Dzieje sięParlamentarne Pytania, Nieparlamentarne Odpowiedzi

Zbłąkane „społeczne” owieczki

W ubiegłym roku podczas podsumowywania wyników Szczecińskiego Budżetu Obywatelskiego moją uwagę przykuły działania szczecińskich Rad Osiedli. Dla przypomnienia – prezydent Krzystek zadeklarował, że skoro w SBO pozostaly oszczędności, on dołoży brakujące środki i nie tylko projekty z I miejsca, ale również te, które głosami mieszkańców zajęły II lokatę, zostaną zrealizowane. Na takie dictum odezwali się członkowie Rady Osiedla Podjuchy, którzy okazali się być autorami projektów z miejsca II, III i IV i stwierdzili, że porozumieli się między sobą. Efektem porozumienia jest chęć rezygnacji z realizacji budowy stanicy wodnej w Podjuchach (projekt z II miejsca) na rzecz stworzenia parku, również w Podjuchach (projekt z IV miejsca). Dyskutowaliśmy wtedy bardzo gorąco, czy autorzy projektów mają w ogóle prawo takiego wyboru, wbrew głosom oddanym przez mieszkańców. Ja wskazywałam, że Szczeciński Budżet Obywatelski zamienia się w Budżet Osiedlowy i że Radom Osiedli chyba pomyliły się źródła finansowania ich inwestycji. Ostatecznie, w głosowaniu Zespołu ds. SBO przyjęliśmy propozycję prezydenta Krzystka, a nie RO Podjuchy.

Temat miał swój odrębny wątek w postaci finansowania reklamy projektów zgłaszanych przez Rady Osiedli ze środków Miasta. Czyli de facto z naszych podatków. System jest banalnie prosty – ponieważ RO nie mają formalnie prawa zgłaszać żadnych projektów, te kierowane są do SBO przez osoby fizyczne, które „tylko przypadkiem” są członkami danej Rady. Następnie niektóre Rady całkiem otwarcie, inne zaś nieco bardziej po kryjomu, przeznaczają część środków miejskich na ulotki, plakaty, banery, gazetki itp., w których reklamują zgłaszane przez siebie inwestycje. Co istotne – do środków tych, pochodzących z Budżetu Miasta, mieszkańcy nie będący zrzeszeni w Radach Osiedli, nie mają rzecz jasna dostępu. W efekcie, większa reklama przekłada się na większą rozpoznawalność danego projektu i zwiększa jego szanse na wygraną. Po pierwszych sygnałach na ten temat i butnych wypowiedziach niektórych członków RO, że „zwykli” mieszkańcy mogą sobie zrobić własną zrzutkę na reklamę, albo że mimo, iż sprawa jest „śliska”, w przyszłym roku osiedlowcy dalej będą wydawać w ten sposób miejskie pieniądze, postanowiłam przyjrzeć się tej kwestii nieco bliżej. Motywowały mnie też maile i prośby o wsparcie do mieszkańców, którzy starali się uzyskać wsparcie w ramach SBO, ale nie mogli sobie pozwolić na finansowanie kampanii reklamowej. Słusznie więc alarmowali o nierówności szans.

Wespół ze mną działania podjął radny miejski Michał Wilkocki z klubu Bezpartyjnych. Razem występowaliśmy o dostęp do informacji publicznych w zakresie Rad Osiedli i przy tej okazji dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy…

baner_budzet_2016W pierwszej kolejności zweryfikowaliśmy, ile faktycznie na różne formy reklamy projektów SBO wydały Rady Osiedli. Okazało się, że Rada Osiedla Żelechowa na promocję jednego projektu przeznaczyła 500 zł z miejskiej kasy. RO Śródmieście Północ wydała gazetkę za ponad 1100 zł, przy czym sama zadeklarowała, że „proporcjonalnie wartość informacji o projekcie wynosiła 70 zł”, nie wskazując żadnej metodologii takiego wyliczenia. RO Kijewo wydała 246 zł, RO Bukowo – 170 zł, zaś RO Drzetowo – Grabowo za 774 zł wydała biuletyn, w którym – jak sama pisze – „ok. 18% powierzchni poświęcone było Budżetowi Obywatelskiemu”. RO Podjuchy na promocję wydała 289 zł, zaś RO Majowe zaszalała najbardziej i wydała 1496 zł. Obie te Rady zadeklarowały, że promowały wszystkie projekty ze swoich osiedli. Podkreślmy – osiedli, nie dzielnic czy całego miasta. Jeśli zatem autor innego projektu z danej dzielnicy miał pecha i mieszkał ulicę dalej niż granica Podjuch czy Majowego, na promocję z miejskiej kasy nie miał co liczyć.

Może się wydawać, że nie są to wielkie kwoty. Ale słusznie zgłaszają uwagi mieszkańcy „niezrzeszeni” – te środki są niedostępne dla innych projektodawców. Miasto nie wydzieliło ogólnodostępnej puli dla wszystkich autorów projektów na promocję ich przedsięwzięć. Mamy więc „równych i równiejszych”, przy czym ci „równiejsi” wykorzystują lukę w przepisach i nie do końca uczciwe prowadzą kampanię w SBO. Tematem zajmować się będzie Komisja ds. Inicjatyw Społecznych przy Radzie Miasta Szczecina i zobaczymy, czy radni miejscy odpowiednio na ten proceder zareagują. Ja zawnioskowałam o dwa rozwiązania: albo zakażemy Radom Osiedli wykorzystywania publicznych środków na promocję swoich projektów w SBO i wyrównamy szanse, albo zapewnimy jednakową pulę środków dla wszystkich autorów i też wyrównamy szanse. Tak czy owak, radni powinni coś z tym zrobić.

RO diety 1Ale wróćmy do funkcjonowania Rad Osiedli. Z założenia jest to praca społeczna. Zaangażowani społecznicy poświęcają swój wolny czas i energię na poprawę sytuacji w swoim otoczeniu, ku chwale ojczyzny, regionu, miasta i osiedla. Czy aby na pewno robią to całkiem bezinteresownie i społecznie? Okazuje się, że nie wszyscy. Członkowie Rad Osiedli bowiem za swoją „społeczną pracę” otrzymują wynagrodzenie. Fachowo nazywa się to dietą i jednostkowo nie rodzi wielkich emocji. Ale kiedy popatrzy się na ten temat w szerszej perspektywie – robi się interesująco.

RO diety 2Radny Michał Wilkocki przesłał mi zestawienie dotyczące wynagrodzeń członków Rad Osiedli. Dane te uzyskał z Urzędu Miasta, w trybie dostępu do informacji publicznej. Okazuje się, że w okresie od stycznia do początku grudnia 2015 r. członkowie Rad Osiedli wypłacili sobie wynagrodzenie za swoją społeczną działalność w wysokości ponad 151 000 zł. Całkiem nieźle, jak na społeczników, prawda? Żeby być uczciwym, należy w tym miejscu dodać, że lwią część tej kwoty – ponad 132 tys. zł – przeznaczono na diety dla przewodniczących. Wiceprzewodniczącym, skarbnikom, sekretarzom, czy członkom zarządu przypadło „marne” 19 tys. zł.

RO diety 3Patrząc na jednorazowe wypłaty, nie są to wielkie sumy. Patrząc na skalę roku, wartości te zaczynają chyba trochę dziwić.  W efekcie – te 150 tysięcy złotych zapłacone za pracę „społeczną” to 150 tysięcy złotych mniej na inwestycje na naszych osiedlach. No, ale przecież nikt nie obiecywał, że praca społeczna musi być bezkosztowa, prawda? Żeby nie było, że się czepiam – na mocy statutów Rad Osiedli przewodniczący mają pełne prawo do pobierania diet. Pozostali członkowie Rad mogą to robić, ale nie muszą. W niektórych Radach chyba jednak czują, że muszą.

Kolejną ciekawą sprawą związaną z Radami Osiedli i ich funkcjonowaniem okazało się zatrudnianie pracowników. Przyczynkiem do zainteresowania się tym wątkiem było ogłoszenie, które pojawiło się na jednym z portali. Jedna z Rad Osiedli ogłaszała się, że poszukuje studentki na umowę zlecenie do pracy w Radzie. Nie studenta, nie emeryta lub emerytki, nie osoby bezrobotnej czy nieaktywnej zawodowo. Ma być młoda dziewczyna. Spuśćmy zasłonę milczenia na niestosowność zapisów ogłoszenia i mętne tłumaczenia Przewodniczącego Rady, że osoba taka nabiera doświadczenia zawodowego dzięki tejże pracy. Michał Wilkocki wystąpił o zbiorczą informację na temat tego kogo, w jakim zakresie i za jakie środki zatrudniają Rady Osiedli w Szczecinie. Co się okazało? Że na Pomorzanach zatrudniona jest pani do „obsługi administracyjnej i gospodarczej”. Pracuje 2 razy w tygodniu przez 3 godziny za średnio 450 zł miesięcznie brutto. Za nieco mniejszą kwotę – 360 zł miesięcznie – obsługę zapewnia pani zatrudniona na rzecz RO Centrum i Śródmieście Północ. Najbardziej hojna jest RO Pogodno, która z panią obsługującą Radę zawarła umowę na kwotę 3300 zł brutto za okres 6 miesięcy (550 zł/miesiąc). Wśród Rad Osiedli, które zatrudniają pracowników do „obsługi administracyjnej i gospodarczej” należą również RO Świerczewo, Stołczyn, Krzekowo – Bezrzecze, Słoneczne, Podjuchy, Arkońskie Niemierzyn i Załom Kasztanowe. W tej ostatniej Radzie – co ciekawe – zatrudniono panią, której nazwisko jest tożsame z nazwiskiem skarbika Rady. Zbieżność nazwisk?…

RO praca dla studentkiOdkąd Urząd Miasta przesłał nam te dane, nieustannie zadaję sobie pytanie – po co Radom Osiedli sekretarki i sprzątaczki? Czy członkowie Rad nie radzą sobie sami z parzeniem kawy, odpowiadaniem na maile i pisma, protokołowaniem spotkań? Czy nie potrafią samodzielnie umyć po sobie szklanek czy wynieść śmieci po spotkaniu? Czy nie mogą się jakoś podzielić zadaniami i zetrzeć raz na jakiś czas własnymi rękoma kurzu? Naprawdę do wykonywania pracy społecznej muszą mieć obsługę?

No i na koniec zadajmy sobie pytanie – czy osoby działające w ten sposób w Radach Osiedla, uzurpujący sobie prawo do decydowania o tym co dzieje się w mieście wbrew woli mieszkańców (patrz: Budżet Obywatelski), bez żenady sięgający po środki miejskie w bezpardonowej walce o inwestycje w kontrze do zwykłych mieszkańców, wypłacający sobie wynagrodzenia za coś, co nazywają pracą społeczną i wymagający stałej obsługi sekretarek i sprzątaczek, powinni jeszcze nazywać się społecznikami? Dla mnie działacz społeczny to jest osoba, która swoją pracę wykonuje na rzecz innych, bezinteresownie i bezpłatnie. Tymczasem niektóre Rady Osiedli zdają się zamieniać się w nieformalne wydziały Urzędu Miasta, choć bez właściwej dla UM odpowiedzialności. Czy ktoś w magistracie lub w Radzie Miasta przypomni części osiedlowców, na czym polega społecznikostwo i ureguluje zasady funkcjonowania RO? A może sami członkowie wszystkich Rad Osiedli powinni odbyć między sobą taką publiczną debatę i zastanowić się, kim właściwie chcą być i na jakich zasadach wypełniać swoje społeczne funkcje? Ryba psuje się od głowy i jeśli teraz nie znajdą się odważni pasterze, którzy przywiodą zbłąkane czarne osiedlowe owieczki do zagrody dobrych społecznych obyczajów, za chwilę możemy mieć większe kłopoty niż 150 tysięcy zł na wynagrodzenia czy próby manipulowania przy Budżecie Obywatelskim…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *