo zignorować. Czy powinno tak być? Czy Rady nie powinny mieć większej decyzyjności, ale i brać większej odpowiedzialności za swoje otoczenie? A jeśli tak, to czy Rada jako ogniwo łączące mieszkańców z magistratem nie powinna być zobowiązana do współpracy z urzędnikami? Dzisiaj od członka jednej z Rad usłyszałam relację o tym, jak urzędnicy poprosili o informacje dotyczące pewnego rodzaju infrastruktury na osiedlu. Zbulwersowany przewodniczący Rady oświadczył, że skoro urząd zatrudnia tylu urzędników, to niech sami sobie chodzą i sprawdzają. Czy Rady mają mieć prawo odmawiania współpracy Urzędowi Miasta? A jeśli tak, to może faktycznie nie są potrzebne, bo wystarczą urzędnicy i radni miejscy, by zmieniać otoczenie?

Za większymi możliwościami i odpowiedzialnością idą pytania dotyczące sposobu podejmowania decyzji. Czy radni osiedlowi powinny podejmować decyzję samodzielnie o tym, co dzieje się na osiedlu, bo są wybrani, bo „wiedzą lepiej, czego potrzebują mieszkańcy”, czy może decyzja taka powinna być poprzedzona obligatoryjnymi konsultacjami społecznymi? I czy jeśli część mieszkańców nie zgodzi się na jakieś działanie albo inwestycję, czy Rada może postąpić wbrew woli mieszkańców? Znam takie „konsultacje” w RO, gdzie mieszkańcy usłyszeli, że jak im się nie podoba, to się mogą wyprowadzić… Jak zatem powinien wyglądać proces decyzyjny w Radach Osiedli?

20150531_122926Pytania mogę mnożyć. Brakuje mi jasnej polityki Miasta względem Rad. Jako mieszkanka, obserwująca ich działanie w różnych częściach Szczecina, gubię się w zrozumieniu, czym właściwie są dzisiaj Rady i jaki mają mieć wpływ na nasze życie. Znam osobiście wielu zaangażowanych osiedlowców, którzy wypełniają swoją społeczną misję z chęcią autentycznej pomocy mieszkańcom swoich osiedli. Ale znam też takich, którzy każde słowo krytyki, nawet najbardziej konstruktywnej, traktują jak osobistą obrazę, bo tak bardzo są przekonani o własnej nieomylności i wspaniałości. I daleka jestem dzisiaj od uznania, że nasze szczecińskie Rady Osiedli to wzór samorządności i praworządności. Liczne doniesienia medialne o tym, co dzieje się w Radach (jak na przykład niedawny artykuł w GS pokazujący, że są Rady, w których członkowie nie są informowani o korespondencji wpływającej do Rady i sami martwią się niewłaściwym wydawaniem środków publicznych) pokazują, że wiele trzeba zmienić. Pytanie, czy ci, którzy tak bardzo obruszyli się moimi przykładami na błędne praktyki w funkcjonowaniu Rad, są w stanie potrzebę tej zmiany w ogóle zrozumieć, czy też ograniczą się do kolejnych złośliwych komentarzy ad personam.

Mam jednak nadzieję, że ta część osiedlowców, którym chce się coś zmienić na lepsze, wespół z radnymi miejskimi, będą tą siłą, która odbędzie publiczną debatę, wykreuje rolę Rad na nowo i odmieni ich oblicze.

5 thoughts on “Rady Osiedli, czyli kilka słów o krytyce i cnocie

  1. Pani Dorotko, z całym szacunkiem nie ma Pani najmniejszego pojęcia o pracy radnych w radach osiedla i nie powinna Pani zabierać głosu i się „wymądrzać”i bynajmniej nie chcę Pani obrażać. Każda rada jest inna, w każdej radzie są różne potrzeby, różni ludzie a Pani wrzuca wszystkich do jednego worka. Proszę zrozumieć, że każde osiedle jest inne i ma inną specyfikę i inne potrzeby. Może dlatego to co Pani pisze ni jak się nie ma do rzeczywistości i mnie osobiście irytuje.Za dużo ogólników za mało zrozumienia sprawy.
    Zapraszam do bliższej współpracy z ze swoją lub inną radą osiedlową, wszak zebrania są ogólnodostępne dla mieszkańców i może wtedy nie będzie Pani miała czasu ani potrzeby wypisywać głupot.
    Nie rozumiem skąd u Pani takie zainteresowanie akurat tym tematem???……..i czemu to ma służyć?????? Szkoda czasu na te dyskusje….. może lepiej niech Pani poświęci swój czas na działania, które będą z pożytkiem dla mieszkańców Pani osiedla. Pozdrawiam

    1. Szanowna Pani Wieloletnia Radna Rady Osiedla,

      Bardzo dziękuję za Pani komentarz. Spieszę donieść, że tematem Rad zajmuję się od długiego czasu, obserwuję ich działalność nieraz z bardzo bliska. W różnych częściach Miasta, nie tylko na swoim osiedlu. Nie trzeba być członkiem danej grupy, by móc powiedzieć coś na jej temat. Czasem nawet taki głos z zewnątrz jest świeższy i bardziej obiektywny, niż głos kogoś, kto jest bezpośrednio zaangażowany. Ale oczywiście każdy z nas ma prawo do własnej opinii.

      Co do wrzucania wszystkich do jednego worka – w moim poście na FB, awizującym bloga, napisałam jasno: „Ta analiza została wykonana po to, aby część „zbłąkanych owieczek” przejrzała na oczy. I po to, aby ci prawdziwi społecznicy z Rad Osiedli przypomnieli kolegom i koleżankom z „branży”, czym jest etos społecznika. Tych prawdziwych aktywistów społecznych jeszcze na szczęście w niektórych Radach mamy, ale przy braku reakcji może okazać się niedługo, że i oni utracą zaufanie społeczne mieszkańców.” Ten mój komentarz chyba jasno świadczy o tym, że rozróżniam społeczników i „społeczników”…

      Co do Pani wypowiedzi, że „szkoda czasu na te dyskusje” pozwolę sobie przytoczyć fragment jednego z maili, który otrzymałam:
      „Pani artykuł świetnie odzwierciedla to, co się dzieje. Raz jeszcze dziękuję za Pani słowa, które być może pokażą niektórym, że podejmowane przez RO działania ktoś widzi i poddaje krytyce. Dla radnych niezgadzających się z decyzjami rady Pani artykuł jest ogromnym wsparciem w postrzeganiu rzeczywistości.”

      Jak zatem Pani widzi, nie dla każdego szkoda czasu. Dla mnie osobiście już najmniej. Jeśli coś nie działa, należy to naprawiać. I do tego zachęcam Panią i innych społeczników.

      Pozdrawiam serdecznie,
      Dorota

  2. Pani Dorotko, jestem święcie przekonana, że większości koleżankom i kolegom z „branży” nie trzeba przypominać czym jest etos społecznika. Bycie członkiem rady osiedlowej to ciężka, darmowa praca nie dość, że niedoceniana to jeszcze krytykowana. Robi Pani niepotrzebnie zły klimat, który może spowodować, że wielu osobom odechce się działać. A przecież nie oszukujmy się tłumów chętnych do pracy w radach osiedlowych za darmo nie ma, więc szanujmy tych, którym jeszcze się chce! Proszę się zastanowić …..może lepszą metodą jest chwalenie i zachęcanie do dalszej pracy niż niesprawiedliwa krytyka? Ponownie proszę o skierowanie swojej energii na pracę społeczną na rzecz swojego osiedla lub zajęciem się radnymi z Rady Miasta, gdyż to oni decydują a my radni osiedlowi jesteśmy tylko dla nich buforem ochraniającym ich przed mieszkańcami. Pozdrawiam, proszę o więcej tolerancji i zrozumienia.

    1. Kochana Pani Wieloletnia Radna,

      Z tą darmową pracą, jak już pisałam, to nie zawsze i nie wszędzie. 😉 I dlatego proponuję uporządkowanie tej kwestii. Nie mogę też się całkiem zgodzić z tezą, że jak działalność jest deficytowa, to nawet jeśli nie jest dobra, powinniśmy się z niej cieszyć i przyjmować z pocałowaniem ręki. Jest aktywność dobra, wycelowana w potrzeby mieszkańców i jest też taka sobie, a czasem wręcz szkodliwa… Sam fakt, jak niektórzy nie potrafią rozmawiać z kolegami/koleżankami z rady, stawiając się w roli besserwissera, że o takowej relacji z mieszkańcami nie wspomnę, świadczy o tym, że w niektórych radach wiele jest do poprawy.

      Chwalić trzeba koniecznie – gdy jest za co. Krytyka w mojej opinii była zaś merytoryczna, a nie niesprawiedliwa. Kto podejmował praktyki opisane przeze mnie, pewnie poczuł się urażony. Kto ma podobny do mnie pogląd na sprawę i z takimi praktykami również walczy, a swoją pracę społeczną wykonuje właściwie – raczej nie. Świadczą o tym zresztą wiadomości, które otrzymuję.

      No i baaaardzo niepokojące jest Pani stwierdzenie: „jesteśmy tylko dla nich [radnych miejskich] buforem ochraniających ich przed mieszkańcami”. Kochana Pani Radna – naprawdę tak źle myśli Pani o mieszkańcach naszego pięknego miasta, że uważa, iż trzeba chronić przed nimi radnych miejskich? Oj, mam nadzieję, że to tylko taki lapsusik językowy 😉

      Energii starczy mi na wszystko, co tylko wymyślę. Mogę się nią podzielić, jeśli trzeba 😀 I na koniec – ja również proszę o zrozumienie nieco odmiennego od Pani punktu widzenia. Bo to, że inny, nie oznacza automatycznie, że zły i błędny…

      Pozdrawiam cieplutko,
      Dorota

  3. U nas w Poznaniu, na os. Stefana Batorego, właśnie dziś rada osiedla wbrew woli mieszkańców (lista z podpisami) przegłosowała budowę oświetlenia osiedlowego boiska. Rada nie przejęła się tym, że inwestycja będzie przeszkadzać mieszkańcom. Konsultacje społeczne były tajne.
    Na naszym forum osiedlowym toczy się dyskusja:
    http://batorego.net/viewtopic.php?f=4&t=501

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *