Dzieje się

Śmieszy, tumani, przestrasza – vol. 1

Wymyśliłam nowe zajęcie na koniec tygodnia – podsumowanie wydarzeń lokalnych, regionalnych, krajowych i światowych. Po to, by ułożyć potargane myśli, ale też by czasem dać wyraz: zachwytu, zdziwienia, frustracji. W zależności od tego, co się działo. Bo nasza rzeczywistość jest jak Pan Twardowski – śmieszy, tumani, przestrasza 😉 Zaczynamy zatem subiektywny przegląd tygodnia. Będzie krótko i na temat.

********************

Palmę pierwszeństwa we wszystkich trzech kategoriach zdobyło Ministerstwo Edukacji Narodowej, które ogłosiło, że dzieci niepełnosprawne, które chodzą do zwykłych szkół, powinny uczyć się w osobnych klasach. Ich nauka w obecnym systemie – według MEN – przebiega nieefektywnie, nauczyciele są nieprzygotowani albo nie mają dla nich wystarczająco dużo czasu, infrastruktura jest słaba. Więc generalnie należy dzieci niepełnosprawne oddzielić od sprawnych. No, co do zasady, mogą się integrować, ale na przerwach. Nie wiem, czy te pomysły są bardziej śmieszne, zadziwiające, czy przerażające. Tworzenie gett dla inności jest niedopuszczalne, że o sprzeczności z przepisami międzynarodowymi nie wspomnę (edukacja włączająca jest wymagana m.in. na mocy Konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych). Ja Ministerstwu Edukacji Narodowej proponuję odsegregowanie się od dzieci. Wszystkim wyjdzie to na zdrowie.

********************

soldierNa wyróżnienie w tym tygodniu zasłużyło również drugie Ministerstwo – tym razem Obrony Narodowej. Pan Wiceminister Wojciech Fałkowski ogłosił, że polskie wojsko ma się kierować przede wszystkim dekalogiem chrześcijańskim. Skoro nie przeszkadza mu w tym dążeniu piąte przykazanie, można przypuszczać, że teraz polscy żołnierze w razie wojny powinni dać się poprowadzić jak baranki na rzeź i jeszcze po biblijnemu nadstawić drugi policzek. W islamie jest podobnie – w imię wiary można dać się zabić i pozwolić na zabicie innych. Tylko, że tam podobno w nagrodę czeka 40 dziewic. Wygląda na to, że dla naszego wojska to kiepski interes.

********************

Z lokalnego podwórka uwagę w tym tygodniu przykuł szczeciński Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego. Powinien się nazywać Zakład Komunikacji Naklejkowej, bowiem charakteryzuje się szczególnym upodobaniem do naklejania wszelkiej maści tworów na swojej infrastrukturze. Naklejki o plecakach, spożywaniu alkoholu, regulaminy drobnym druczkiem, cennik biletów i taryf, informacje o działającej klimatyzacji, informacje o niedziałającej klimatyzacji, o rozmowach z motorniczym/kierowcą. Na zewnątrz pojazdów nie jest lepiej. Wielkopowierzchniowe reklamy, zasłaniające czasem okna, floating gardenowe esy floresy. Kilka tygodni temu ZDiTM postanowił zająć się bolączkami pasażerów, którzy nie mogli kupić biletu od kierowcy – gdy jest automat w pojeździe – ani kupić biletu w automacie – gdy ten przyjmuje wyłącznie gotówkę lub wyłącznie płatność kartą. Naturalnym rozwiązaniem byłoby zamówienie automatów akceptujących obie formy płatności, albo umożliwienie pasażerom kupna biletu u kierowcy. Ale nie w przypadku ZDiTM – ten postanowił bowiem rozwiązać problem… przez doklejenie na drzwiach pojazdu naklejki z obrazkiem, jaką formę płatności przyjmuje biletomat.

foto: zditm.szczecin.pl
foto: zditm.szczecin.pl

W tym tygodniu zaś ZDiTM przygotował 300 naklejek na wiaty przystankowe, które są niszczone przez wandali. Naklejki nie mają jednak funkcji ochronnych ani zabezpieczających szyb przed zniszczeniem. One jedynie mówią, ile Zarząd wydał pieniędzy na naprawę wiaty. To ma w zamyśle uczulić mieszkańców na akty wandalizmu (wszak z naszych to podatków płaci się za naprawę) i spowodować, że chuligani psujący mienie publiczne się zreflektują i od czynów powszechnie zabronionych odstąpią. Najwidoczniej naklejki mają cudowną moc poprawy świata i jak widać – są rozwiązaniem na większość problemów. Przynajmniej w szczecińskim transporcie miejskim.

********************

foto: adventureblog.nationalgeographic.com
foto: adventureblog.nationalgeographic.com

Z dobrych wiadomości – Aleksander Doba, policki (to prawie jak szczeciński 😉 ) podróżnik zebrał pieniądze na trzecią wyprawę i pod koniec maja ponownie planuje przepłynąć Atlantyk. Tym razem startuje ze Stanów Zjednoczonych i płynie do Europy. Niby nic w tym wielkiego, gdyby nie fakt, że „Olo” ma prawie 70 lat, płynie kajakiem i to samotnie. Dwa razy już mu się udało, trzymam kciuki za trzeci raz. I mam nadzieję, że kiedy będę w tym pięknym wieku, co Pan Aleksander, też będzie mi się chciało tak szaleć 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *