Zostawcie Wojska Polskiego w spokoju!

Kilka dni temu w szczecińskich mediach pojawiły się informacje, że władze miasta dostały kolejnej dawki energii w procesie zmieniania Alei Wojska Polskiego w jej śródmiejskim odcinku. Pretekstem do tego kolejnego etapu było przedstawienie przez architekta miasta tzw. „Księgi standardów ul. Piotrkowskiej” w Łodzi, którą pan architekt uznał za fascynującą lekturę. I obwieścił, że i my powinniśmy kroczyć tą drogą. Nie wiem, czy szanowny pan architekt Piotrkowską widział na własne oczy, czy tylko pozostał przy lekturze Księgi, ale ja właśnie Łódź odwiedziłam po raz kolejny i utwierdziłam się w przekonaniu, że to zwykłe mydlenie oczu i najzwyklejsza w świecie blaga.

20150928_181438[1]
ul Piotrkowska, po której jeżdżą auta mimo zakazu

Jeśli ktoś myśli, że ulica Piotrkowska w Łodzi jest uroczym deptaczkiem, pełnym klimatycznych kafejek, gdzie rowerzyści przyjaźnie pozdrawiają się z pieszymi, auta nie mają prawa wstępu, zaś zieleń wylewa się z każdego rogu – powinien szybko zrewidować swoje wyobrażenia. Piotrkowska w dużej części jest ruchliwą arterią, po której jeździ mnóstwo aut, tramwajów i autobusów. W jej obrębie jest też część bardziej „reprezentacyjna”, po której auta jeżdżą, choć zasadniczo nie powinny. Kiedy tam wczoraj spacerowałam, nawet za znakiem „zakaz wjazdu” mijały mnie samochody, które żadnemu pieszemu na tym „deptaku” nie ustępowały pierwszeństwa. Budynki – niektóre bardzo piękne, odrestaurowane – przeplatają się z architektonicznymi koszmarkami. Kawiarnie mieszają się z pijalniami wódki. Artyści uliczni mijają się z żebrakami. Kawiarniane ogródki różnią się od siebie diametralnie stylistyką, kolorami, ba! nawet wielkością – są tradycyjne, są i piętrowe. Sklepy z ubraniami i pamiątkami koegzystują z masą placówek bankowych. Ot, zwyczajny miejski koloryt. Na pewno nie jest tak cudownie i różowo, jak niektórzy usiłują to przedstawiać.

20150928_181300[1]
Architektoniczne koszmarki przy Piotrkowskiej

Wracając do Szczecina i Alei Wojska Polskiego – wolałabym, żeby prezydent Krzystek, miejski architekt i wszyscy „zapaleńcy”, którzy marzą o ograniczeniu ruchu na tej niezwykle ważnej dla szczecinian ulicy, najpierw dokończyli proces zmian na Deptaku Bogusława i Jagiellońskiej. Bo na razie mamy wielkie nic. Na Deptaku miały być jarmarki, artyści, festiwale – słowem ruch i kultura. Co się tam teraz dzieje? Fontanna od dawna nie działa (to tak w kontekście pytań radnych Szczecina o miejskie meble). Jarmarków już dawno nikt nie widział. Większych imprez też nie. No, ale mamy kilka lokali z wódeczką i czasem jakąś większą burdę. W ciągu dnia czasem tam podejdę, po zmroku już się nie odważę.
Podobnie z ulicą Jagiellońską. Po zmianie ruchu na jednokierunkowy, przesunięciu aut z chodników ulica miała być oddana pieszym. Miała tętnić życiem, sklepy miały prosperować, a piesi powrócić całymi tłumami. Tymczasem szału nie ma.

20150928_181915[1]
Ogródkowy misz-masz – walka o ogródki na Deptaku Bogusława to przy tym pikuś

Będę zatem głośno apelować – zostawcie Aleję Wojska Polskiego w spokoju! Nie dajcie się mamić ładnymi obrazkami, opowieściami, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. A do władz miasta i tych wszystkich zapaleńców od przestrzeni miejskiej mam jedną prośbę – skończcie najpierw to, co zaczęliście, zanim zaczniecie psuć kolejną ulicę. Bo od ograniczenia pasów ruchu życie na Wojska Polskiego nie wróci. Za to mieszkańcy, którzy utkną na kolejnej zakorkowanej w tej okolicy drodze, część tego życia stracą. I po co?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *