„Trzeźwy wybór realizatorów zadań”

Takie cudne zdanie dzisiaj usłyszałam na posiedzeniu Szczecińskiej Rady Działalności Pożytku Publicznego. Według miejskich urzędników zasadą taką powinien kierować się Urząd Miasta w otwartych konkursach dla organizacji pozarządowych. Brzmi fantastycznie, prawda? Ale nie dajcie się zwieść. Generalnie chodzi o to, by w otwartych konkursach (organizowanych dlatego, że ustawodawca nakazał taką, a nie inną formułę wyboru) czasami wybrać tych, co „trzeba”.

ocena ofertyDzisiejsze spotkanie Rady oscylowało wokół tematu, który wywołałam swoją propozycją stanowiska RDPP w sprawie konkursów dla NGO organizowanych przez Miasto. Stanowisko zaś było efektem niedawno rozstrzygniętego konkursu na wsparcie seniorów, w którym działy się rzeczy przedziwne. Między innymi lekceważone były przyjęte wcześniej kryteria, a ocena zasadniczo bazowała na tym, kto wcześniej współpracował z Miastem, a kto nie. Dlatego też dzisiaj na posiedzeniu pojawili się dyrektorzy tych wydziałów UM, którzy organizują takie konkursy dla NGO. I opowiedzieli nam, jak organizują takie nabory. Okazało się, że niby jeden urząd, ale „co kraj, to obyczaj”. Sprawa rozbija się zasadniczo o dwie kwestie – czy kryteria stosowane w konkursach są punktowane i dzięki temu przejrzyściej oceniane, a także czy preferencje uzyskują organizacje, które wcześniej współpracowały z Miastem, przez co tworzy się zaklęty krąg wykonawców zadań i nowe organizacje odpadają w przedbiegach.

Zgodnie z przedstawionymi nam dziś informacjami, według Pana Dyrektora Szczyrskiego w Biurze Organizacji Pozarządowych w 2015 r. w ramach konkursów wprowadzono kryteria punktowane, ale uznano, że wagi punktowe zostały „źle sparametryzowane”, więc odstąpiono od punktów. Ale nie wszędzie. Czasem się je stosuje, choć nie zawsze. W Wydziale Kultury z kolei, Pani Dyrektor Stankiewicz stwierdziła, że w swoich kryteriach nie wyobraża sobie w ogóle punktowania kryteriów (bo taka ich specyfika). Zapewniła też, że dopuszczają nowe organizacje do konkursów, choć również nie wyobraża sobie niebrania pod uwagę dotychczasowej współpracy (czytaj: czy dana organizacja się do tej pory dobrze rozliczała z zadania). W Wydziale Oświaty kryteria konkursowe są punktowane i ocena ta wychodzi całkiem nieźle. Są punkty za dotychczasową współpracę, ale jeśli ktoś takowej współpracy wcześniej nie prowadził, tego kryterium w ogóle nie bierze się pod uwagę. W Wydziale Sportu kryteria nie mają przypisanych punktów, ale za to w przypadku braku doświadczenia we współpracy z Miastem, WS dopuszcza  przedstawienie rozliczenia/sprawozdania (faktur, zdjęć, dokumentacji) z imprezy zrealizowanej własnymi siłami, albo z innych źródeł. I takie doświadczenie się akceptuje.

urzędnikWydział Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska zasadniczo zleca zadania związane z kotami (sterylizację i opiekę weterynaryjną) i wymaga przede wszystkim możliwości technicznych oraz najlepszej oferty w kwocie przeznaczonej na to zadanie. Ofertę składa zawsze tylko Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Warunki techniczne spełnia i oferuje dobre warunki merytoryczne i finansowe, więc umowa jest zawierana. Z kolei w Wydziale Zarządzania Kryzysowego konkurs na zabezpieczenie bezpieczeństwa na terenach wodnych jest uwarunkowany wymaganiami ustawowymi i tutaj też zasadniczo pojawia się jeden oferent (a właściwie pojawił, bo nabór był na 3-letnie zadanie w 2013 r.). Był to WOPR.

Wydział Spraw Społecznych zdaje się bujać od ściany do ściany. Po feralnym konkursie na wsparcie seniorów, w którym 11 niepunktowanych kryteriów było niemalże pominięte przy ocenie, teraz ogłoszono konkurs na profilaktykę uzależnień planując 16 kryteriów, za które można dostać 400 punktów! Jestem szalenie ciekawa, jak będzie wyglądać karta oceny 🙂

Jak widać z powyższego, w Urzędzie każdy sobie rzepkę skrobie. Nie ma spójnej polityki organizowania takich konkursów. To, co w jednym wydziale zdaje się funkcjonować bez problemu i jest normalną sprawą, w innym jest nie do pomyślenia. Zdaję sobie sprawę, że zakresy zadań są czasem odległe od siebie i trudno porównywać kulturę z ochroną życia na akwenach wodnych czy wsparcie inwestorów z wypoczynkiem dzieci i młodzieży. Ale zastanawiam się, ile w tym wszystkim jest faktycznego braku zasadności wskazywania wag punktowych, a ile jest „niedasizmu”, „niechcemisizmu” i woli zapewnienia finansowego wsparcia „znanym i lubianym”. Dziwi mnie również tak swobodne podejście do kwestii tego nieszczęsnego doświadczenia we współpracy – jedni go wymagają bezwzględnie (bo przecież nie można zaprzestać poprzednio udzielonego finansowania! Nieważne, że ciągle wspieramy tych samych, a innych potrzebujących pozostawiamy samych sobie). Inni wymagają go czasem, choć nie ortodoksyjnie (na zasadzie: macie, to super, a jak nie macie, to punktów wam za to nie obetniemy). Jeszcze inni podchodzą do tej kwestii innowacyjnie i przyjmują dowody na doświadczenie z innych źródeł. Generalnie, nikt nad tym w UM nie panuje i chyba nie chce zapanować.

Inną ważną kwestią, którą poruszyłam w trakcie dyskusji, jest jakość oceny. Najlepszy set kryteriów nic nam nie da, jeśli ocena nie będzie się do nich odnosić. Wprawdzie Dyrektor Biura Organizacji Pozarządowych zadeklarował, że UM dokłada wszelkiej staranności w wypełnianiu kart, bo przecież to publiczne środki, bo każdy może kartę potem zobaczyć, bo jest pełna jawność. Ale ja przytoczyłam 3 oceny z niedawnego konkursu dla seniorów. Gwoli przypomnienia – ocenianych było 11 kryteriów, które opisałam TUTAJ. Tymczasem w jednej z kart czytamy następującą ocenę:

karta4Fundacja spełnia wymogi konkursu oraz posiada zapisy dot. działalności na rzecz osób starszych. Z uwagi na brak środków finansowych i ograniczony budżet w otwartym konkursie ofert 190 000 zł nie pozwolił na dofinansowanie Fundacji.

11 kryteriów wzięto pod uwagę? Nie. Nie ma kasy i koniec. Nieważne, czy oferta dobra, czy nie.

W innej karcie znalazła się ocena:

karta3Organizacja ma w zakresie zadań działania na rzecz osób starszych. Koszty zadania, o które wnioskuje stowarzyszenie to 16 820,50 zł w tym porady prawne 1500 zł. Gmina Szczecin rozpoczęła realizację programu ministerialnego dot. prowadzenia puntów porad prawnych dlatego zadanie zostało pominięte. Gmina zapewnia bezpłatne porady prawne dla seniorów.

No dobrze, ja rozumiem, że gmina nie chce powielać zadań. Ale dlaczego zadanie za 1500 zł przy projekcie na prawie 17 tysięcy zł zaważyło na odrzuceniu całej oferty? Czy nie można było faktycznie obciąć tego 1500 zł i przyjąć do realizacji reszty oferty? I gdzie odniesienie do wskazanych w konkursie 11 kryteriów oceny?

I trzeci kwiatuszek, tym razem uzasadnienie, dlaczego oferta została przyjęta:

karta5Fundacja posiada zapisy w statucie o działalności w zakresie pomocy społecznej. Organizacja kontynuuje zadanie na terenie prawobrzeżnej części miasta dla seniorów od wielu lat. W 2015 r. Fundacja obchodziła 10-lecie swojej działalności „senioralnej”. Gmina chce zapewnić dofinansowanie na działania Fundacji kontynuując w ten sposób dotychczasową dobrą współpracę.

Eeee…. Czy wspominałam już o 11 kryteriach oceny w tym konkursie? O ocenie kalkulacji kosztów, jakości wykonywania zadania, wkładzie rzeczowym i osobowym, planowanej liczbie beneficjentów czy opisie zajęć dla odbiorców wsparcia? Nie? No cóż, szanowna komisja oceniająca też najwyraźniej o nich zapomniała, przyznając dotację. Wystarczyło napisać, że oferent jest fajny, chce robić dalej, to co robił do tej pory i właściwie to wystarczy do uzyskania dotacji.

To tylko przykłady z jednego konkursu. Nie wnioskowałam o karty z innych naborów, ale patrząc na te, które mam i wspominając radosną twórczość urzędników w Kartach Oceny Zadań w ubiegłorocznym Szczecińskim Budżecie Obywatelskim, nie jestem optymistką. Mogłam właściwie tylko zaapelować do Dyrektorów Wydziałów, żeby zweryfikowali proces oceny. I tym bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że kryteria punktowane są bardziej przejrzyste – przynajmniej wtedy oceniający muszą odnieść się do każdego z tych punktów i wskazać za co przyznają lub obcinają punkty.

no-nie-da-radyOsobnym wątkiem była moja propozycja, żeby planowane w konkursach kryteria przesyłać do zaopiniowania Radzie Działalności lub innym tego typu organom doradczym Prezydenta Miasta (np. Radzie ds. Seniorów, Młodzieżowej Radzie Miasta) jeszcze PRZED OGŁOSZENIEM konkursu. Żeby można było na kryteria spojrzeć, może zgłosić jakieś uwagi, propozycje, wskazać na potencjalne nowe i dobre rozwiązania. Oj, ale się wtedy nasłuchałam! Od Wydziału Sportu, że przecież warunku przetargów nie ustala się z oferentami (tłumaczyłam, że RDPP ma być głosem całego sektora, a nie pojedynczych organizacji – oferentów), od Wydziału Kultury, że przecież urzędnicy mają doświadczenie w danej działce, a członkowie Rady niekoniecznie i pani dyrektor sobie nie wyobraża takiej procedury, bo terminy, bo co będzie, jak nie wezmą pod uwagę naszych sugestii i ktoś będzie mieć pretensje. Tłumaczyłam, że doświadczenie mamy bardzo szerokie i jako głos doradczy Prezydenta możemy wesprzeć urzędników. Że procedurę można zrobić sprawnie, obiegowo (np. wyznaczyć Radzie 3-5 dni na wniesienie uwag drogą mailową). Że jesteśmy głosem doradczym, a nie nakazującym i jeśli propozycje strony społecznej nie zostaną wzięte pod uwagę, to warto taki dialog prowadzić – dlaczego propozycji nie uwzględniono, czy można je jakoś zmodyfikować, wykorzystać w przyszłości. Od Biura Organizacji Pozarządowych z kolei usłyszałam obawy, co jeśli przedstawiciele Rady będą mieli rozbieżne zdania, kto ma to rozstrzygać, że to dodatkowa praca z rozsyłaniem i zbieraniem uwag. Generalnie: łolaboga, nie da się! Chociaż w innych miastach jakoś się daje.

Największym rozczarowaniem dla mnie był głos Pana Zygmunta Pyszkowskiego z Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, który stwierdził, że urzędnicy wiedzą najlepiej, że nie powinniśmy im zawracać głowy i dokładać pracy, że konkursów jest za dużo, żeby wszystkie analizować. Smuci mnie, że przedstawiciel III sektora, zamiast walczyć o wzmocnienie głosu i znaczenia organizacji pozarządowych w Mieście, zamiast promować dobry dialog z administracją, przekreśla z góry wszelkie takie inicjatywy. Jeśli nie ma czasu, albo ochoty analizować takich dokumentów, nie musi tego robić. Ale kastrowanie Rady Działalności Pożytku Publicznego poprzez ograniczanie jej roli i znaczenia jej głosu przez społecznika jest po prostu słabe.

Nic to, pracujemy dalej. Nadal wierzę, że „dasię”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *