Szczecin wspiera rozwój uczniów? Wolne żarty…

Dzisiaj temat długi, acz trudny i ważny. Przyjrzymy się temu, jak Gmina Miasto Szczecin traktuje zdolnych i pracowitych uczniów. Na przykładzie mojego własnego dziecka oraz jej koleżanek i kolegów z rocznika 2006/2007.

W marcu tego roku trafiłam na artykuł Moniki Gapińskiej w Kurierze Szczecińskim, że można zgłaszać dzieci do klas dwujęzycznych w dwóch szczecińskich szkołach. Możliwość nauki dotyczyła dwóch ostatnich klas szkoły podstawowej. Ofertę taką Gmina Miasto Szczecin przygotowała wyłącznie w dwóch szkołach: SP nr 2 przy ul. Romera oraz SP nr 37 przy ul. Nałkowskiej. Zainteresowała nas propozycja SP nr 2 dlatego, że dzieci miały uczyć się języka angielskiego i włoskiego (w SP 37 drugim językiem był niemiecki). Nauka w systemie dwujęzycznym miała polegać na tym, że w wybranym języku wiodącym dzieci najpierw miały bardzo intensywnie uczyć się go jako języka obcego, a w dalszym etapie – część przedmiotów miała być nauczana albo w danym języku, albo z wykorzystaniem jego elementów w zadaniach czy aktywnościach. Rewelacyjna opcja dla kogoś, kto chce się rozwijać zarówno językowo, jak i ogólnoedukacyjnie.

Żeby dostać się do szkoły, trzeba było przejść nabór, w tym zdać egzamin z predyspozycji językowych. Egzamin bardzo trudny, zawierający zadania ze słowotwórstwa, gramatyki polskiej, ale także ze znajomości języka łacińskiego, języków nowożytnych, tłumaczeń na nieistniejący język. W internecie dostępnych jest wiele przykładowych testów tego rodzaju. Weronika – a wraz z nią kilkudziesięciu uczniów z całego miasta – rzetelnie przygotowywała się do egzaminu, rozwiązując niezliczone zadania, poznając zawiłości łacińskiej gramatyki, próbując logicznie przetłumaczyć słowa w sztucznych językach, czy też ucząc się rozpoznawać charakterystyczne cechy języków nowożytnych. W efekcie, 27 marca wraz z 17 innych dzieci przyjechała do SP 2 i napisała egzamin.

Wyniki miały być po tygodniu, 5 kwietnia. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy zamiast listy dzieci przyjętych (lub nie) do klasy dwujęzycznej usłyszeliśmy, że klasa nie powstanie, bowiem Urząd Miasta nie wyraził zgody na jej utworzenie! Argumentem był fakt, iż w opinii UM 18 dzieci to zbyt mało, aby klasę utworzyć. Urzędnicy przedstawili wymóg, aby minimalną liczbą dzieci było 28. Warunek absurdalny, szczególnie że mówimy o intensywnej nauce językowej, której nie wolno prowadzić w zbyt licznych grupach. Co więcej, magistratowi umyśliło się, że aby klasa powstała, musi być równo 14 dzieci do grupy angielskiej i 14 do grupy włoskiej. Tymczasem według deklaracji złożonych w naborze do grupy włoskiej zgłosiło się 3 dzieci. I tu również mały haczyk: zgłaszając dziecko należało wskazać PIERWSZĄ i DRUGĄ PREFERENCJĘ językową. My wskazaliśmy jako pierwszą grupę angielską. Nikt jednak nie zapytał nas, czy nie rozważylibyśmy zapisania dziecka do grupy włoskiej, wskazanej jako druga preferencja. Po co więc wskazywanie preferencji, skoro druga w ogóle nie jest przez urzędników brana pod uwagę?

Wracając jednak do problemu liczebności klasy (to był wszak naczelny argument likwidujący niedoszłą klasę) – żaden z dokumentów zastosowanych przy naborze nie wskazywał na minimalne wymagania w tym zakresie. Również żaden akt prawny w zakresie oświaty (uchwała, zarządzenie prezydenta itp.) nie reguluje tej kwestii na żądanym przez urzędników Wydziału Oświaty poziomie. To po prostu czyjeś widzimisię. 18 dzieci – na logikę – to świetny początek, aby rozpocząć działalność klasy i ewentualnie przeprowadzić nabór uzupełniający. Logiczne? Nie dla urzędników. Choć w latach ubiegłych nabór uzupełniający do analogicznych klas był prowadzony aż do sierpnia, w tym roku urzędnicy twardo powiedzieli „nie”. Uznali, że nie ma zainteresowania i kropka. Klasy nie będzie, naboru nie będzie, dzieciaki mają pozostać w obecnych szkołach i klasach.

Kuriozalne w tej sprawie jest to, że magistrat wiedział doskonale, ile dzieci zgłosiło się w naborze do SP 2. I że jest to liczba 18 dzieci, bo to widać było w systemie na moment zamknięcia naboru, czyli na tydzień przed egzaminem. A pomimo to przeczołgali dzieciaki przez całą procedurę egzaminacyjną. Nikt nie powiedział w pewnym momencie, jeszcze przed testem predyspozycji językowych: „stop, moi drodzy! Przerywamy zabawę, nie będziecie sprawdzani!” Wszyscy myśleli, że egzamin oznacza normalną weryfikację, czy dany uczeń posiada umiejętności konieczne do nauki języka i nauki w języku obcym, a kwestie liczebności klasy były dla rodziców i uczniów zupełnie drugorzędne. Tym bardziej, że czasu do rozpoczęcia kolejnego roku szkolnego jest dużo i spokojnie można zrobić nabór uzupełniający.

Oczywiście jako matka zaangażowana i zatroskana losem swojego dziecka, nie mogłam tej sprawy pozostawić na etapie komunikatu: nie utworzymy waszej klasy i co nam zrobicie? 5 kwietnia napisałam emocjonalnego maila z prośbą o wyjaśnienia, o co właściwie chodzi z naborem, a 10 kwietnia osobiście poszłam do Urzędu i spotkałam się z Panią Lidią Rogaś, dyrektorką Wydziału Oświaty UM. Na prośbę o ponowne uruchomienie naboru uzupełniającego (co jest najprostszym i najbardziej racjonalnym sposobem rozwiązania obecnej sytuacji) Pani Dyrektor odparła, że naboru nie uruchomi, bowiem z jej doświadczeń wynika, że takie nabory się nie udają. W efekcie, w SP nr 2 w roku szkolnym 2019/2020 uczyć się będą dzieci w klasach 0-III oraz w klasie VIII. I to pomimo faktu, że w szkole są dostępni nauczyciele z bardzo dobrym doświadczeniem merytorycznym, wiedzą i niezwykłymi kompetencjami do nauczania dwujęzycznego. Powstaje przy tym ryzyko, że nauczyciele ci, nie mogąc uczyć dwóch roczników, a tylko jeden, przy zmniejszonym pensum mogą rezygnować z pracy w szkole. Wtedy nie tylko nie będzie VII klasy, ale również zagrożona będzie edukacja dzieci z klasy VIII. Działanie Pani Dyrektor Rogaś oraz podległych jej urzędników w kwestii braku zgody na uruchomienie naboru uzupełniającego nie przejawia tym samym ani ekonomicznego, ani merytorycznego sensu.

Po drodze okazało się, że rodzice dzieci, które aplikowały do SP 2 zaczęli się wyszukiwać i kontaktować przez Facebooka. Zebraliśmy siły i napisaliśmy oficjalne pismo do prezydenta Krzystka. Sprawę zaczęliśmy nagłaśniać w mediach. Redaktor Michał Kaczmarek z Radia Plus Szczecin zapytał o temat goszczącego w audycji wiceprezydenta Soskę – odpowiedzialnego za szczecińską oświatę. Ten stwierdził, że tematu nie zna, ale oczywiście Miasto wspiera edukację dwujęzyczną i bardzo im zależy na takich klasach. Jak bardzo – widać było po pisemnej odpowiedzi, którą dostałam 17 kwietnia w odpowiedzi na mojego maila. Pismo podpisane przez tego samego, wspierającego edukację dwujęzyczną prezydenta Soskę. Okazuje się, że klasy dwujęzyczne to samo zło, generujące konslikty społeczne i sprzeciw ze strony rodziców. Brzmi to absurdalnie w sytuacji, gdy to sami rodzice składali podania o przyjęcie ich dzieci do SP 2. Ponadto, do klasy w tej szkole zaplanowano 28 osób i koniec. A że tyle do egzaminu nie przystąpiło – to nie ma klasy. Wprawdzie – jak pisze pan prezydent – nie ma przepisów określających minimalną liczbę uczniów, jednak prowadzenie klasy dla 18 uczniów „nie jest możliwe”. Nie mamy pani płaszcza i co nam pani zrobi?…

Sprawą zainteresowaliśmy też radnych. Pomoc zadeklarowali radni: Dominika Jackowski z prezydenckiego klubu Bezpartyjnych, ale o efektach tych działań niestety nie usłyszeliśmy do tej pory. Wielokrotnie o pomoc prosiłam też radną Urszulę Pańkę z PO – rozmawiała osobiście z panią Dyrektor Rogaś i uzyskała deklarację, że nabór uzupełniający się odbędzie. Po czym do mnie przyszło rzeczone pismo wskazujące na całkiem odmienną decyzję, aby klasy nie tworzyć. Pani radna była zaskoczona i zbulwersowana, obiecała kolejną interwencję, po czym po moich pytaniach o efekt stwierdziła, że strajk w oświacie jest ważniejszy niż moja „indywidualna sprawa”. I że się nią nie zajmowała. Czy się zajmie? Nie wiem.

Spotkaliśmy się również z radnym Pawłem Bartnikiem. Również odniósł się do sprawy z dużym zrozumieniem i obiecał interwencję. Na dziś wiemy jedynie, że rozmawiał z dyrektorem SP 2, a następnie ma znów rozmawiać z dyrektor Rogaś z UM. Na pomoc zatem nadal czekamy. Informację o problemie i prośbę o pomoc w imieniu rodziców dzieci, które nie zostały przyjęte do SP 2, wysłałam też mailowo do każdego radnego z Komisji Edukacji przy szczecińskiej Rady Miasta. Odzew był żaden. Jedynie radna Jolanta Balicka odpisała, że dziękuje za informację. I tyle. Pisałam również poprzez messangera do radnych: Łukasza Kadłubowskiego, Patryka Jaskulskiego, Marcina Biskupskiego, Edyty Łongiewskiej Wijas i Przemysława Słowika. Żadne z nich się nie odezwało, nie napisali nawet „sorry, nie mam czasu/ochoty/możliwości zainteresowania się tematem”. Wiadomość przeczytania i zlekceważona. Pomocy znikąd.

W tym wszystkim pozostają zgubione dzieci. Dzieci, które aplikowały do SP nr 2. Obecnie jest ich 18, co nie jest liczbą małą. To znakomity początek, aby utworzyć dobrą klasę. To uczniowie, którym zależy na dobrej edukacji. Udowodniły ten fakt przygotowując się i przystępując do egzaminu, w którym zadania niejednemu dorosłemu sprawiłyby ogromne trudności. To dzieci z rodzin, którym zależy na rozwoju i nauce. Z informacji uzyskanych w SP 2 wynika, że zdały ten egzamin na bardzo wysokim poziomie. To wreszcie dzieci, które są gotowe stawić czoła dodatkowym wyzwaniom edukacyjnym w postaci zwiększonej liczby godzin nauki języka obcego oraz nauce przedmiotów merytorycznych w języku obcym. Niewielu 11-12latków stać w dzisiejszych czasach na takie poświęcenie i zaangażowanie w swój edukacyjny los. Tymczasem urzędnicy ze szczecińskiego Urzędu Miasta zatrzaskują im przed nosem drzwi do rozwoju naukowego, do lepszej przyszłości – w imię czego? Środków finansowych? Jeśli nie było pieniędzy na założenie klasy, powstaje pytanie, po co w ogóle był robiony nabór? Czy brakująca liczba kilku uczniów na tak wczesnym etapie tworzenia klasy jest wystarczającą przesłanką, żeby porzucić na pastwę losu tych 18 uczniów, którym jeszcze się chce? Czy ktoś w tym mieście im pomoże?

Sprawę można bardzo łatwo rozwiązać – ogłosić nabór uzupełniający i sprawdzić, ile jeszcze chętnych uczniów się zgłosi. Jest jeszcze chwila na to, aby spokojnie do klasy dokoptować kilkoro uczniów. No i warto zweryfikować docelową liczbę dzieci – czy na pewno 28 lub więcej to dobry pomysł w kontekście nauczania językowego? W obecnej VII klasie w SP 2 (nota bene: utworzonej również po naborze uzupełniającym) nie uczy się tylu uczniów i urzędnikom jakoś to nie przeszkadza. Ale do tego, aby utrzymać nauczanie dwujęzyczne w szkole na Romera władze Szczecina naprawdę muszą chcieć wspierać rozwój uczniów. A nie tylko o tym mówić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *