Szkoła i rodzice, czyli trudna miłość

oceny

Jak co miesiąc, zostałam poproszona o napisanie tekstu do miesięcznika pedagogicznego Dialogi. To taka ciekawa publikacja (niestety, wydawana już tylko internetowo) traktująca o tematyce oświaty. W miesięczniku tym znajduje się rubryka „Rodzice mają głos”, w której Stowarzyszenie Rodzice dla Szczecina zamieszcza swoje teksty. Najczęściej w kontrze do oficjalnego, „mainstreamowego” poczucia zadowolenia z tego, co w oświacie słychać.

W tym miesiącu tematem Dialogów była kwestia relacji szkoła – rodzice. Zostałam poproszona przez redakcję o krytyczny głos w tej sprawie. Napisałam zatem tekst, którym zapewne znów wsadzę kij w mrowisko…

okladka04-2015

Szkoła i rodzice, czyli trudna miłość

Szkoła ma za zadanie uczyć i wychowywać. Oczywiście – nie sama. W tym równaniu, aby wyszedł dobry wynik, potrzebni są jeszcze rodzice. Ale czy w przeciętnej szkole i w obecnie funkcjonującym systemie edukacji możemy oczekiwać, że rodzice będą prawdziwymi partnerami dla szkół i organów prowadzących?

Zacznijmy „od jajka”, czyli od ustawy o systemie oświaty. Uso w teorii wydaje się dostrzegać rodziców, ale w praktyce to pozory. Ustawodawca daje rodzicom zaledwie namiastkę poczucia, że mają coś do powiedzenia. Usankcjonowane w uso rady rodziców są ciałem doradczym, których głosu dyrekcja – jak nie będzie chciała – nie musi specjalnie respektować. Jaki jest tego efekt? Rady rodziców często albo odgrywają marginalną rolę, albo mają znikomą rozpoznawalność wśród społeczności rodziców. Dofinansowują nagrody w konkursach, czasem podpiszą jakieś dokumenty, wskażą ubezpieczyciela. Generalnie – zajmują się tym, co bezpieczne i mało kontrowersyjne. Ich wpływ na życie szkoły często jest obarczony chęcią życia w zgodzie z dyrekcją – kto bowiem odważy się być w realnej kontrze do zarządzających placówką, od których zależy los szkolny własnego dziecka?

A jeśli przepisy nie dają równej pozycji i rangi rodzicom w systemie oświaty, może założenia programowe pomogą? Też chyba nie. Weźmy pod lupę dwa przykładowe zagadnienia problemowe, występujące na styku szkoła – dom: sport i zdrowe odżywianie.

Kwestia sportu, a raczej zwolnień z zajęć wychowania fizycznego jest ostatnio nośnym tematem. Kto zwalnia dzieci z zajęć sportowych w pierwszych latach szkoły? Najczęściej rodzice. Z różnych powodów – żeby się dziecko nie zaziębiło, żeby nie miało gorszej średniej, żeby się nie przemęczało, żeby sobie krzywdy na przestarzałej infrastrukturze nie zrobiło… O problemie mówi się wiele, organizuje się specjalne szkolenia, konferencje czy seminaria dla nauczycieli i dyrektorów. Wszyscy wiedzą, że jest źle. Ale czy ktoś podejmuje w tej kwestii dialog z rodzicami? Nie. Nie ma działań systemowych na poziomie samorządów czy szkół. Nie ma informacji dla rodziców, jak wygląda oferta zajęć dla dzieci, próby przekonania, że zwalnianie z w-fu działać może na szkodę dziecka. Dziecko ma na zajęcia chodzić. Nie chodzi? Zwolnione jest przez rodziców? Trudno. Odnotowujemy statystyki i pracujemy dalej. W znakomitej większości szkół nie ma nawet refleksji, że może rodzice mogliby jakoś pomóc w uatrakcyjnieniu zajęć sportowych. Znam takie środowiska szkolne, w których rodzice angażują się jako trenerzy takich zajęć. Ale to wymagało wielkiej determinacji, a inicjatywa zazwyczaj leżała po ich stronie, a nie po stronie szkoły.

Kolejny ważny obszar to zdrowe odżywianie. W Szczecinie rajcy miejscy pochylili się swego czasu nad stanem zdrowia dzieci i ofertą żywieniową dostępną w szkołach. Załatwiono kwestię sklepików i problem maszyn vendingowych. Urzędnicy stworzyli program, w którym mądre głowy dumają nad problemem otyłości u najmłodszych. Czasem w klasach organizowane są pogadanki z dziećmi o tym, jak zdrowo jeść. Tu i ówdzie organizowane są w szkołach konkursy propagujące prawidłowe odżywianie. A gdzie w tym wszystkim jest najważniejszy czynnik – rodzice? Gdzie działania skierowane do nich, żeby przekonać ich, że cola i chipsy nie są najlepszą przekąską? Gdzie propozycja wspólnych zajęć dla rodziców i dzieci, w czasie których nauczą się przyrządzać zdrowe posiłki? Gdzie wreszcie partnerskie ustalanie z rodzicami oferty żywieniowej dostępnej w szkole? W 99% szkół – nie ma. A to rodziny są podstawowym, pierwotnym środowiskiem, które decydują o tym, co i jak dziecko je. Bez współpracy w tym zakresie z rodzicami najlepszy urzędniczy program można sprowadzić do poziomu „półkownika”.

I tak rodzice stają się zaledwie biernymi odbiorcami tego, co dzieje się w szkole. Skoro nikt od nich nic nie chce, nie wymaga, angażują się coraz mniej. Skoro angażują się coraz mniej, można ich coraz bardziej pomijać w życiu szkoły. Dzisiaj nawet Internet zniechęca do przychodzenia na zebrania. Po co, skoro o wydarzeniach szkolnych można przeczytać na stronie szkoły, a oceny i obecności sprawdzić w dzienniku elektronicznym?

Tak, wiem, w pewien sposób przejaskrawiam problem. Zdarzają się szkoły, w których rady rodziców potrafią nie zgodzić się czasem z dyrektorem i doprowadzić do innych rozwiązań, niż te, które forsuje dyrekcja. Wiem też, że łatwiej współpracuje się partnersko w mniejszych społecznościach, niż w placówkach – molochach. Zdaję sobie również sprawę, że mając od kilkuset do kilku tysięcy rodziców dyrektor szkoły czy przedszkola nie jest w stanie zaangażować ani zadowolić wszystkich. I mam tę bolesną świadomość, że zdarzają się tak roszczeniowi rodzice, którzy potrafią skutecznie zniechęcić do jakiegokolwiek dialogu.

Ale Drodzy Czytelnicy – powiedzcie tak z ręką na sercu – ile znacie placówek, w których rodzic odwiedzający szkołę widzi propozycję współdziałania, ofertę skierowaną do niego, a nie jest jedynie biernym odbiorcą informacji o tym, co dzieje się w szkole? W ilu placówkach zainteresowanie dialogiem z rodzicami ogranicza się głównie do wywiadówki kilka razy do roku? W ilu proponowane są wspólne działania dla dzieci, rodziców i nauczycieli, które nie są elementem projektów unijnych? Dzisiaj ta ważna dla dzieci relacja szkoły i rodziców wydaje się być raczej „trudną miłością” i „małżeństwem z rozsądku”, niż wyrazem autentycznej potrzeby i chęci współdziałania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *