Dzieje się

Zwierzęta w Szczecinie to tylko kłopoty (?)

schronisko

We wczorajszej szczecińskiej Gazecie Wyborczej pojawił się niezwykle ciekawy artykuł pt. „Schronisko nie chce sprzętu za pieniądze z budżetu obywatelskiego. „Zbędny zakup”. Przeczytałam i aż przysiadłam z wrażenia. Bo chyba komuś coś się w tym mieście pomyliło…

Historia w skrócie: w ostatnim Budżecie Obywatelskim pojawił się projekt dotyczący doposażenia i modernizacji schroniska dla bezdomnych zwierząt. Projekt chwycił za serce szczecinian tak bardzo, że aż 7,5 tysiąca mieszkańców miasta oddało na niego głos. To pokazało, jak wielu osobom leży na sercu poprawa warunków, w jakich przebywają bezpańskie zwierzęta. Co ciekawe, nie było słychać żadnych głosów w czasie zgłaszania projektów do BO, w czasie głosowania, ani nawet tuż po ogłoszeniu wyników, jakoby zaplanowane w ramach tego projektu wydatki były niepotrzebne. Słowem, kierownictwo schroniska, ani odpowiednie komórki miejskie palcem nie kiwnęły, ani żeby pieniądze zdobyć, ani też żeby ich zdobyciu zapobiec. Dopiero, gdy przyszło do praktycznej realizacji zamierzeń, okazuje się, że projekt jest „be”.

W artykule w GW czytamy m.in.

Zakład Usług Komunalnych powinien już realizować zakupy, ale powstał problem. Kierownictwo ZUK uważa, że tak drogie urządzenia jak usg., rtg. czy aparat do analizy biochemicznej to wydatek zbędny, nieuzasadniony ekonomicznie. Według kosztorysu wyszło im ok. 110 tys. zł łącznie.

– Od kierowniczki schroniska usłyszałyśmy, że nawet jak te urządzenia będą, to i tak nie będzie komu robić badań, bo w schronisku pracuje tylko dwóch lekarzy weterynarii – mówi Karolina Wilas. – Użyła też argumentu, że wcale nie ma tak dużego zapotrzebowania. Na usg., które schronisko wykonuje w innych gabinetach weterynaryjnych, wydano w ubiegłym roku tylko 400 zł. To mnie dziwi, bo trafiają tu zwierzęta po przejściach, w schronisku stale przebywa ponad 100 psów, a w ciągu roku przewija się ich ok. 1600. I nie ma potrzeby realizacji większej liczby badań?

Po co salon piękności?

Andrzej Sumisławski, dyrektor ZUK, w rozmowie z „Wyborczą” zaznaczył, że kierownictwo będzie się starało przekonać autorki, aby zamiast na drogi i mało wykorzystywany sprzęt wydać na inne potrzeby schroniska.

– Bardzo cieszymy się, że schronisko otrzyma 300 tys. – mówi Andrzej Sumisławski. – Tylko, że ten sprzęt nie będzie w należytym stopniu wykorzystywany. Nie musimy posiadać wszystkich urządzeń, te badania można wykonywać na zewnątrz.

Szef ZUK dodaje: – I jeszcze ten salon piękności dla psów. Też zbędny.

Na liście zakupów do salonu jest m.in. wanna do kąpieli, suszarka, maszynka do strzyżenia, szczotki i grzebienie. Całość to według kosztorysu autorek wydatek ok. 17 tys. zł.

Małgorzata Niwicka odpiera: – Te psy muszą ładnie wyglądać, wtedy szybciej znajdą właścicieli.

Dlaczego o tym piszę? Bo zaczynam się zastanawiać, czy takie podejście do zwierząt jest albo jakąś plagą znieczulicy w Urzędzie Miasta, albo – co gorsza – celowo prowadzoną polityką? Skąd takie myśli? Otóż nie tak dawno temu, w październiku 2014 r. na posiedzeniu Rady Działalności Pożytku Publicznego mieliśmy do czynienia z podobną postawą i podejściem, ale ze strony pana dyrektora Grabca z Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska. Konsultowaliśmy wtedy program współpracy Gminy Miasto Szczecin z organizacjami pozarządowymi. Dowiedzieliśmy się, że należy odebrać Towarzystwu Opieki nad Zwierzętami zadania „Sterylizacja i kastracja kotów wolno żyjących”. Według pana dyrektora kastrację należałoby zlecać prywatnym gabinetom, a nie TOZ, a za wyłapywanie kotów odpowiedzialni byliby „miejscy aktywiści”, bo przecież na każdym osiedlu znajdują się zazwyczaj starsze panie, które kotki dokarmiają, więc może one? No, w ostateczności może ktoś ze schroniska…
Żeby nie być gołosłowną i nieobiektywną, przytoczę fragment oficjalnego protokołu z tamtego posiedzenia (spotkania Rady są nagrywane, więc relacja jest wiarygodna):

Pan Grabiec wyjaśnił, że wydział wnioskuje o rozważenie wykreślenia tematu pn. „Sterylizacja i kastracja kotów wolno żyjących” z Programu Współpracy, ponieważ ze względów finansowych jeśli zadanie będzie realizowane poza Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami, wg wyliczeń wydziału koszty będą znacznie niższe. Pan Zygmunt Pyszkowski zapytał, czy wiadomym jest jaka obecnie jest skala kosztów realizacji tego zadania przez TOZ. Zdaniem p. Andrzeja Grabca, koszt jednostkowy sterylizacji kota to ok. 70 zł., natomiast w skali roku ilość wykonanych sterylizacji jest uzależniona od bieżących potrzeb i zgłoszeń. Łączna kwota na ten cel nie przekracza jednak więcej niż kilka tysięcy złotych.

W tym miejscu głos zabrała p. Dorota Korczyńska, która zapytała kto teraz miałby zajmować się wychwytywaniem takich przypadków, skoro do tej pory robili to wolontariusze TOZ-u. Zdaniem Pani Doroty sama sterylizacja w gabinecie prywatnym to jedno, zastanawia natomiast kto obecnie podejmie się wyłapywania i uwalniania wysterylizowanych kotów. Jak poinformował Pan Andrzej Grabiec spora część zgłoszeń pochodzi od mieszkańców, zamieszkujących dane osiedle, jak również wspólnot czy zarządów spółdzielni. W tej sytuacji, po zmianie realizatora zadania do akcji wkroczyłyby służby schroniska dla bezdomnych zwierząt, które zajęłoby się sprawą wyłapywania kotów i dostarczania do gabinetów prywatnych. Jak zapowiedział Dyrektor WGKiOŚ, mimo iż temat pojawił się niedawno (ok. 3 tygodnie temu) zostały już poczynione pewne sugestie, aby tematem zajęły się schroniska dla zwierząt. Temat jest obecnie szczegółowo analizowany przez wydział, a jednym z wniosków było zlecenie zadania do realizacji podmiotom prywatnym z przyczyn oszczędnościowych.

W ocenie p. Doroty Korczyńskiej, koszt realizacji tego zadania przez TOZ – 16.000 zł nie jest zbyt duży biorąc pod uwagę skalę całego budżetu miasta w skali roku. Zatem w sytuacji, gdy do tej pory zadanie było świetnie zorganizowane i prowadziła je organizacja pozarządowa, przekazanie go w ręce podmiotów prywatnych nie byłoby dobrym posunięciem. Wygląda na to, że obecnie zadanie miałoby się opierać na dobrowolności i przypadkowości zgłoszeń przez mieszkańców, natomiast TOZ ma do tego celu specjalnie przeszklonych i wykwalifikowanych ludzi z wieloletnim doświadczeniem i praktyką. Pan Andrzej Grabiec przyznał, że być może nie zawsze akcje przeprowadzane przez schroniska były na wysokim poziomie i rzeczywiście skuteczność TOZ-u mogła być dotychczas wyższa.

Jak zauważył Pan Zygmunt Pyszkowski, propozycja Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska nie jest wystarczająco przekonująca, nie są wyliczone rzeczywiste koszty realizacji tego zadania, a zjawisko „urynkowiania” nie wypłynie korzystnie na tego typu działalność. Ponadto, organizacje pozarządowe, które tej pory realizowały podobne zadania nie będą miały niedługo racji bytu. Poza tym po co zmieniać system, który dotychczas dobrze funkcjonował.

Głos zabrał Pan Wojciech Spychała, który poinformował, że poprze wniosek WGKiOŚ jeśli wydział wykaże, że TOZ źle realizuje to zadanie np. jest słaba jakość usługi, podejmowane są niewystarczające działania itp. Natomiast jeśli wydział nie ma zastrzeżeń co do prowadzenia tego zadnia przez TOZ nie ma sensu ryzykować i testować nową ścieżkę realizacji zadania przez inne podmioty.

Na zakończenie ponownie zabrał głos Pan Andrzej Grabiec, który wyjaśnił, że wydział poszukuje każdej możliwości zaoszczędzenia środków, tym bardziej, że już od wielu lat budżet wydziału nie był zwiększany. Ponadto, warto zaznaczyć, że ilość zwierząt w schroniskach uległa zmniejszeniu i stąd pomysł, aby wykorzystać zapas możliwości schronisk i im przekazać zadanie do realizacji.

Wobec powyższej dyskusji Pan Wojciech Spychała zgłosił wniosek, aby Rada negatywnie zaopiniowała propozycję Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska dotyczącą wykreślenia z Programu zadania pn. „Sterylizacja i kastracja kotów wolno żyjących”. Rada zagłosowała za negatywną oceną propozycji wydziału: 7 osób „za”, 3 osoby „wstrzymujące się od głosu”.

 

Ciekawe, prawda? Zachodzę ciągle w głowę, skąd ten pęd wśród miejskich urzędników do oszczędności w przypadku zwierząt? Skąd ta niechęć do wydawania pieniędzy na opiekę, leczenie, pomaganie? Skąd to zaangażowanie do wyprowadzenia takich usług (badań) do zewnętrznych, komercyjnych lecznic? A może Wy się domyślacie i potraficie mi to wyjaśnić? Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania, o co w tym wszystkim chodzi. Czy to tylko brak empatii, czy może jakaś ustalona polityka Miasta?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *