Rewitalizacja – lifting czy operacja ratująca życie?

rewitalizacja

Uczestniczyłam dziś w pierwszym dniu konferencji dotyczącej rewitalizacji społecznej. Konferencja odbywała się w Policach i zorganizowana była przez Sektor 3 przy współpracy ze Szczecińskim Obszarem Metropolitalnym, TWIKS i Stowarzyszeniem Czas Przestrzeń Tożsamość. Spotkanie niezwykle ciekawe, a temat bardzo trudny.

Do tej pory o rewitalizacji mówiło się głównie w kontekście zmiany „tkanki twardej” – placów, budynków, miejsc użyteczności publicznej. Rewitalizacja społeczna bardzo często ukrywała się pod hasłami aktywizacji społecznej i zawodowej, integracji, wzmacniania tożsamości lokalnej itp. Owszem, w projektach rewitalizacyjnych finansowanych chociażby ze środków unijnych wymagano elementu działań „miękkich”, ale – jak zwrócił uwagę zebranym pan Piotr Frączak, Prezes Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych – nikt nie policzył i nie zmierzył, ile tych działań miało rzeczywisty, długofalowy efekt, a ile z nich było organizowanymi na siłę festynami. Z drugiej strony, w przypadku projektów stricte „miękkich”, finansowanych z Europejskiego Funduszu Społecznego, bardzo często infrastruktura była „zaszywana” w działania aktywizacyjne – czego przykładem jest chociażby wyremontowany budynek siedziby Sektora 3 w Policach (poprzednio były tam warsztaty samochodowe dla uczniów). Siedziba powstała w ramach projektu mającego na celu aktywizowanie lokalnej społeczności – co się zresztą świetnie udaje w praktyce. Remont i wyposażenie odbyło się „przy okazji”.

Co ciekawe, kiedy zajrzałam dziś do Słownika Języka Polskiego, żeby sprawdzić, co powinniśmy rozumieć pod hasłem „rewitalizacja społeczna” – nie znalazłam takiego pojęcia. Znalazłam samą „rewitalizację”. SJP mówi, że jest to:

rewitalizacja

1. odnowa zniszczonych budynków lub dzielnic miasta;
2. przywrócenie cerze młodego wyglądu przy pomocy zabiegów kosmetycznych;
3. przywrócenie aktualności dawnym ideom lub poglądom

Ani słowa o kwestiach społecznych. Czy zatem słusznie mówimy o rewitalizacji społecznej? Czym ona jest w rzeczywistości (zakładając, że w ogóle istnieje jako pojęcie)? Jaka jest recepta na efektywną, a nie tylko efektowną rewitalizację społeczności lokalnych?

Z dzisiejszej dyskusji i omówionych w trakcie konferencji przykładów wynika, że nie ma jednej recepty na szczęśliwe zakończenie. W Gdyni każda próba odnowienia budynków, placów, klatek schodowych w pierwszej kolejności kończyła się dewastacją – dokonywaną właśnie przez mieszkańców. Dopiero zaktywizowanie ludzi, zorganizowanie im spotkań, wspólnych imprez, które pozwoliły im się poznać i wytyczyć wspólne cele, spowodowały, że otoczenie mieszkańców zaczęło się zmieniać również pod względem infrastruktury. Bardzo ciekawym przykładem była rewitalizacja Czerwonych koszar w Kołobrzegu, gdzie działania deweloperów na obszarze, na którym dominowały stare powojskowe zabudowania, zasiedlone przez kołobrzeżan, połączone zostały z aktywizacją społeczną mieszkańców. W Kołobrzegu istnieje silny lider, który te działania animuje, koordynuje i „pcha ten wózek do przodu”. W tym przypadku receptą na sukces okazało się przede wszystkim zawiązanie partnerstwa gminy, miejskiego ośrodka pomocy społecznej i stowarzyszenia Czas Przestrzeń Tożsamość.W dyskusji pojawiły się też głosy przedstawicieli szczecińskiego magistratu. Doświadczenia z ulicą Rayskiego – według nich – pokazują, że najlepiej jest zaczynać jednak od rewitalizowania budynków i infrastruktury. Dopiero, kiedy ludzie zobaczą, że może być wokół nich ładnie, zmienią swoje nastawienie.

W ubiegłym tygodniu rozmawialiśmy również na ten temat na spotkaniu prezydium Szczecińskiej Rady Działalności Pożytku Publicznego. Doszliśmy do bardzo smutnego wniosku, że nie da się zaplanować jednego słusznego kierunku w rewitalizacji. W samym Szczecinie innych działań wymagać będą mieszkańcy Stołczyna, innych Śródmieścia, a jeszcze innych Pogodna (tak, tam też warto byłoby pomyśleć np. o aktywizowaniu osób starszych). Trudno jest więc tak „zaprogramować” takie działania, żeby zawsze i każdemu przynosiły efekt. Jedno jest pewne – odnowienie elewacji kamienic czy zasianie trawy na miejskich podwórkach nie pomoże, jeśli nie powiążemy tego z konkretnymi działaniami wspierającymi lokalne społeczności. I to działaniami robionymi nie po to, żeby „odhaczyć” wydarzenie w projekcie, ale po to, żeby przyniosły one realny efekt. Działaniami prowadzonymi przez fachowców w tej dziedzinie – najczęściej zapaleńców z organizacji pozarządowych albo przez oddolnych, lokalnych liderów. Inaczej cała rewitalizacja będzie tylko liftingiem murów, a nie operacją przywracającą życie miejscom i mieszkańcom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *