Dzieje się

Zakaz narzekania?

zakaz narzekania

Od pewnego czasu zauważam falę narzekania na to, że Polacy narzekają. Prawdą jest, że jesteśmy narodem narzekającym. Na pogodę, na zdrowie, na sąsiadów, dzieci, małżonka/kę, szefa, pensję, pracę, brak pracy, rząd, pogodę, brak pogody i co tam jeszcze przyjdzie nam do głowy. Przeciętny Amerykanin, zapytany: „Co słychać?” odpowie szybko: „Świetnie!”. Przeciętny Polak na to samo pytanie w najlepszym przypadku ograniczy się do stwierdzenia: „Daj spokój, stary. Szkoda gadać. Stara bida…”.

I co jakiś czas znajdują się osoby, które mówią nam, że narzekanie to samo zło. Że powinniśmy się wyrzec tego narodowego sportu, tej cechy prawdziwie polskiej – malkontenctwa, czepialstwa, czarnowidztwa. Kilka tygodni temu przez polską blogosferę przetoczyła się akcja, na której blogerzy ganili narzekaczy pod wspólnym hasłem #NIEnarzekam. Pisali, jak to dobrze się nam żyje, że nie ma co narzekać, bo szkoda życia. Dzisiaj również w Kurierze Szczecińskim p. red. Artur Ratuszyński pokusił się o krótką, odautorską notkę komentarz, w której stawia tezę, że powinniśmy przestać narzekać.

A ja przekornie spytam: dlaczego? Czy narzekanie jest takie złe? Czy naprawdę nie przynosi nam nic dobrego? Otóż – moim zdaniem – krytyka tego, co widzimy, z czym się stykamy, jest wręcz niezbędna! Jeśli wszyscy będziemy akceptować naszą rzeczywistość, nie powiemy nigdy: to nie działa, to jest źle pomyślane, to trzeba poprawić – i nie będziemy mieli szansy zmienić czegokolwiek! W tym tkwi sedno! Żeby nasze narzekanie miało charakter konstruktywny, żeby prowadziło do poprawy sytuacji. Żeby nie kończyło się na samym akcie marudzenia. Bo nie sztuką jest uśmiechać się cały czas, jak głupi do sera. Nie sztuką jest też skrytykować wszystko i wszędzie. Prawdziwą sztuką i cnotą jest dostrzec to, co nam się nie podoba i wyrazić to głośno po to, by zmienić coś na lepsze.

Całe szczęście czasy, kiedy nie wolno było głośno narzekać i krytykować, dawno minęły. Nie ma już cenzorów, którzy pilnują, aby władzy przypadkiem czegoś przykrego nie powiedzieć i jej nie zdenerwować. Nie musimy wiecznie udawać, że trawa jest zawsze zielona (a jak nie jest, to przed przyjazdem pierwszego sekretarza – o pardąsik, prezydenta, premiera itp. szybko się ją pomaluje). Mamy wolność, a wraz z nią prawo do wyrażania naszej opinii. Nawet negatywnej. Więc narzekajmy, jeśli chcemy. Ale zadbajmy też o to, żeby w ślad za tym zaproponować zmiany na lepsze. Wtedy może się uda zmienić świat. Chociaż trochę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *