Smaczny Londyn

Jedzenie w Wielkiej Brytanii jest nie lada wyzwaniem. Z jednej strony natknąć się tam możemy na bardzo specyficzne i odległe dla nas smakowo potrawy, takie jak na przykład szkocki haggis z owczych podrobów. Z drugiej – to też mieszanina smaków i zapachów dzięki kosmopolitycznemu charakterowi tego kraju. W Londynie taka mieszanka kultur i związanych z nimi kuchni jest aż nadto widoczna.

Na lokalnych ryneczkach można natknąć się na stoiska ze świeżymi rybami, owocami morza, mięsem czy warzywami i owocami. Mieliśmy okazję doświadczyć tego m.in. na Borough Market. Lokalne i świeże składniki, ale również gotowane na miejscu potrawy czy przyrządzane napoje odurzały zapachami i smakami.

Jednocześnie miejsca takie wabią niezliczonymi słodkościami i smakołykami. Bezy, ciasteczka, pierniki, torty, ciasta czy słodkie bułeczki powodują, że nie można przejść obok bez cieknącej ślinki.

Klasyczną angielską potrawą z gatunku fast food jest oczywiście ryba z frytkami, czyli fish and chips. Serwują ją niezliczone knajpki, puby i większe lub mniejsze budki z jedzeniem. My w czasie naszego ostatniego wyjazdu trafiliśmy do restauracji Olley’s, gdzie właściciele zaserwowali nam ogromny talerz ryby z frytkami i sosem majonezowym. Może to i bomba kaloryczna, ale za to jaka pyszna! 🙂

Kolejnym „must eat” w Londynie jest pie and mash, czyli tradycyjna potrawa z londyńskiego East Endu. Pie to placek nadziewany tradycyjnie mięsem, choć dostępne są wersje z kurczakiem, grzybami czy – i to mój osobisty faworyt – kalafiorem. Do tego, również tradycyjnie, podaje się puree ziemnaczane, czyli mash i zielony groszek. To wszystko powinno zostać podlane sosem pietruszkowym. Nie każda restauracja czy knajpka serwuje jednak tę potrawę w takiej postaci. Jadłam „pie” zarówno w wersji tradycyjnej, jak i mniej ortodoksyjnej – z sosem pieczeniowym i… frytkami. Przecież frytki są również tradycją Wielkiej Brytanii, prawda? 😉

Londyn jest też rewelacyjnym miejscem na krótką wizytę w świecie Dalekiego Wschodu. Krótką, bo w Chinatown, gdzie najlepiej dotnąć i posmakować wschodu, jest zaledwie kilka małych uliczek zapchanych knajpkami i restauracjami. Są opcje bardziej szykowne, są też „miejscówki” o charakterze bardziej ulicznego jedzenia. Nas, oprócz soczystych i pysznych dim sum, czyli pierożków z rozmaitym nadzieniem, urzekły taiyaki – ciasteczka pieczone w kształcie rybek. Lokalna cukiernia wyrabiała je na świeżo z aromatycznym nadzieniem w kilku smakach oraz serwowała w nich lody z zielonej herbaty. Coś pysznego!

Tagi: , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *