Zarządzanie przez skłócanie

źródło: www.interia.pl
źródło: www.interia.pl

Oświata to w Polsce drażliwy temat. Ze względu na nauczane treści, obecność religii, nieobecność tematyki seksu i antykoncepcji, strach przed potworem dżęderem, za drogie podręczniki, nieładne bezpłatne podręczniki, wymądrzających się pedagogów, roszczeniowych rodziców, przemoc i obojętność na problemy młodzieży, zbytnią inwigilację w sprawy młodszych i starszych dzieci. Praktycznie na każdym kroku komuś się coś może nie podobać i z wszystkiego można zrobić problem. Więc żeby w szkołach przypadkiem nie było za dobrze, pani minister Kluzik – Rostkowska postanowiła w duchu świątecznej radości dołożyć do tego kociołka. To się nazywa zarządzanie przez skłócanie.

MEN ferie

Pani minister wystosowała list otwarty do rodziców i opiekunów, w którym przypomina, uświadamia i wskazuje, że w czasie zbliżającej się przerwy świątecznej rodzice mają prawo do zapewnienia opieki nad dziećmi przez szkołę. Na stronie MEN widnieje komunikat, w którym czytamy:

Zimowa przerwa świąteczna w tym roku rozpocznie się 22 grudnia i będzie trwała do 31 grudnia. To dla uczniów czas wolny od zajęć dydaktycznych. Dni przerwy świątecznej, z wyjątkiem świąt, nie są jednak dla nauczycieli ani dniami wolnymi od pracy, ani dniami urlopu wypoczynkowego i nauczyciele pozostają do dyspozycji dyrektora. Tak więc dyrektor może zaplanować, aby w tym czasie, poza doskonaleniem lub innymi czynnościami związanymi z przygotowaniem się do zajęć, prowadzili oni również zajęcia z dziećmi.

Dni 2 i 5 stycznia 2015 r. nie są dniami zimowej przerwy świątecznej. Dyrektor szkoły mógł jednak – w porozumieniu z radą pedagogiczną, radą rodziców i samorządem uczniowskim – ustalić te dni jako dodatkowe dni wolne. Wówczas ma obowiązek zorganizować zajęcia opiekuńczo–wychowawcze oraz poinformować rodziców o możliwości udziału uczniów w tych zajęciach. Nie może dojść do sytuacji, by w dniach 2 i 5 stycznia 2015 r. w szkołach, w których nie odbędą się zajęcia dydaktyczne, nie zostały zorganizowane zajęcia opiekuńczo-wychowawcze.

Minister Joanna Kluzik–Rostkowska, biorąc po uwagę oczekiwania rodziców uczniów, zaapelowała do dyrektorów szkół podstawowych i gimnazjalnych o zdiagnozowanie potrzeb rodziców oraz zaplanowanie i zorganizowanie zajęć opiekuńczych i wychowawczych dla uczniów, których rodzicom na tym zależy.  Kuratorów oraz wójtów, burmistrzów i prezydentów miast minister poprosiła natomiast o sprawdzenie, czy szkoły dopełniły obowiązku poinformowania rodziców o przysługujących im prawach.

Tak sformułowany komunikat nie byłby pewnie sam w sobie taki zły, gdyby nie poprzedzający go wstęp:

„Macie prawo, by nauczyciele zaopiekowali się Waszym dzieckiem podczas przerwy świątecznej” – napisała dziś w liście otwartym do rodziców i opiekunów minister edukacji narodowej Joanna Kluzik-Rostkowska. Na obowiązek zajęcia się uczniami w dniach wolnych od nauki zwróciła też uwagę w listach do dyrektorów szkół podstawowych i gimnazjalnych, kuratorów oraz przedstawicieli samorządów.

MEN uruchomiło dla rodziców specjalny numer telefonu i adres mailowy, pod którym mogą zgłaszać wszelkie uwagi i wątpliwości dotyczące opieki nad ich dziećmi w okresie przerwy świątecznej.

Na reakcję Związku Nauczycielstwa Polskiego nie trzeba było długo czekać. Na stronie ZNP pojawił się taki oto komunikat:

ZNP donos

I może byłby to śmiech przez łzy, gdyby na rozmaitych forach i stronach nie zaczęła się jatka i nagonka. W tym przypadku nauczycieli na rodziców i na odwrót. Toczone dyskusje oscylują na dość niskim poziomie, bazując na emocjach, a nie faktach. Nie od dziś wszak wiadomo, że ilość wolnego, jaką do dyspozycji mają nauczyciele, jest solą w oku wielu ludzi. Ja jednak, obserwując ich pracę na co dzień i czasem samej wcielając się (ale tylko troszeczkę!) w ich rolę, kiedy zdarza mi się poprowadzić jakieś szkolenie, muszę przyznać, że żadna ilość ferii i wakacji nie zdołałaby mnie zachęcić do wykonywania tego zawodu na co dzień. Dlatego mam duży respekt i rozumiem, że to wolne jest im po prostu potrzebne.

Po drugiej stronie barykady okopali się rodzice, których też rozumiem. Pisałam już o tym przy okazji weryfikowania ofert wakacyjnych dla dzieci. Normalnie pracujący człowiek (normalnie oznacza tu 8 godzin na etacie!) ma 26 dni urlopu w roku. Dziecko, kiedy idzie do szkoły, zimą ma przerwę świąteczną, zaraz potem ferie zimowe, przerwę na święta wielkanocne, po drodze jakieś rekolekcje, dni sportu, wolne z okazji egzaminów, Boże Ciało, a na koniec – wakacje. Bite dwa miesiące. Dla rodziców to długo. Komercyjne oferty spędzania ferii i wakacji nie należą zwykle do najtańszych, a te tańsze – organizowane przez samorząd – są prawie niedostępne i dotyczą niewielkiej grupki dzieci. Zatem rodzice zaczynają się denerwować. I to jest zupełnie zrozumiałe. Nikt przy zdrowych zmysłach i podstawowym poczuciu instynktu rodzicielskiego nie chce zmuszać dzieci do spędzania w szkole czasu dłużej, niż jest to konieczne. Ale jeśli dziecko jest za małe, żeby zostać samo w domu, a rodzice pracują – to wyjścia najczęściej nie ma.

I w to wszystko wkroczyła pani minister. Chcąc przypodobać się rodzicom wysłała taki, a nie inny komunikat. Pokazując tym samym rodzicom, kto w jej przekonaniu w systemie oświaty jest panem i władcą, a kto sługą. Na efekt nie trzeba było długo czekać. M.in. na fanpage’u „Pani minister, dajmy już spokój z tą reformą” znalazło się zestawienie kilku wypowiedzi w temacie:

pani minister dajmy sobie spokój

Nauczyciele naskakują na rodziców. Oskarżają ich o to, że ci najchętniej pozbyli się dzieci i z nauczycieli zrobili darmowe niańki i pomoce domowe. A przecież oni – nauczyciele – też mają dzieci i rodziny. Z kolei rodzice naskakują na nauczycieli – że ci się nie przepracowują, że po 4 godzinach w szkole idą do domu i mają wolne, że tyle urlopu to normalny pracownik nigdy w życiu nie dostanie, a nauczyciele są chronieni Kartą. Takich dyskusji, jak ta powyżej, znalazłam na FB już kilkadziesiąt. I każdą było przykro czytać.

Problem z zapewnianiem opieki dzieciom szkolnym jest. To nie ulega wątpliwości. I trzeba go jakoś rozwiązać. Ale wspólnie, z głową, sensownie planując pracę szkół i nauczycieli. Uwzględniając również ich role rodzicielskie i potrzeby odpoczynku, przy jednoczesnym zrozumieniu systemu pracy rodziców. A nie w oparciu o grożenie palcem, donosy i napuszczanie jednych na drugich. Pani minister zastosowała klasyczną spychologię, wskazując chłopca do bicia, rodzice chętnie się na niego rzucili, a ów chłopiec do bicia nie pozostał dłużny. I tylko widniejący obok komunikatu MEN obrazek z napisem „SZKOŁA WSPÓŁPRACY” zakrawa na jakiś niesmaczny żart ze strony pani minister.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *