Skandaliczne podejście do SBO!

urzędnik

Już trzeci rok „ćwiczymy” w Szczecinie Budżet Obywatelski. Zmieniamy zasady, ucząc się na błędach – swoich i innych miast. Z każdym rokiem powinno więc z SBO być lepiej. Dużo lepiej. Tymczasem ja mam wrażenie, że Budżet schodzi na psy. Że tracimy z horyzontu idee i wartości, jakie przyświecają tej formie partycypacji społecznej. A do takich pesymistycznych wniosków natchnęła mnie analiza kart oceny przesłanych przez mieszkańców projektów. Oceny dokonywanej przez urzędników z Urzędu Miasta. Sama jestem urzędniczką i wiem, że to często trudna praca. Ale to, co przeczytałam w niektórych kartach zakrawa na skandal!

W tym roku jestem po raz pierwszy zaangażowana bezpośrednio w prace nad SBO, jako że zasiadam w Zespole ds. tegoż Budżetu i mam prawo głosu, a także współdecydowania o  zasadach obowiązujących w 2015 r. Wiąże się z tym również pełen dostęp do kart oceny poszczególnych projektów. To ważny moment, bo przez najbliższe 4 tygodnie będziemy się spotykać i jako Zespół będziemy dokonywać selekcji projektów: wskażemy, które projekty trafią pod głosowanie, a które z powodów formalnych nie będą mogły znaleźć się na liście. W ocenie tej pomóc nam mają karty oceny wypełniane przez wydziały oraz jednostki podległe Miastu, które daną tematyką wskazaną we wniosku zajmują się na co dzień.  Co oceniają urzędnicy? W karcie zawarto następujące pytania:

1. Czy zadanie jest możliwe do realizacji?

2. Czy zadanie jest już realizowane?

3. Czy realizacja zadania obejmuje 1 rok budżetowy?

4. Czy zadanie znajduje się w kompetencjach gminy?

5. Czy miejsce na którym miałoby być zrealizowane zadanie znajduje się na działce miejskiej?

6. Szacunkowy koszt zadania.

7. Czy zadanie będzie generowało dodatkowe koszty w kolejnych latach?

Siedem prostych pytań. Za to odpowiedzi – cudaczne.

Weźmy na przykład projekt zamieszczony w BIP Urzędu pod numerem 66: Zakup książek ekonomicznych do Filii Biblioteki Publicznej. Autor pomysłu pisze:

Za pieniądze z budżetu obywatelskiego mają zostać zakupione książki o tematyce wolnorynkowej. Wśród pozycji powinny znaleźć się dzieła między innymi: Ludviga von Misesa, Friedricha Hayeka, Murraya Rothbarda, Frédérica Bastiata, Stefana Bratkowskiego, Janusz Korwin – Mikkego, Adama Smitha i wielu innych autorów.
Wiele badań potwierdza, że wiedza Polaków o ekonomii jest niewielka. Nawet studenci kierunków ekonomicznych często mają problemy z niektórymi zagadnieniami ekonomicznymi. Niestety tematy z zakresu ekonomii wolnorynkowej są niemal całkowicie pomijane w trakcie nauki, a biblioteki w Szczecinie praktycznie nie posiadają pozycji o tej tematyce.

Co na to urzędnicy miejscy?

Wątpliwości może budzić wyraźne wskazanie tytułów przeznaczonych do zakupu – organy Gminy nie są upoważnione do decydowania o doborze książek do biblioteki publicznej. (…) Proponowany we wniosku sposób realizacji zadania poprzez zakup książek ekonomicznych do filii biblioteki publicznej jest całkowicie zbędny i niecelowy. Zakup tak dużej liczby książek z tak wąskiej dziedziny nauki i specyficznej publicystyki do każdej lub przynajmniej zdecydowanej większości filii tylko w niewielkim stopniu może przyczynić się do realizacji celu autora, jakim ma być podniesienie poziomu wiedzy Polaków/szczecinian na temat ekonomii i wolnego rynku.

projekt 66

Że co? Zakup książek z dziedziny ekonomii nie przyczyni się do poziomu wiedzy na temat tejże ekonomii?? Zakup książek ekonomicznych jest zbędny i niecelowy? Bo co? Bo za trudna tematyka? Bo do biblioteki to tylko halerkiny i szwedzkie kryminały opłaca się kupować? Ekonomia jest „wąską dziedziną”? I zadajmy sobie na dokładkę pytanie: jakim prawem którykolwiek urzędnik pisze takie rzeczy, zamiast pozwolić zdecydować mieszkańcom o tym, czy są zainteresowani taką ofertą czy nie?!

Idźmy dalej, bo wraz z kolejnymi wnioskami robi się jeszcze ciekawiej…

Projekt nr 73: Wykonanie ronda na skrzyżowaniu ulic Szosa Stargardzka i Prof. Żuka

Wnioskodawca opisuje projekt i szacuje koszt takiej inwestycji na 1 200 000 zł. Ma pełne prawo, aby się pomylić, bo nie jest specjalistą i nie musi wiedzieć ile takie przedsięwzięcie będzie kosztować. Od tego są urzędnicy, aby ocenić, czy dany koszt jest wyższy, niższy, zbliżony. I to winno być odnotowane w karcie. Co natomiast piszą urzędnicy miejscy?

Konieczność wykonania koncepcji projektowej, która określi możliwości przebudowy skrzyżowania oraz niezbędne koszty realizacji zadania.

projekt 73

I tyle. Nie chciało się państwu urzędnikom z ZDiTM podrapać w główki, poszukać w papierach UM, ile podobne przedsięwzięcia kosztowały wcześniej, co pozwoliłoby Zespołowi i autorowi mieć jakiekolwiek SZACUNKOWE pojęcie, czy ten milion dwieście jest realny, czy raczej inwestycję taką należy ocenić na 10 milionów? Nie. „Nie chce nam się szukać ani liczyć i zrobimy klasyczną spychologię”… Co gorsza, takich kart nieodnoszących się zupełnie do kosztów jest całkiem sporo…

Brak odniesienia się do poszczególnych części oceny to znaczące utrudnienie dla Zespołu. Za to kolejna ocena może tylko podnieść ciśnienie. Oto bowiem dochodzimy do projektu nr 94: Budowa „Osiedlowego Centrum Kultury” na Osiedlu Kasztanowym. Osiedle Kasztanowe to całkowite peryferia Szczecina. Kto nie wie, gdzie to – uprzejmie wyjaśniam: z Centrum trzeba przebić się ulicą Gdańską do Basenu Górniczego, potem jechać daleko, daleko, hen do Dąbia, minąć całe Dąbie, jechać daleko daleko hen hen i jak już będzie się Wam wydawało, że Szczecin się skończył, bo wokół już tylko pola, lasy i łąki, trzeba na dużym rondzie zjechać w lewo, nie dać się zwieść kolejnym polom i lasom, przejechać Załom, potem jechać jeszcze daleko daleko, na kolejnym skrzyżowaniu z kościołem skręcić w prawo, a potem jechać jeszcze dalej lasem i gdzieś tam na końcu świata jest osiedle Kasztanowe. Słusznie więc wnioskodawcy piszą w swoim projekcie:

Mieszkańcy Osiedla Załom-Kasztanowe od ponad 30 lat czekają na obiecane „Osiedlowe Centrum Kultury”. Dziś, na osiedlu mieszka ok. 3,5 tyś; mieszkańców, a do najbliższego ośrodka kultury (w Dąbiu) jest ponad 6 km. Brak takiego obiektu powoduje że grupki młodocianych, od rana do wieczora siedzą na ławkach pod blokami lub w przy osiedlowych zagajnikach i wyładowując swoją frustracje dewastują osiedle.
„Osiedlowe Centrum Kultury”mogło by być miejscem organizacji twórczego spędzania czasu wolnego dla dzieci i młodzieży oraz miejscem spotkań i zebrań starszych mieszkańców osiedla;
Umożliwiło by:
– swobodne kontaktowanie się różnych grup społeczności lokalnej,
– wspólne działania dzieci, młodzieży, dorosłych i osób starszych,
– rozwijanie zainteresowań po przez uczestnictwo w różnorodnych zajęciach,
– organizowanie zebrań mieszkańców osiedla,
– udział w różnego rodzaju kursach i szkoleniach.

Projekt opisany jest ciekawie, szczegółowo i okraszony przykładami podobnej inwestycji, wraz ze wskazaniem kosztorysów. Solidna robota wnioskodawcy. Czego nie można powiedzieć o pracy urzędników. I tu bryluje ponownie Wydział Kultury:

W najbliższej perspektywie czasowej nie jest realna budowa przez Miasto samodzielnego obiektu, w którym miałoby się mieścić Osiedlowe Centrum Kultury. Zadanie nie jest realizowane, biorąc pod uwagę sieć istniejących instytucji i koszty związane z ich modernizacją, budową i bieżącym utrzymaniem. (….)
Wnioskodawca określił koszt realizacji zadania na kwotę 650 000 tys zł. Wydział Kultury nie dysponuje informacjami na temat szacunkowych kosztów zadania, podane przez wnioskodawcę koszty są trudne do zweryfikowania, można jednak  założyć, że rzeczywiste koszty utworzenia oraz wyposażenia osiedlowego Centrum Kultury będą znacznie wyższe, chociażby biorąc pod uwagę zatrudnienie opiekuna, animatora na pełen etat.

projekt 94

Od czego by tu zacząć analizę takich bzdur?? Po pierwsze, druzgocące jest podejście: „nie jest realna budowa przez Miasto samodzielnego obiektu”, bo przecież w Szczecinie jest tak wiele innych centrów kultury… Może i jest, ale NIE NA OSIEDLU KASZTANOWYM. Osiedlu tak bardzo oddalonym od innych osiedli i dzielnic! Czy pani, która oceniła projekt w ogóle tam kiedykolwiek była, że wypowiada się tak autorytarnie? Czy naprawdę wydaje jej się, że to takie łatwe, proste i przyjemne jeździć tyle kilometrów do jakiegokolwiek centrum – dla dzieci, młodzieży, osób starszych?
Po drugie, urzędnicy przygotowujący i zatwierdzający przedmiotową ocenę mają najwyraźniej problem zarówno z liczeniem, jak i czytaniem. 650 000 tys. zł to nic innego jak 650 milionów zł. Na dokładkę – wnioskodawca wskazał konkretne źródło informacji o kosztach podobnego przedsięwzięcia: biuletyn gminy Kłodawa, która takie przedsięwzięcie realizowała. Urzędnicy zaś piszą, że podane przez niego koszty są trudne do zweryfikowania. Bo nie można sprawdzić w Internecie, albo u źródła, ile taka inwestycja wyniosła w Kłodawie. Trzeba by zadzwonić, albo maila wysłać… Co więcej, nawet gdyby wnioskodawca sam nie wskazał źródła informacji o ksztach, to czy nie ma innych merytorycznych wydziałów w Urzędzie Miasta Szczecina, których można by zapytać o koszty?
I wreszcie po trzecie: wnioskodawca zawarł w kosztorysie informację o konieczności zatrudnienia animatora, bez ujmowania go w kosztach. I słusznie. Bo w SBO szacujemy koszty wyłącznie inwestycji infrastrukturalnych. Koszty późniejszego utrzymania bierze na siebie gmina. Podobnie jest teraz z rowerem miejskim: utrzymanie systemu finansowane jest z bieżących wydatków Miasta. Ale panie z Wydziału Kultury nie rozumieją najwidoczniej zasad SBO. I zarzucają wnioskodawcy niedoszacowanie kosztów. Może gdyby urzędnicy mieli OBOWIĄZEK uczestnictwa w posiedzeniach Zespołu ds. SBO, nie pisaliby takich głupot w kartach oceny.

I ostatni dzisiaj przykład bulwersującej oceny. Projekt 116: Stacjonarny tor skimboardowy wraz z otoczką treningową. Gdyby ktoś nie wiedział, skimboard to sport wodny polegający na jeździe (ślizgu) na desce po fali lub płytkiej warstwie wody. Dzieciaki są tym zafascynowane, co wielokrotnie widziałam na różnych imprezach sportowych, gdzie takie baseniki wystawiano. Sport mało kosztowny, bezpieczny, a równocześnie dający szansę zmęczenia fizycznego użytkowników takiej infrastruktury (czytaj: im większe zmęczenie taką zabawą, tym mniej „dziwnych” pomysłów na nudę). Wnioskodawcy chcieliby taki tor umiejscowić na Osiedlu Majowym. Co odpowiada Wydział Sportu?

Wydział Sportu wyraża negatywną opinię na temat wybudowania stacjonarnego toru skimboardowego wraz z otoczką treningową na obszarze dzielnicy Prawobrzeże. Proponowane zadanie skierowane jest do zbyt małej grupy społecznej, także zakres prac wygeneruje znaczne koszty. Również funkcjonowanie nowego obiektu będzie związane z dodatkowymi kosztami eksploatacyjnymi oraz koniecznością zabezpieczenia odpowiedniego bezpieczeństwa.

projekt 116

I koniec. Reszta karty pusta. Jedynie w ocenie kosztorysu Wydział Sportu uprzejmie informuje, na ile koszt oszacował wnioskodawca. Ani słowa o tym, czy koszt ten jest realny. A ja się pytam: JAKIM PRAWEM jakikolwiek Wydział decyduje o tym, czy dana inwestycja jest potrzebna czy nie w ramach Budżetu Obywatelskiego?? Czyż nie jest ideą BO, że to sami mieszkańcy w głosowaniu wskazują ich zdaniem najpotrzebniejsze i najciekawsze społecznie inwestycje? A może pracownikom Wydziału Sportu pomyliły się role i zadania? Bo nie śmiem twierdzić, że zwyczajnie, z lenistwa, nie chciało się im pochylić nad pomysłem… Zresztą, podobnie jak w przypadku Centrum Kultury na Osiedlu Kasztanowym, mam nieodparte wrażenie, że osoby oceniające pomysł nie były na Prawobrzeżu. Potencjalnymi użytkownikami takiego toru są mieszkańcy Osiedla: Słonecznego, Bukowego, Majowego, Nad Rudzianką, Kijewa. Tysiące dzieci i młodzieży, a nawet i dorosłych. A urzędnicy piszą o „zbyt małej grupie społecznej”! Zresztą, argument o małej grupie jest ciekawy w kontekście sfinansowania modernizacji schroniska w ubiegłym roku (wsparcie w ogóle nie kierowane jest do ludzi!). No i tekst o tym, że zakres prac wygeneruje znaczne koszty. To może w ogóle zrezygnujmy z finansowania jakichkolwiek inwestycji, bo przecież idą za tym wydatki! Jeszcze nam się urzędnicy zmęczą….

Na koniec smaczek: w zgłoszonych projektach mnóstwo jest takich, które dotyczą infrastruktury rowerowej. I ocenia je m.in. miejski oficer rowerowy, pan Tomasz Loga. Jednocześnie ten sam pan Tomasz Loga składa projekty jako wnioskodawca – projekt nr 134: Ścieżka rowerowa na ulicy Łubinowej jest autorstwa właśnie pana Tomasza. Czy zasadne i etyczne jest, aby ta sama osoba oceniała merytorycznie projekty konkurencji i sama była jednocześnie wnioskodawcą projektu o tej samej tematyce? Oceńcie sami. Ja powiem tylko, że w każdej komisji oceniającej, w której zasiadałam, podpisywałam zawsze deklarację bezstronności. I składać projektów nie mogłam.

wentylatorZ przykrością muszę przyznać, że analiza kart oceny przygotowanych przez miejskich urzędników była ciężkim i przykrym doświadczeniem. A na razie przeczytałam tylko te, które dotyczą dzielnicy Prawobrzeże. Przed nami analiza pozostałych trzech dzielnic. Tymczasem o wskazanych powyżej przykładach zamierzam podyskutować jutro na spotkaniu Zespołu ds. SBO. Wtorek, godzina 16.30, sala 161 Urzędu Miasta. Przyjdźcie, jeśli jesteście ciekawi, jak w praktyce wygląda dzielenie kasy na budżet obywatelski w Szczecinie. Gwarantuję Wam niezapomniane wrażenia…

1 Comment

  • Jak dla mnie to ludzie powinni się wypowiadać czy czegoś potrzebują czy nie w głosowaniu. Ja mam wrażenie że to jest ustawiane ludzie będą oddawać głosy na jeden projekt a wygra zupelnie inny bo Pan Iksiński pracuje w UM albo mam inne znajomości itp

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *