Wolnoć Tomku w swoim domku?

Kilka tygodni temu internet obiegło ogłoszenie zamieszczone na klatce jednego z nowych bloków w Szczecinie. Ogłoszenie brzmiało:

„Do pewnych sąsiadów mających dzieci!

Zwracamy się z uprzejmą prośbą o zapanowanie nad swoim nieznośnym (zwłaszcza z rana) potomstwem, ponieważ niektórzy chcą w spokoju odpocząć – niestety nie jest im to dane… Przez ciągłe krzyki, płacze, bieganie po mieszkaniu jak „słoń” i nie tylko (po klatce również się zdarza). Rozumiemy, gdyby to było raz na jakiś czas, ale nie codziennie, tym bardziej że to nie są już wcale takie małe dzieci.

Kochani, nie jesteście tu sami, my również tutaj mieszkamy 🙂

Z poważaniem, Niewyspani i rozdrażnieni sąsiedzi”

Sprawa nietypowej korespondencji od „niewyspanych i rozdrażnionych sąsiadów”, skierowana do najwyraźniej nieradzących sobie ze swoim potomstwem rodziców, podzieliła internautów. Jedni mówią, że dzieci należy wychowywać w poszanowaniu praw (w tym prawa do świętego spokoju), inni mówią, że dzieci to tylko dzieci i jakby się nie kupowało „deweloperki” o ścianach z papieru, to problemu by nie było. Sprawa zaś nie jest tak oczywista.

Sąsiedzkie problemy o wszystko istnieją od lat. W blokach z wielkiej płyty każdy dźwięk niósł się „rurami”. Ileż słyszeliśmy historii o upartej sąsiadce, stukającej obcasami w podłogę, czy o spuszczającym wodę w toalecie sąsiedzie zza ściany? Podobnie jest w nowoczesnym budownictwie – jednym przeszkadzać będą tupiące czy krzyczące dzieci, drugim kot sąsiada przebiegający przez ich ogródek, trzecim jeszcze źle zaparkowane auto pod oknami czy dziecko malujące kredą po chodniku. Czasy się nie zmieniły, ludzie też pozostali tacy sami, tylko powody do uwag i awantur powstają nowe.

Czy to oznacza, że uwagi sąsiadów powinniśmy ignorować? Z pewnością nie. Starożytni mawiali, że wszyscy jesteśmy idealnymi rodzicami, dopóki nie urodzą nam się dzieci. Jeśli więc nasze pociechy mają tendencję do biegania, skakania czy krzyczenia, możemy poradzić sobie kładąc wykładziny i grubsze dywany tłumiące nieco hałas. Możemy częściej wychodzić z dziećmi na dwór, gdzie będą miały wolną przestrzeń do wyhasania się i głośnego wyrażania emocji. Po takiej dawce szaleństw na dworze szansa na ciszę i spokój w domu jest zdecydowanie większa. Powinniśmy też dzieciom – szczególnie starszakom – uświadamiać istnienie norm społecznym i ich znaczenia. Powtórzenie po raz tysięczny „nie skacz, nie biegaj, nie krzycz, bo to wszystko u sąsiadów słychać” może być nużące, ale na dłuższą metę się opłaca – zarówno w kontaktach międzysąsiedzkich, jak i w późniejszym zderzeniu naszych dzieci z brutalną rzeczywistością, kiedy to ich prawa mogą nie być szanowane. Żyj i daj żyć innym – to chyba najlepsza dewiza do zastosowania w tym przypadku. Niezależnie od wieku i miejsca zamieszkania.

 

 

Komentarz ukazał się również 15.12.2017 r. w Bezpłatnym Tygodniku Szczecina

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *